Do bestialskiej zbrodni doszło w prywatnym domu pod Górą św. Marcina w Tarnowie. 43-letni Tomasz O. miał zabić młodszą o dwa lata żonę oraz ich córki w wieku trzech i sześciu lat. Ofiary miały rany cięte w okolicach gardła. W domu zabezpieczono trzy narzędzia zbrodni. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, do tarnowskiej prokuratury miało wpłynąć zawiadomienie o znęcaniu się nad rodziną przez Tomasza O. W tym tygodniu jego żona, Katarzyna, miała stawić się na przesłuchanie. Niestety, nie zdążyła. Tarnowscy urzędnicy wiedzieli, że w domu małżeństwa źle się dzieje, czy zrobili wszystko, by zapobiec tragedii?
Wydawało się, że będzie to zwyczajny początek kolejnego jesiennego weekendu w Tarnowie. Ale w miniony piątek, po południu, co chwila było słychać sygnały alarmowe należące do policji i służb ratunkowych. Wszystkie pojazdy zmierzały w jednym kierunku: w okolice osiedla położonego niedaleko góry Św. Marcina. Niedługo potem pojawiły się pogłoski o niewyobrażalnej tragedii, która się tam rozegrała. Ludzie lotem błyskawicy przekazywali sobie wiadomość: ktoś w bestialski sposób wymordował czteroosobową rodzinę, w tym dwoje małych dzieci! Ponieważ długi czas brakowało oficjalnych informacji na ten temat, najpierw mówiono, że w domu tej rodziny musiał pojawić się zabójca, który z nieznanych powodów dokonał zbrodni. Jakiś zupełny szaleniec! Może chodziło o zemstę albo o porachunki? Ludzie snuli coraz bardziej sensacyjne wątki.
Natychmiast ożył internet. Internauci na temat tragedii przekazywali najróżniejsze informacje, często takie, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, brak informacji wypełniają domysły. Co do jednego wszyscy byli zgodni: takiej tragedii w Tarnowie, mieście raczej spokojnym, chyba jeszcze nie było…
W sieci zagotowało się, gdy koło wieczora przedostały się informacje, że najprawdopodobniej z tą sprawą nie mają związku osoby trzecie. Czyli nie było zabójcy, który przyszedł z zewnątrz. Pierwsze ustalenia wskazywały, że to właściciel domu najpierw zamordował żonę i córki, a potem popełnił samobójstwo.
Tragedia na tarnowskim osiedlu rozegrała się w nocy z czwartku na piątek lub w piątek rano.
Czy opętał go demon?
W jednym z niedawno zasiedlonych domów jednorodzinnych przy ul. św. Marcina w Tarnowie ujawniono ciała czterech osób z podciętymi gardłami: dwójki dziewczynek w wieku trzech i sześciu lat oraz ich rodziców Katarzyny i Tomasza O., czterdziestolatków. Po wejściu do domu ratowników mężczyzna przebywający na piętrze dawał jeszcze oznaki życia, ale próby reanimacji nie powiodły się. Ciała martwych dziewczynek i ich matki (z ranami ciętymi szyi) leżały w mieszkaniu na parterze.
Sąsiedzi nieżyjącej rodziny (41-letniej przedszkolanki, 43-letniego operatora koparki i ich dwóch córek) są w wielkim szoku. Nie mogą zrozumieć, co stało się przyczyną tej niewyobrażalnej tragedii. – Mieszkamy tu od niedawna i nie zdążyliśmy się dobrze poznać. Trudno pojąć, jak mogło dojść do rodzinnego koszmaru, do śmierci całej czwórki. Urządzili się w nowym domu jakieś trzy lata temu i wydawali się zadowoleni, a dzisiaj takie potworne nieszczęście. Co pchnęło ojca i męża do tak potwornej zbrodni? Jaki demon go opętał, że pozbawił życia najbliższe sobie osoby? – zadają pytania.
Służby zaalarmowała babcia dziewczynek, która nie mogła dostać się do zamkniętego od wewnątrz domu. Nikt nie odpowiadał na jej pukanie. Przez okienko w drzwiach ujrzała leżącą na podłodze kobietę i to ją mocno zaniepokoiło. Wezwani na miejsce strażacy weszli do środka po wybiciu szyby w oknie. W towarzystwie policjantów natrafili w domu na cztery ciała z ranami ciętymi szyi. Na ciałach kobiety i dwójki dzieci były także rany kłute. Zabezpieczanie śladów w domu ofiar zajęło policjantom wiele godzin, aż do północy. Do ekspertyzy zabrano dwa noże ze śladami krwi i zakrwawioną szlifierkę kątową, którą mężczyzna podciął sobie gardło po pozbawieniu życia żony i córek. Na policyjny parking trafił też samochód Tomasza O., którym – jak twierdzą sąsiedzi – mężczyzna wjechał w pobliskie pole kukurydzy, a chwilę potem porzucił go i wrócił do domu. Mogła to być nerwowa reakcja na dokonane przez niego wcześniej zabójstwa.
Rzeź na spokojnym osiedlu…
Ulica św. Marcina to nowa droga, która niedawno została wytyczona na wschód od alei Tarnowskich. W ostatnich latach powstało tu kilkanaście budynków wielorodzinnych. Kilkadziesiąt minut po ujawnieniu informacji o tragicznym zdarzeniu spokojna uliczka zamieniła się w ruchliwy trakt. Tuż przy polu kukurydzy dostrzec można było sporo zaparkowanych pojazdów służb mundurowych. Na miejscu szybko pojawili się także przedstawiciele lokalnych i ogólnopolskich mediów.
