Coraz więcej skarg na dym tytoniowy unoszący się z balkonów na tarnowskich osiedlach odnotowują miejscowi dzielnicowy, strażnicy miejscy oraz spółdzielnie mieszkaniowe. Interwencje służb ograniczają się jednak głównie do rozmów i próśb, aby palenie ograniczyć, gdyż nie ma obecnie w Polsce przepisów wykonawczych, które umożliwiałyby egzekwowanie ewentualnych zakazów w tej sprawie.
Dyskusja wokół używania papierosów na balkonach na powrót ożyła po niedawnych ograniczeniach wprowadzonych na jednym z gdańskich osiedli. Są jednak i tacy, którzy uważają, że to ograniczanie swobód obywatelskich.
– Nie życzę sobie palenia na balkonie. Moja sąsiadka kopci jak z komina nawet kilkanaście razy dziennie, a ja mam astmę i się duszę. Nie odpowiada mi smród z papierosów, mój balkon to moja przestrzeń i będę to udowadniać – mówi pani Aneta z centrum Tarnowa, która o interwencję w tej sprawie poprosiła jednego z tarnowskich dzielnicowych.
Tego rodzaju monitów jest coraz więcej. – Zwracam uwagę mojemu sąsiadowi, żeby nie palił w oknie i na balkonie. Robię to kategorycznie, a gdy nie pomoże, idę na policję – twierdzi pani Maria, mieszkanka ulicy Mościckiego w Tarnowie.
Rozwiązanie problemu nie jest jednak proste, gdyż jak podaje Ministerstwo Zdrowia, balkony i tarasy to nie miejsca publiczne i wprowadzanie tego rodzaju obostrzeń mogłoby być uznane za ingerencję w prywatne życie ludzi.
Podobnego zdania jest Zbigniew Sipiora, prezes Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – Problem rzeczywiście narasta, lecz niby jak mielibyśmy to egzekwować? To przecież walka z wiatrakami, ludzie uważają, że mają prawo korzystać z balkonów wedle własnego uznania. Proponuję, aby osoby zdeterminowane kierowały sprawy do sądu w drodze postępowania cywilnego. Będzie to najprawdopodobniej najbardziej uprawniona instytucja do rozstrzygania w tej sprawie – mówi w rozmowie z TEMI.
Zdaniem prezesa, obecnie największa liczba interwencji na tarnowskich blokowiskach dotyczy właśnie palenia na balkonach oraz tzw. zakłócania miru domowego. – Wielu osobom nie odpowiada manifestacyjne zachowanie sąsiadów. Mowa głównie o organizowaniu głośnych imprez z muzyką. To już przeszłość, że w tarnowskich mieszkaniach w blokach biesiadowano do białego rana – dodaje Sipiora.
Także i na ten temat zdania są podzielone. Jednym spotkania towarzyskie w blokach przeszkadzają, innym – nie. – Nie toleruję głośnych śmiechów, dymu papierosów i oparów alkoholu zza drzwi do późnych godzin. Dom jest moim azylem, w którym chcę odpocząć – mówi z przekonaniem pan Zbigniew z jednego z brzeskich osiedli.
– A ja uważam, że ludziom nie wolno zakazać wszystkiego. Rozumiem, że życie w blokach rządzi się pewnymi prawami i podlega określonym regułom, ale bez przesady! Niech się malkontenci wyprowadzą do domów jednorodzinnych – ucina pan Józef z Bochni.
Wiosną br. Ministerstwo Zdrowia było adresatem petycji w sprawie wprowadzenia ogólnopolskiego zakazu palenia w oknach i na balkonach. Podkreślono w niej, że opary tytoniu są szczególnie uciążliwe dla osób niepalących i tych, które sporo czasu spędzają na balkonach. Autor monitu powołał się na przykład Litwy, gdzie od trzech lat obowiązuje tego rodzaju ograniczenie, jeśli dymowi tytoniowemu sprzeciwi się choćby jedna osoba.






















