Pytani przez nas instruktorzy często potwierdzają, że się tak dzieje, wszyscy są za tym, by sytuacja się zmieniła. Mimo to nie zmienia się od lat.
– Nie dalej jak wczoraj zatrzymałem się przed światłami na skrzyżowaniu ul. Matki Bożej Fatimskiej i Słonecznej i przede mną stała L-ka, czyli nauka jazdy. Kiedy włączyło się zielone światło, kursant sprawiał wrażenie, że zapomniał, jak się włącza biegi. Szarpał się z tym samochodem i szarpał, a wszystkich z tyłu diabli brali, choć tym razem nikt nie trąbił – opowiada jeden z naszych czytelników, kierowca mazdy. – Sam się denerwowałem, bo zielone na tym skrzyżowaniu pali się krótko i trzeba się spieszyć. Najgorzej jest wtedy, gdy są godziny szczytu.
Nasi czytelnicy rozumieją, że każdy powinien nauczyć się jazdy samochodem w najtrudniejszych warunkach, lecz im chodzi o to, by instruktorzy nie wypuszczali się w środek miasta z osobami, które nie nabrały jeszcze dostatecznej wprawy w poruszaniu się pojazdem.
Przestańcie trąbić
– Potwierdzam, takie sytuacje zdarzają się na naszych ulicach – mówi Jan Zaworski, współwłaściciel ośrodka szkolenia kierowców Auto-Luz w Tarnowie i instruktor jazdy. – Zgadzam się z poglądem, że w centrum miasta powinni być szkoleni kursanci, którzy już jakoś sobie radzą, dla pozostałych na razie powinny być przeznaczone trasy poboczne, łatwiejsze. Ale jest też druga strona medalu. Inni kierowcy, którzy mają w zwyczaju przekraczać dopuszczalne prędkości w terenie zabudowanym, denerwują się, gdy z kursantem jedziemy przepisową „pięćdziesiątką”. Miałem już przypadki, gdy ktoś z tyłu poganiał nas w strefie zamieszkania, gdzie obowiązuje prędkość do 20 km na godzinę…
Bartłomiej Mitera, który również szkoli przyszłych kierowców, zapewnia że stara się, by jego mniej wprawni kursanci nabyli więcej umiejętności najpierw na drogach drugorzędnych.
– Młody człowiek musi nauczyć się jeździć w każdych warunkach. Moim zdaniem, inni kierowcy mimo wszystko powinni być bardziej wyrozumiali. Tu nic nie pomoże trąbienie na kursanta czy nieprzyjazne gesty. To nie przyspieszy jazdy, wręcz przeciwnie. Zestresowany człowiek traci głowę, jest jeszcze mniej sprawny jako kierowca. Bywa też tak, że ktoś na początku całkiem dobrze sobie radzi, ale gdy wjedzie do miasta, widać w jego oczach strach. Od razu to się przekłada na jakość prowadzenia pojazdu. Wiadomo mi, że wśród kursantów panuje przekonanie, że niektóre tarnowskie ronda są skomplikowane, trudne do przejazdu i część z nich stresuje się już zawczasu.
Strach na rondzie
Jak się dowiadujemy, kandydaci na kierowców najbardziej boją się ronda turbinowego na ul. Lwowskiej. W sieci znajduje się filmik, który pokazuje, jak kierowca samochodu daewoo matiz, na pewno już z prawem jazdy, zupełnie się tam zagubił. Charakterystyczne jest to, że na tym samym nagraniu dostrzec można kilka samochodów z tablicami L, które ćwiczą manewr przejazdu przez rondo. Można się domyślać, iż jest to jedna ze stref, w jakiej zdaje się egzamin.