Tragedia mocno wstrząsnęła najbliższymi sąsiadami zamordowanej rodziny. – Mieszkamy tu od około ośmiu lat, ale poza wymianą grzeczności na ulicy nie utrzymywaliśmy z tą rodziną bliższych relacji. Mocno przeżywamy ten dramat, nie dociera do nas to, co się stało – z niedowierzaniem kręci głową lokatorka jednego z domu przy ul. św. Marcina.
– Nasze dzieci razem bawiły się na ulicy. Nic niepokojącego nie dało się zauważyć w ich zachowaniu. Również rodzice wydawali się normalnie zachowywać. To ogromna tragedia dla nas wszystkich. Przepraszam, ale to dla mnie zbyt wielki szok, trudno teraz powiedzieć mi coś więcej – wyznaje bliska sąsiadka zamordowanej rodziny.
– To była zwykła, przeciętna rodzina, która pewnie jak większość innych mogła borykać się z różnymi kłopotami, o których mogli nie wiedzieć nawet bliscy. Depresji, chorób psychicznych czy wewnętrznych konfliktów często nie dostrzega się na pierwszy rzut oka. Większość ludzi zamyka swoje problemy za ścianami własnego domu – zauważa inny rozmówca.
W wielkim szoku byli także mieszkańcy bardziej odległych ulic, którzy od nas dowiedzieli się o tragedii. – Czy pan oszalał? Z takich rzeczy się nie żartuje. To niemożliwe, by na naszym osiedlu mogło dojść do takiego zdarzenia. Mieszkam tu od wielu lat i nie pamiętam, by coś podobnego miało miejsce – niedowierza mieszkanka osiedla pod Górą św. Marcina.
W podobnym tonie wypowiada się inna kobieta przechodząca al. Tarnowskich: – To jedna z najpiękniejszych i w moim odczuciu najbezpieczniejszych części Tarnowa. Mieszkają tu porządni ludzie. Chwalimy sobie spokój, dużo zieleni i miłe sąsiedztwo. Ludzie ochoczo się tutaj osiedlają. Nie mieści się w głowie, że kilkaset metrów od mojego domu mogło dojść do tak makabrycznych scen. Czasy mamy ciężkie – trudna sytuacja społeczna, polityczna i gospodarcza tylko pogłębia problemy polskich rodzin. Nie wiadomo, co tak naprawdę doprowadziło do tej strasznej tragedii i jakie pobudki kierowały sprawcą rzezi. Wiem jedno. Nawet jeśli ktoś ma bardzo słabą psychikę, to zabójstwo małych, bezbronnych dzieci jest barbarzyństwem, którego nikt i nic nie może usprawiedliwić.
Rodzina miała „Niebieską kartę”
Śledczy ustalają okoliczności tej straszliwej, niezrozumiałej tragedii i ostrożnie wypowiadają się na ten temat. – Trwa intensywne dochodzenie i za wcześnie na ostateczne konkluzje. W każdym razie nie znam rodzinnego dramatu o takiej skali… – wyznaje prokurator Mieczysław Sienicki z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Pojawiła się informacja, że zamordowana kobieta złożyła jakiś czas temu pozew o rozwód, na który nie zgadzał się jej małżonek. Miał rzekomo grozić, że jeśli nie dojdą do porozumienia, to „wszystkich pozabija”. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że do tarnowskiej prokuratury miało wpłynąć zawiadomienie o znęcaniu się nad rodziną przez Tomasza O. W tym tygodniu jego żona Katarzyna O. miała stawić się na przesłuchanie. Rodzina miała założoną tzw. Niebieską kartę, dokument świadczący o przemocy. Urzędnicy Centrum Usług Społecznych w Tarnowie wiedzieli, że w domu małżeństwa źle się dzieje.
Weryfikowanie okoliczności tragedii wciąż trwa, przesłuchiwane są osoby z rodzinnego, sąsiedzkiego i zawodowego kręgu ofiar. Śledczy próbują zbliżyć się do prawdy i poznać motywy sprawcy, co nie będzie łatwe. Wiele wskazuje na tzw. samobójstwo rozszerzone. Ale czy rzeczywiście było to klasyczne samobójstwo rozszerzone? To się dopiero okaże, po zakończeniu prokuratorskiego postępowania. W kraju co rok notuje się średnio 2‒3 takie przypadki, ale w postępowaniach karnych bardzo skrupulatnie bada się ich okoliczności. Wymaga to różnicowania z zabójstwami motywowanymi np. zemstą, po których następuje samobójstwo sprawcy.
– Dramat rozegrał się w zamkniętym domu, w którym panował porządek, nie było śladów włamania i plądrowania. Udział osób trzecich można więc wykluczyć – informuje Mieczysław Sienicki, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Wyniki sekcji zwłok, przeprowadzone w krakowskim Zakładzie Medycyny Sądowej, potwierdzają ustalenia o bezpośrednich przyczynach zgonu każdej z czterech ofiar. 43-letni mężczyzna najpierw zamordował żonę i córki, a potem sam odebrał sobie życie.




















