Betonowe buty dla biznesu, czyli miejskie podcinanie skrzydeł przedsiębiorcom

1
REKLAMA

Wróćmy do wątku kary – konkretnie za co?
Według prokuratora, a później sądu – za złożenie obietnicy udzielenia korzyści majątkowej jednemu z urzędników odpowiedzialnemu za drogi. I to na podstawie jego wyjaśnień, złożonych gdy przebywał w areszcie w innej sprawie. Zapewne za wszelką cenę chciał ten areszt opuścić, a jego zeznania miały być przydatne i tym samym spodobać się prokuratorowi. W toku postępowania wspomniany oskarżony urzędnik wycofał swoje wyjaśnienia w części, w której mnie obciążały, wskazując podczas mów końcowych przed sadem, że taka sytuacja nie miała miejsca a uczynił to tylko po to, by móc po kilku miesiącach opuścić areszt! Pomimo tego, jak również z braku jakichkolwiek innych dowodów, sąd i tak mnie ukarał. W moim odczuciu to wszystko miało związek ze swego rodzaju polowaniem na prezydenta Ścigałę i chęcią zniszczenia mojej firmy.

Zniszczyć firmę?
Funkcjonariusze ABW prowadzący sprawę prezydenta Ścigały pojawili się w mojej firmie, dokonali przeszukań, zabrali dokumentację, skuli mnie kajdankami w obecności rodziny i wywieźli do Krakowa. Nie ukrywali, że do domu długo nie powrócę. Ponieważ prowadzę firmę w zasadzie jednoosobowo, oznaczało to po prostu jej likwidację. Prokurator był głuchy na argumenty, moje wyjaśnienia i zapewnienia, że żadnej korzyści nie obiecałem, nie miały one żadnego znaczenia. Wydaje mi się, że to co mnie uratowało przed aresztowaniem w sprawie, to fakt, że posiadam amerykańskie obywatelstwo. Podczas przesłuchania w Krakowie, gdy na zadane pytanie o obywatelstwo odpowiedziałem: amerykańskie i polskie, osoba, która mnie przesłuchiwała wyszła, aby tę kwestię – jak podejrzewam – z kimś skonsultować. Po powrocie „zaproponowano” w zamian za areszt poręczenie w wysokości 100 tys. zł. Kaucję wpłaciłem. Nie bez znaczenia było również to, że podczas odbywanych tego dnia konfrontacji wezwany przez prokuratora świadek – zapewne wbrew oczekiwaniom przedstawiciela prokuratury – zaprzeczył, bym dopuścił się jakiegokolwiek przestępstwa. Gdyby nie te okoliczności, to WesBudu, budowanego przez lata takim wysiłkiem, już by nie było. Nie byłoby kilkudziesięciu miejsc pracy, które utrzymuję, nie byłoby sponsoringu żużla ze strony WesBudu, nie byłoby mojej działalności na rzecz potrzebujących, zniknęłyby podatki, które płacę, nie powstałaby inwestycja w nowoczesny obiekt, który za wiele milionów złotych postawiłem przy ul. Tuchowskiej. Maszyny i urządzenia poszłyby pod młotek. Ktoś chciał to zniszczyć. W Stanach byłoby to nie do pomyślenia, a ci którzy taką próbę zniszczenia podjęli, musieliby sami zderzyć się z wymiarem sprawiedliwości. Czy dostrzegła Pani taką małą ludzką zawiść, która pojawiła się w ówczesnych doniesieniach medialnych mówiących z ukrywaną satysfakcją, że „król betonu”, jak mnie ochrzczono, pójdzie siedzieć? Było to ważniejsze niż ewentualne straty wynikające z eliminacji rzetelnego pracodawcy.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze