– Czegoś takiego się nie spodziewałem. To szok! To podcinanie skrzydeł ludziom, którzy stworzyli dla mieszkańców ofertę sportową, jakiej nie było w stanie zaproponować miasto. Teraz przyjdzie nam za to słono zapłacić. Być może część z nas zamknie nawet działalność, bo nie damy rady zapłacić prezydenckiego haraczu – mówi Artur Tabor, współwłaściciel hali tenisowej przy ul. Wojska Polskiego w Tarnowie. Problem dotyczy wszystkich obiektów i klubów sportowych w Tarnowie, za wyjątkiem jednego. Nieoficjalnie wiadomo, że podatek od nieruchomości umorzono jedynie Unii Tarnów. – Dochodzą sygnały o nierównym traktowaniu – przyznaje radny Piotr Górnikiewicz, przewodniczący Komisji Sportu Rady Miasta.
Podatku nie było, ale będzie
– Nie było, bo nasza oferta podobnie jak w innych miastach w Polsce, była dotychczas traktowana jako uzupełnienie tej miejskiej, jako wyjście naprzeciw ludziom, którzy chcą uprawiać sport, by mieli do tego dobre warunki i możliwość wyboru dyscypliny, która ich interesuje. Miasto raczej nie wybuduje swoim mieszkańcom hali tenisowej, badmintonowej itd. Aż tu nagle z magistratu przychodzi informacja, że Roman Ciepiela każe nam płacić 54 tys. zł rocznie! Skąd mam tyle wziąć? Przecież moje wpływy nie są duże, sport nie jest pierwszą potrzebą niezbyt zasobnych mieszkańców Tarnowa! Przecież, gdy znacznie podniosę ceny, to nikt do mnie nie przyjdzie i będę musiał wszystko zamknąć. Chciałem się spotkać z prezydentem, ale mnie do niego nie dopuszczono. Od pani sekretarki usłyszałem, że powinienem napisać maila, a ona postara się, by go przeczytał. I tyle. I nic. Żadnego odzewu – nie kryje żalu Artur Tabor.
Wtórują mu inni właściciele obiektów i klubów sportowych, których temat dotyczy. -Dostałem 50 tys. zł podatku od nieruchomości za rok. To zarzynanie przedsiębiorczości. Ja wiem, że miasto jest zadłużone do granic możliwości, lecz dlaczego prezydent szuka pieniędzy naszym kosztem? Potraktowano nas jak galerie handlowe! Sprawdzaliśmy – w innych miastach są, tak jak kiedyś u nas, albo całkowite umorzenia, albo częściowe. Kraków i Kielce na przykład stosują aż 70-proc. zwolnienia podatkowe i to się nazywa rozumnym oraz uczciwym podejściem. A u nas? Katastrofa! – dodaje Marek Kawa z Centrum Sportów Spokojna.
























