Jest to o tyle niekorzystne, że dla wielu Polaków media społecznościowe lub fora stanowią albo jedyne, albo jedno z najważniejszych źródeł wiadomości o kraju i świecie. Najgorsze jest to, że coraz częściej zwykła krytyka przemienia się w hejt, a z hejtem w sieci bardzo trudno walczyć.
Wydaje się, że w przypadku Tarnowa hejt nasila się od kilku lat, na co miały wpływ głośne sprawy, które zbiegły się niemal w tym samym czasie: afera korupcyjna dotycząca byłego prezydenta miasta, tzw. afera łącznikowa, w którą zamieszani byli urzędnicy magistraccy, „przekręty” w miejscowym ośrodku ruchu drogowego i oddziale ZUS. Wówczas to karierę zaczęło robić określenie „Tarnów – biegun korupcji”. Trolli internetowych, których odznacza szczególna forma „dyskusji”, natchnął również kompromitujący efekt remontu ul. Krakowskiej i ciągły brak winnych tej kosztownej wpadki.
Krytyka jest niezbędna jak tlen do oddychania, ale martwi, że coraz częściej zastępowana jest przez pospolity hejt. O ile internetowe dyskusje w zamkniętym gronie jeszcze mają coś wspólnego z meritum problemu, to od postów zamieszczanych na popularnych forach często z wrażenia stają włosy dęba. Można by tu przytaczać różne przykłady hejtu skierowanego na Tarnów, ale wystarczy tylko dodać, że obraz miasta, który wyłania się z tych połajanek, jest – jak można się spodziewać – wyjątkowo ponury. Wedle niektórych internautów miasto powoli umiera, nic się tu nie udaje, bo rządzą kliki, nie ma perspektyw na przyszłość, trzeba stąd jak najszybciej uciekać. I nie chodzi w tym o to, co jest tu prawdą, a co nie, ale o to, w jaki sposób te treści są wyrażane, o język pogardy, poniżający i obrażający innych – jak to w przypadku hejtu bywa.
Nie wszyscy tym żyją
Czy Tarnowowi może zaszkodzić mocny hejt? Czy ktoś, kto w Polsce przeczyta o nim, że to „Tarnówek – wiocha, która nadaje się już tylko do zaorania”, nabierze przekonania, że rzeczywiście tak może być? – Nie przejmowałabym się tym aż tak bardzo – mówi Maria Zawada – Bilik, dyrektorka Wydziału Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta w Tarnowie. – Przecież inni ludzie też plują na swoje miasta. Nic nowego. Jestem przekonana, że w tej sytuacji większość osób ma dystans do tego, co wypisuje się anonimowo i bez odpowiedzialności w Internecie. Poza tym nie wszyscy żyją tym, co dzieje się w sieci. Najłatwiej hejtować, ale trudniej coś zrobić. Wiem z własnego doświadczenia, że ci mieszkańcy, którzy angażują się na rzecz swojego najbliższego środowiska, mają zupełnie inne podejście do sprawy. Nawet jeśli zachowują pewien krytycyzm, są otwarci na rozmowę, na dyskusję, mają coś do zaproponowania. Dla hejtu największą karą jest pogrążenie w niebycie, więc nie poświęcajmy mu nadmiernej uwagi.
Wy jesteście Podkarpacie
Roman Krzyżak, mieszkaniec Tarnowa, emerytowany ekonomista, mimo że ma sześćdziesiąt kilka lat, z komputerem i Internetem jest za pan brat. Czasem jest przerażony tym, co czyta o swoim mieście na forach. – Jakiś czas temu był w Internecie artykuł o Tarnowie jako najcieplejszym mieście w Polsce – opowiada. – Rozumiem, że na tym tle mógł powstać między internautami spór, czy Tarnów jest najcieplejszy, czy może Wrocław albo Słubice, co nawet mogłoby być interesujące. Ale, proszę sobie wyobrazić, od razu odezwali się rozmaici hejterzy, którzy niesamowicie zdołowali nasze miasto i ich mieszkańców. Zaczęło się od klimatu, a skończyło na tym, że w Tarnowie wszystko jest do d… Ponieważ w tych wpisach zawarte były pewne lokalne szczegóły, domyśliłem się, że to miejscowi obrażają miejscowych. Często też czytam, że Tarnów leży na Podkarpaciu, a Podkarpacie według hejterów to same „moherowe berety”.
Te same narzekania
Marcin Pałach, dyrektor Tarnowskiego Centrum Informacji, przyznaje, że boli go, gdy ma do czynienia z internetowym hejtem odnoszącym się do Tarnowa, ale wie, że dotyczy to także innych miast w kraju. – Zdaję sobie sprawę z tego, że nawet największe bzdury, które są regularnie powtarzane, mogą się w niektórych umysłach utrwalić jako prawda. Ale co można z tym zrobić? Znam historię, gdy jeden z hoteli europejskich pozwał do sądu swego klienta, który umieścił w sieci opinię dyskredytującą ten obiekt. Hotel proces wygrał. Ale czy to jest sposób na rozwiązanie problemu?
Dyrektor Pałach zwraca uwagę, że wystarczy prześledzić dyskusje na temat Zamościa, Przemyśla, Nowego Sącza czy Wałbrzycha, żeby przekonać się, że i te miasta doświadczają hejtu. Ten hejt, niezależnie od miejsca, jest podobny w tonie, ludzie często narzekają na to samo. Niech nikt nie myśli, że nawet Rzeszów, który przeżywa teraz złoty okres, wolny jest od napastliwych, obraźliwych komentarzy.
Prawdą jest, że hejtowane są także Warszawa czy Kraków, ale to bardzo silne ośrodki, świadome swojej siły i poczucia własnej wartości, więc po nich hejt spływa. A w Tarnowie z poczuciem wartości jest kłopot. – Nawet najbardziej banalny powód wyzwala pokłady pogardy czy agresji. Niedawno wystarczyło nawet zamieścić zdjęcia Tarnowa z wielkanocnymi jajami, żeby odezwali się hejterzy. Nie darowali sobie też przy okazji zaprezentowanego w TVP filmu „Zakochaj się w Polsce: Tarnów”.
Kogo nie trawię
Marcin Pałach jest zdania, że mimo wszystko większą moc przekazu mają media tradycyjne. Jeśli regularnie donoszą o jakichś bulwersujących zdarzeniach w Tarnowie, od razu odzywają się jego znajomi z różnych zakątków Polski: – Znowu o was głośno – mówią bądź piszą.
To prawda, że każdy powód jest dobry, żeby się wyżyć na bliźnich w Internecie. Dr Dariusz Dudzik, socjolog z PWSZ w Tarnowie, wspomina o facebookowej grupie „Tarnów – mistrzowie parkowania”. Są tam zdjęcia i komentarze zamieszczane przez „grupę mieszkańców i sympatyków kultury parkowania”. Potem niektórzy z kulturą piszą: „Jebana Dębica, Jasielców też, kurwa, nie trawię! ”. Mowa, oczywiście, o kierowcach z dwóch nieodległych miast.
– Hejtu często podejmują się rozmaici frustraci, ludzie niespełnieni, a anonimowość i przekonanie o bezkarności są dla nich zachętą – twierdzi dr Dudzik. – Ponieważ hejt jest w Polsce zjawiskiem powszechnym, jego oddziaływanie staje się mniejsze niż kiedyś. Nie znaczy to jednak, że poddane mu miasto nie ponosi żadnych strat wizerunkowych. Moim zdaniem, są one nieuniknione, a na ile duże, zależy od samych odbiorców. Przypuszczam, że większe wrażenie hejt robi w skali mikro, w skali lokalnej. Bo kogo będzie obchodzić Tarnów w Białymstoku czy Radomiu, jeśli nawet przeczyta się o nim niepochlebne opinie? Może gdyby nasze miasto było bardziej zauważalne na mapie, prawdopodobieństwo istotnych skutków byłoby większe.
Socjolog uważa, że obecna sytuacja Tarnowa – miasta, które dotknęła stagnacja społeczna i gospodarcza – sprzyja mało wyszukanym wpisom. – Żałować tylko można, że na temat sytuacji miasta jest tak mało poważnych, rzetelnych dyskusji. Zamiast tego wzajemne obrażanie. Bardzo szkoda.
























