
W Tarnowie nie jest to całkiem nowe zjawisko, bo przed laty już strzelano z wiatrówek do kotów, ale po zabiegach działaczy organizacji na rzecz zwierząt przez jakiś czas zapanował spokój i na ulicach nie znajdowano żadnych postrzelonych czworonogów. Jednak niedawno w pobliżu ulic Lwowskiej i Pracy nagle zniknęło siedem dziko żyjących kotów.
– Najprawdopodobniej zostały postrzelone i wyginęły gdzieś pod mostem na Wątoku lub w pobliżu brzegu potoku – mówi Krzysztof Giemza z Fundacji Zmieńmy Świat w Tarnowie.
Mieszkanka bloku przy ul. Lwowskiej, która opiekuje się bezdomnymi czworonogami, zauważyła, że jedna z jej oswojonych kotek jest ranna. Zawiozła zwierzę do weterynarza, a tam stwierdzono ranę postrzałową. Pocisku nie było, przeszedł przez futro na wylot, ale kotka musiała przejść dwa zabiegi. Tarnowianka wzięła zwierzę do siebie, by w domowych warunkach dochodziło do zdrowia, natomiast działacze fundacji zgłosili sprawę do straży miejskiej i na policję.
– Cóż więcej możemy zrobić? Rozwieszamy ulotki, ostrzegające przed tego typu zachowaniami. Czasem docierają do nas informacje, że ktoś strzela z wiatrówki na terenie ogródków działkowych, ale o poranionych tam zwierzętach nie mamy zgłoszeń. Tarnowianie skarżą się natomiast, że pod swoimi blokami znajdują sporo martwych, zakrwawionych gołębi. Najprawdopodobniej też zostały postrzelone – zauważa działacz tarnowskiej fundacji.
Do jej siedziby trafiały już poranione zwierzęta. Kotkę Lusię przyniosła dziewczyna, która znalazła ją w tarnowskim kościele. Zwierzę przez wiele dni błąkało się z poranionym okiem, ocierając o nogi ludzi, lecz nikt nie wyciągnął ręki, by mu pomóc. Potem długo czekało w fundacji na dom z prawdziwego zdarzenia. Kotka Misia została zabrana z Krzyża, była bardzo chora, a weterynarze przez długi czas nie wiedzieli, co jest powodem jej dolegliwości. Okazało się, że w okolicach kociej wątroby utkwił śrut, ale było już za późno na uratowanie zwierzęcia. Więcej szczęścia miała inna kotka Tosia, której lekarz usunął z czoła dwa pociski z wiatrówki.
– Okaleczone zwierzęta mają niewielkie szanse na przygarnięcie przez ludzi. Zostają w azylu na zawsze lub przebywają tam przez długi czas – dodaje Krzysztof Giemza.
Tarnowscy weterynarze przyznają, że ostatnio jest mniej drastycznych przypadków złego traktowania czworonogów, aczkolwiek nadal się zdarzają. Jeszcze trzy lata temu do lekarza Jarosława Ciry ludzie przynosili dużo rannych, postrzelonych z wiatrówki kotów ze śrutem tkwiącym w głowie lub w boku ciała.
W ostatnich tygodniach Straż Miejska w Tarnowie nie zanotowała żadnych zgłoszeń mieszkańców, dotyczących podobnych przypadków, nikogo też nie złapano na gorącym uczynku. Krzysztof Tomasik, komendant strażników przypuszcza, że tarnowianie doskonale wiedzą, który z sąsiadów strzela z wiatrówki, ale boją się mówić.
– Uczulamy mieszkańców, by nas o tym informowali. Jeśli ktoś nie chce podać swoich danych personalnych, może zrobić to anonimowo lub przez specjalną bramkę na naszej stronie internetowej. Warto zareagować, bo ten ktoś może wkrótce zacząć strzelać do okien, samochodów albo nawet ludzi – zauważa komendant.
W Polsce prawa czworonogów zapisane są w ustawie o ochronie zwierząt, ustawie o doświadczeniach na zwierzętach oraz opartych na nich rozporządzeniach, m.in. dotyczących transportu, postępowania z bezdomnymi czworonogami czy zasad obowiązujących w ubojniach. Ustawa o ochronie zwierząt zawiera przepisy karne względem osób, które naruszyły prawo. Wyraźnie określa, że zwierzę jest istotą żywą, a nie rzeczą, dlatego człowiek jest mu winien poszanowanie i opiekę. Tymczasem każdego roku tarnowska policja stwierdza do dziesięciu przypadków znęcania się nad zwierzętami, w tym także strzelania do czworonogów z wiatrówek. Generalnie jednak przestępstwa te cechuje bardzo mała wykrywalność.






















![Kolejna partia darów trafiła do bezdomnych kotów [ZDJĘCIA] Koty jedzenie](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2022/07/koty-jedzenie-100x70.jpg)