Lekarz, mistrz pływania i pasjonat muzyki

0
Profesor Andrzej Maciejczak
Profesor Andrzej Maciejczak w szpitalu
REKLAMA

Od dziecka ze sportem
Przygoda ze sportem zaczęła się w SKS-ie w łódzkiej podstawówce. Szybko biegał na 100 i na 400 metrów, także w sztafetach. Trener uznał, że powinien trafić do klubu. Biegał więc dla Rudzkiego Klubu Sportowego (od dzielnicy Łodzi – Ruda). Nauczył się też skakać wzwyż, i to całkiem nieźle, bo przyswoił wtedy mało popularny, styl zwany flopem. W liceum, oprócz tego, że grał z kolegami w piłkę nożną, zaczął trenować karate. Trafił na świetnego szkoleniowca, ze stopniem mistrzowskim, który na treningi zapraszał Japończyka. To pozwoliło na dobre opanowanie technik walki.
– Na tyle dobre, że trener powołał mnie do kadry Łodzi – wspomina Andrzej Maciejczak. – W czwartej klasie liceum, podczas zawodów, zobaczyłem, że ludzie tracą tam zęby i zdarzają się poważne kontuzje. W dodatku matura była za pasem, a w perspektywie egzaminy na studia. Więc dałem sobie spokój. Ale potrzeba aktywności fizycznej została na zawsze.
Już jako lekarz zaczął pływać – często, ale raczej rekreacyjnie. Na poważnie ta przygoda zaczęła się niedługo po przeprowadzce do Tarnowa. – Zaproszono mnie do Dębicy. Na konferencji medycyny sportowej miałem wygłosić wykład o sportowych urazach kręgosłupa – mówi. – Zapraszający zasugerował, żebym zabrał kąpielówki, bo na tamtejszym basenie, obok konferencji, będą się odbywały Mistrzostwa Polski Lekarzy w Pływaniu. Wystartowałem. Pływałem ambitnie, ale koledzy, w większości z zawodniczą przeszłością, nie dali mi szans. Pomyślałem, że muszę popracować nad formą i wytrzymałością.
Najpierw uczył się teoretycznie, z książek i filmów. Później poprosił o pomoc trenerów. Po kilku latach Andrzej Maciejczak został liczącym się zawodnikiem, a na lekarskich mistrzostwach wywalczył spory plik medali. Trzy lata temu poszedł dalej – wystartował w Mistrzostwach Polski Masters. Na pierwszych zawodach był ostatni. Ale ujęła go świetna atmosfera. Był też bodziec do jeszcze intensywniejszego treningu. Dwa lata temu wrócił z tych zawodów z pierwszym medalem, w ubiegłym roku również. Zdobył złoto na 400 m zmiennym, brąz na 400 m i 1500 m dowolnym (kraulem).

Praca i pasja, czyli medycyna
W liceum postanowił, że zostanie lekarzem. Szybko sprecyzował plany – w grę wchodziła tylko chirurgia. Wybrał Akademię Medyczną w Łodzi. – Taki byłem przejęty i nie mogłem się doczekać rozpoczęcia zajęć, że w wakacje kupiłem „Atlas anatomiczny” i podręcznik anatomii Bochenka, i wykułem całą kończynę dolną – mówi. – Na zajęciach wszystko już umiałem. Zacząłem się uczyć ręki. I w ten sposób zawsze byłem o jedną partię materiału do przodu. Koledzy mnie za to chyba za bardzo nie lubili. Ale nauka stała się moją pasją i chłonąłem wszystko.
Na trzecim roku zgłosił się do łódzkiej kliniki chirurgii ogólnej z prośbą, by mógł asystować przy operacjach podczas ostrych dyżurów. Najpierw czekał przed dyżurką lekarzy na wieści, czy przywieziono chorego do operacji. Z czasem zaczęto go traktować jak członka zespołu: miał swoje miejsce w dyżurce, pozwalano mu badać pacjentów, opisywać historie chorób i dopuszczano do stołu operacyjnego. Pracował więc do rana, a prosto ze szpitala spieszył na wykłady i ćwiczenia.
– Czekałem, żeby kogoś przywieźli, to oznaczało, że będę potrzebny. A kiedy po raz pierwszy pozwolono mi zeszyć skórę, byłem absolutnie dumny i szczęśliwy – wspomina profesor.
Po studiach trafił do Wojskowej Akademii Medycznej. Zrobił specjalizację z neurochirurgii, a później doktorat i habilitację. Po doktoracie zafascynowała go chirurgia kręgosłupa. W Łodzi pracował już 17 lat, kiedy przyszła – a właściwie w osobie dyrektor Anny Czech, przyjechała – propozycja z Tarnowa. Od decyzji o przeprowadzce, w tym roku mija… 17 lat! – Kiedyś myślałem, że na emeryturę wrócę do Łodzi. Dziś jestem przekonany, że zostanę tutaj. Tarnów jest dobrym miejscem do życia, przyzwyczaiłem się, wrosłem tu – mówi.
W tarnowskim szpitalu rozwinął od podstaw nowoczesną chirurgię kręgosłupa. Na zabiegi przyjeżdżają tu pacjenci z całej Polski. To efekt nowatorskich metod leczenia stosowanych przez profesora oraz profesjonalizmu personelu, gruntownie wyszkolonego w tej podspecjalizacji.
Andrzej Maciejczak nie tylko operuje i leczy, ale także wykłada i pracuje naukowo. Wcześniej na WAM-ie w Łodzi, od 17 lat na Uniwersytecie Rzeszowskim. Jest promotorem prac magisterskich, doktorskich, publikuje w renomowanych angielskojęzycznych pismach, poświęconych chirurgii kręgosłupa, wygłasza wykłady. Jest zapraszany na najbardziej prestiżowe konferencje w kraju, Europie i na świecie. Należy do poważnych towarzystw naukowych. Jego wykładu o biomechanice kręgosłupa, który otwierał sesję podczas Europejskiego Zjazdu Neurochirurgów w Lizbonie w 2003 roku, wysłuchało ok. trzech tysięcy osób. Był jednym z 15 wykładowców, którzy swoim wykładem otwierali tam poszczególne sesje tematyczne i jedynym reprezentantem Europy środkowej i wschodniej.

