Tarnowska fundacja już od dawna zajmuje się bezdomnymi kotami, zapewniając im dokarmianie oraz przyjmując pod swój dach i szukając dla nich dobrych opiekunów. Skąd pomysł utworzenia szpitala dla czworonogów?
– Takie miejsce w organizacji pomagającej kotom jest koniecznością. Nie można umieszczać małych kotków z osobnikami dorosłymi, często nosicielami różnych chorób wirusowych, na które się już uodporniły. Małe zwierzęta tracące matki mają obniżony system odpornościowy – tłumaczy Krzysztof Giemza, działacz fundacji. – Tworzenie takich szpitali jest praktyką powszechnie stosowaną w podobnych organizacjach działających w krajach Europy zachodniej. Jest to również zgodne z procedurami weterynaryjnymi, które zalecają izolację i obserwację przez określony czas nowo przybyłych do schronisk zwierząt.
W Tarnowie, podobnie jak w całej Polsce, istnieje duży problem z chorymi kotami, ponieważ azyl odmawia przyjmowania ich pod swój dach. Jeżeli zwierzę nie jest potrącone przez samochód, nie ma szans na otrzymanie pomocy. Często o przyjęciu czworonoga decyduje telefoniczna rozmowa.
– Absurdem jest diagnozowanie kota na odległość, a niestety taką praktykę do tej pory się stosuje. Koty wymagają większej opieki, bo zdiagnozować u nich chorobę jest trudniej. Dla schronisk bywa to kłopotliwe, ponadto opierają się na piśmie Głównego Lekarza Weterynarii sprzed pięciu lat, który twierdzi, że dla kotów wolno żyjących przebywanie w azylu przez dłuższy czas nie jest korzystne. W praktyce skazują je na cierpienie i śmierć. Nawet chory, mały bezdomny kotek podczas silnego mrozu czy wielkiego upału nie ma szans na opiekę w schronisku – mówi nasz rozmówca.
Jednym z pierwszym pacjentów zwierzęcego szpitalika będzie pochodzący z Radomska kot, któremu grozi zapalenie płuc, ale nikt nie chce się nim zająć.
– Nasza fundacja nie może przyjmować chorych zwierząt z całej Polski, chociaż napływa do nas wiele dramatycznych zgłoszeń. Nie mamy żadnej umowy podpisanej z tarnowskim magistratem, nie mamy dofinansowania, dlatego będziemy przyjmować koty według własnych procedur, a w przypadkach uzasadnionych będziemy obciążać kosztami miasto – dodaje Krzysztof Giemza.
Remont i adaptacja pomieszczenia na potrzeby kociego szpitalika trwały rok. Działacze fundacji wykonali wszystkie prace sami, korzystając z pieniędzy darczyńców z całego kraju oraz rodaków mieszkających poza granicami Polski. W izolatce znalazło się dziesięć boksów, każdy będzie mógł pomieścić jednego lub dwa koty. Zwierzęta będą miały zapewnioną opiekę weterynaryjną, a kiedy wyzdrowieją, działacze fundacji będą im szukać nowych i odpowiedzialnych opiekunów.
– Działamy, korzystając wyłącznie z darowizn osób prywatnych, nie posiadamy pracowników, dlatego uzależniamy pomoc czworonogom od możliwości finansowych, zwłaszcza że zabiegi weterynaryjne i leczenie poważniejszych przypadków to spory wydatek – podkreśla działacz fundacji. – Chcemy jednak dać przykład innym, zachęcać oraz inspirować pozostałe organizacje, by takie szpitale dla chorych kotów powstawały. Gdyby gminy właściwie rozumiały ustawę o ochronie zwierząt, same tworzyłyby podobne miejsca. Nie jesteśmy schroniskiem i nie wyręczymy samorządów z ich obowiązków.
Pan kotek był chory i …
REKLAMA
REKLAMA




















![Klasowe ognisko koronawirusa [MEM] Koronawirus mem klasowe ognisko](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2020/09/korona-324x235.jpg)

![Społecznicy z tarnowskiego azylu dla kotów dziękują i apelują [ZDJĘCIA] Koty](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2022/08/kotyiv-100x70.jpg)