– Rzeczywiście, więcej „elek” może być w tych punktach miasta, które znajdują się na naszych trasach egzaminacyjnych – mówi Paweł Gurgul, dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Tarnowie. – To tam może dochodzić do spowolnienia ruchu, jeśli kursanci jeszcze nie opanowali wystarczająco techniki jazdy. Dlatego zgadzam się, że instruktorzy powinni zwracać uwagę na ten problem, odpowiednio selekcjonować kandydatów na kierowców i na każdym etapie szkolenia wybierać dla nich właściwe trasy. Wszyscy jednak, wcześniej czy później, muszą dobrze poznać miasto, gdyż potem, po zdaniu egzaminu, jako kierowcy znajdą się w różnych sytuacjach. Sam kiedyś byłem instruktorem jazdy i dbałem o to, by z początkującymi kursantami nie wyjeżdżać na miejskie trasy przynajmniej w godzinach największego natężenia ruchu. Stanie w korku to strata czasu.
Lenistwo w korku
Jeden z instruktorów nauki jazdy twierdzi, że wiele zależy od uczciwości i rzetelności ludzi, którzy szkolą kierowców: Niekiedy mam wrażenie, że niektórym właśnie o to chodzi. Żeby wjechać w środek miasta w godzinach szczytu i stać w korkach. Nie trzeba się wtedy przemęczać, a czas spokojnie leci…
Do Tarnowa dość sporo „elek” przyjeżdża z okolicznych – znacznie mniejszych – miast i tu trenują jazdę. W końcu to nie w Brzesku czy Dąbrowie Tarnowskiej odbywa się egzamin państwowy, ale w Tarnowie.
Franciszek Szpala to jeden z najstarszych czynnych kierowców tirów w Polsce. Jeździ także samochodem osobowym. Ma uprawnienia na wszystkie możliwe pojazdy, łącznie ponad pół wieku za kierownicą, miliony kilometrów za sobą.
– Źle jest ze szkoleniem kierowców obecnie – podkreśla. – Widzę to po młodych, którzy przychodzą do zawodu i z którymi mam do czynienia. Nie wiedzą, że czym innym jest kierowanie ciężarówką pustą, a czym innym załadowaną. Teraz w szkoleniu nie chodzi o to, aby człowieka nauczyć jeździć, tylko o to, by zdał on egzamin.
Chcemy tylko w mieście
Pan Franciszek także nie ma wątpliwości, że kierowca musi się uczyć w każdych warunkach.
– Bo potem jest tak, że jak ktoś jedzie do Krakowa, to samochód zostawia już w Brzesku Okocimiu, a stamtąd dojeżdża pociągiem lub autobusem. Instruktorzy muszą jednak pilnować, by z kimś, kto dopiero ma za kierownicą pierwsze godziny, nie pchać się w sam środek miasta. To nikomu nie wychodzi na zdrowie.
Jan Zaworski dodaje, że kursanci na ogół chcieliby jeździć tylko po mieście, bez względu na wszystko. W programie nauki zakłada się, że kandydaci na kierowców muszą zaliczyć minimum 30 godzin jazdy, w tym co najmniej 3 godziny poza miastem.
– Nie chcą uczyć się gdzie indziej, tłumaczą, że przecież w mieście będą zdawać egzamin. Nie doceniają nauki jazdy w terenie niezabudowanym, gdzie przecież trzeba umieć jeździć z większymi prędkościami. W końcu w naszym kraju mamy już autostrady, które narzucają inną technikę jazdy. Nasza firma ma też ośrodek w Bochni i wiem z obserwacji, że gdy kursanci stamtąd ruszają na jazdy w Tarnowie, to po podróży starą „czwórką” albo autostradą nabierają takiej pewności siebie, że nie boją się potem tarnowskich ulic. Zresztą czego się tu bać?PS. Już po przeprowadzonych rozmowach dowiedzieliśmy się, że podczas spotkania w MORD w Tarnowie dyrekcja ośrodka zwróciła się do przedstawicieli OSK w regionie z apelem, by początkujący kursanci odbywali naukę jazdy poza centrum Tarnowa, na ulicach mniej zatłoczonych.
