REKLAMA (3)

Rytmy i dźwięki w tonacji „Trójki”
Radioodbiornik tranzystorowy „Ewa” trafił w ręce Andrzeja Maciejczaka, gdy miał 15 lat. Odbierał trzy programy. Szybko został ustawiony na częstotliwość „Trójki”. – Słucham jej całe życie, w każdej wolnej chwili. W samochodzie i w domu. „Trójka” to dla mnie przede wszystkim fantastyczne audycje muzyczne – mówi.
Muzyka to kolejna wielka pasja profesora Maciejczaka. Słucha wszystkich jej gatunków, z wyjątkiem dicso polo, country i trash metalu. – Zaczęło się w podstawówce. Miałem kolegę, którego dużo starszy brat, student interesował się muzyką i działał w łódzkim klubie jazzowym. Wziął nas, nastolatków, na koncert do klubu studenckiego. To było piorunujące doznanie estetyczne, które otworzyło moją wrażliwość muzyczną. Od tej pory zacząłem słuchać muzyki jazzowej – wspomina.
Kolekcjonował muzykę najpierw na kasetach i czarnych płytach, później na CD, dziś to głównie elektroniczne play listy. O swoich muzycznych zainteresowaniach może mówić godzinami, wymieniając cenione zespoły, piosenki, aranżacje. Kiedy zniszczyła się kaseta, na której był nagrany jeden z ulubionych przebojów i nie mógł sobie przypomnieć tytułu, napisał mail do Marka Niedźwiedzkiego, muzycznej sławy „Trójki”. – Pamiętałem melodię i fragmenty refrenu piosenki. Wokalista deklamował w nim nazwy znaków zodiaku – mówi. – Marek odpisał: to oczywiście „Float on” grupy „The Floaters”. Oczywiście!
Profesor kocha muzykę Prince’a, zwłaszcza utwory „Scandalous” i „Adore”. Z tym ostatnim związane jest niezwykłe wydarzenie towarzyskie. Podczas przyjęcia, które zorganizował dla przyjaciół i współpracowników z okazji przyznania mu tytułu profesora belwederskiego, w 2015 roku, zatańczył cały układ choreograficzny i zaśpiewał falsetem, najlepiej jak umiał, odtwarzając interpretację zaproponowaną przez amerykański zespół uczelniany wykonujący piosenkę Prince’a. – Żona mnie namówiła. Kupiła nawet kamizelkę, w jaką był ubrany wykonawca w clipie. Nauczyłem się całego układu co do sekundy i zsynchronizowałem z akcją w teledysku – przyznaje.
Andrzej Maciejczak muzyki może słuchać nawet do 3 w nocy. Zwłaszcza w soboty, kiedy nie ma w perspektywie służbowych obowiązków. Wszystkich jego ulubionych wykonawców, a zwłaszcza utworów, nie sposób wymienić. Uwielbia Michaela Jacksona. Za świetną muzykę i fenomenalny taniec, zbudowany na przedwojennej tradycji. Bo taniec to kolejna rzecz, dla której Andrzej Maciejczak jest się w stanie zatracić. Kiedy nadarza się okazja, staje się królem parkietu. Potrafi zatańczyć podstawy cha-chy, samby, jive’a, salsy, ale nade wszystko uwielbia improwizować w rytmie dźwięków latynoskich. Występuje także w roli… konferansjera. Prowadzi, w Europejskim Centrum Muzyki w Lusławicach, koncerty na rzecz hospicjum „Via spei”. – Robię to chętnie – mówi. – Idea jest szczytna, a koncerty, z których dochód wykonawcy przekazują dla hospicjum, są na dobrym poziomie. I chyba się w tym sprawdzam.

REKLAMA (2)

Zagadki wszechświata i codzienne życie
Kosmologia, szczególna i ogólna teoria grawitacji, czarne dziury i mechanika kwantowa – to dziedziny, które profesor zgłębia z wielką dociekliwością. Książki Stephena Hawkinga i ks. prof. Michała Hellera są najlepszymi przewodnikami po ciekawych, ale trudnych zagadnieniach. Wiedzę z nich czerpaną, trudną do zrozumienia dla normalnego zjadacza chleba, uzupełnia wykładami, które znajduje na YouTube. Intryguje go istota, poznanie i prawa Wszechświata tak w skali makro, opisanej przez Einsteina, jak i w skali mikro, gdzie rządzą prawa mechaniki kwantowej. Ostatnio „złapał się” na tym, że słucha wykładów na tak abstrakcyjne tematy, jak np. teoria splątania kwantowego.
Zapatrzony w niebo, zaczytany i zasłuchany Andrzej Maciejczak potrafi też twardo stąpać po ziemi. Umie wymienić uszczelkę i wbić gwóźdź. Przyrządzenie soczystego schabowego nie stanowi dla niego problemu. Choć na co dzień tego nie robi, brakuje czasu. Dom jest na głowie żony – także lekarki. Dwie dorosłe córki żyją na własny rachunek – starsza jest stomatologiem, młodsza skończyła studia w Wielkiej Brytanii i tam podjęła pracę zawodową.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze