Ratownicy medyczni żądają podwyżek

0
ratownicy protest
REKLAMA

Ratownicy pracujący w państwowej służbie medycznej chcą podwyżek. Od maja trwa ogólnopolski protest, który ma być pierwszym krokiem zwracającym uwagę na problem niskich zarobków w tym zawodzie. Minister zdrowia zapowiedział niedawno, że na początku sierpnia ratownicy medyczni dostaną pierwszą transzę podwyżki w wysokości 400 złotych brutto, kolejną zaplanowano w przyszłym roku. Jednak ratownicy protestu nie zawieszają, domagają się podwyżki w wysokości 1600 złotych. Skierowali do premier Beaty Szydło list z żądaniami zwiększenia nakładów na ratownictwo medyczne, stworzenia państwowej służby ratownictwa medycznego oraz powołania trzyosobowych zespołów w karetkach (w Tarnowie ten ostatni postulat jest już spełniony).Ratownicy reprezentują najmłodszy i najmniej liczny zawód medyczny w Polsce. Mają wyższe wykształcenie, a dziesięć lat temu zastąpili lekarzy w większości karetek. W Tarnowie pracują w pogotowiu ratunkowym, szpitalach – w oddziałach ratunkowych i izbach przyjęć, kolumnie transportu sanitarnego i w prywatnych firmach. W pogotowiu zatrudnionych jest około 120 ratowników, natomiast 12 osób wykonuje obowiązki w SOR Szpitala im. św. Łukasza. Praca jest ciężka i odpowiedzialna – podkreślają.
– Mamy do czynienia z agresją słowną i fizyczną, jesteśmy atakowani przez rodziny pacjentów lub świadków zdarzeń, nierzadko są to osoby będące pod wpływem alkoholu albo środków odurzających. Niedawno w ciągu zaledwie kilku dni spotkałem się z pięcioma przypadkami agresywnych pacjentów po dopalaczach – opowiada Krzysztof Krzemień, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych, pracujący w tarnowskim pogotowiu.Ratownicy medyczni w Tarnowie zarabiają od 1700 do 2800 zł.
W Szpitalu im. św. Łukasza biorą na rękę średnio 2025 zł, w pogotowiu nieco więcej. Dysproporcje w wysokości wynagrodzenia wynikają z miejsca i formy zatrudnienia, bowiem część osób pracuje na umowach o pracę, a pozostali na podstawie kontraktów.
– W umowie o pracę istnieją inne warunki płacowe. Natomiast wykonując obowiązki na zasadzie kontraktu, ratownik medyczny musi sam opłacić ZUS, księgowość, szkolenia, kupić odzież. W efekcie zostaje mu tylko 1000‑1200 złotych. Dlatego wykonując te same obowiązki w tym samym czasie, ratownik zatrudniony na podstawie kontraktu nie zarobi tyle, co jego kolega na umowie o pracę – wyjaśnia Krzysztof Krzemień.
Protestujący w Tarnowie domagają się również upaństwowienia ratownictwa medycznego.
– Obawiamy się prywatyzacji. Co kilka lat ogłaszany jest konkurs na świadczenia w ratownictwie medycznym. Na rynek mogą wejść prywatni przedsiębiorcy, którzy zaoferują tańsze świadczenia, co wpłynie nie tylko na warunki naszej pracy, ale też ceny usług – dodaje nasz rozmówca.
Ratownicy czekają na rozmowy z przedstawicielami rządu na temat wysuwanych postulatów.
– Nie mamy możliwości prowadzenia akcji polegającej na odejściu od pacjentów, jak pielęgniarki w szpitalu. Nie możemy odmówić pomocy drugiemu człowiekowi. Dlatego oflagowaliśmy budynki i oznakowaliśmy karetki, a protest polega głównie na informowaniu mieszkańców o naszych postulatach. Rozdajemy ulotki, by ludzie dowiedzieli się, że nie strajkujemy, a pacjenci w regionie mogą czuć się bezpiecznie – podsumowuje Krzysztof Krzemień. – Do protestu przyłączyli się ratownicy z obu tarnowskich szpitali.
Jeśli rząd nie spełni przedstawionych żądań, ratownicy zapowiadają głodówki oraz akcje masowego składania wypowiedzeń.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze