Tarnowianki w najokrutniejszym obozie dla kobiet

Przetrwały, gdyż do końca nie traciły nadziei

0
REKLAMA

Rozstanie

Jadwiga Kuta zaraz po wojnie na krótki czas z mężem i maleńką Elżbietą zamieszkała w Olsztynie, później – po szybkim powrocie do Tarnowa – pracowała w księgowości Miejskiego Handlu Detalicznego i PSS „Społem”. Potem wyprowadziła się na stałe do Krakowa. Nie lubiła wspominać czasów obozowych; mimo często organizowanych wyjazdów przez klub byłych więźniarek do Ravensbrück pojechała tam tylko jeden jedyny raz, na 50. rocznicę wyzwolenia obozu. Ostatnią – sentymentalną – podróż do rodzinnego Tarnowa odbyła w 2005 roku. Zmarła trzy lata później.
– Komplet zachowanych listów, które mama pisała z więzienia i obozu, jest dzisiaj dla mnie cenną i wzruszającą pamiątką, przechowuję ją jak rodzinny skarb. Niektóre z powodu upływu czasu już są trudne do odczytania, bo wyblakło na nich pismo, drobniutkie i gęste – mówi prof. Kuta.

Do sprawy listów kierowanych przez Jadwigę do swego męża Elżbieta Kuta nawiązuje też w publikacji poświęconej matce: „Żyła nadzieją na spotkanie ze swoim ukochanym (…) Tyle listów, ile dni i nocy w odosobnieniu. Tyle słów miłości, ile godzin z dala od ukochanego. Każdy rozpoczynał się i kończył słowami miłości i wiary (…)”.
Ale – jak dodaje córka Jadwigi – choć wielka miłość pomogła jej mamie przetrwać okrutne lata wojny i umacniać ją w nadziei, potem jednak „nie przetrwała próby czasu i tragedii”. W kilka lat po wojnie Jadwiga i Józef rozstali się i poszli przez życie swoimi drogami.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze