
Gokart na sznurku
Dziesięciolatek z Nowego Wiśnicza należy obecnie do wąskiego grona najzdolniejszych polskich kierowców kartingowych. Jest najmłodszym zdobywcą kartingowego Pucharu Polski. – Od urodzenia Marcel był bardzo żywiołowym dzieckiem. Gdy podrósł, trzeba mu było znaleźć jakieś zajęcie, a że ja interesuję się motoryzacją, więc pomyślałem, że może syn podzieli moją pasję – tłumaczy Marek Kuc. I przyznaje: Nie kupiłem zabawki, to był gokart wyczynowy, dlatego wprowadziłem pewne ograniczenia. Oczywiście istniało ryzyko, że synowi prezent się nie spodoba. Początki były trudne. Odpaliłem silnik w garażu i to był mój błąd. Małe pomieszczenie spotęgowało huk silnika. Marcel trochę się przestraszył i przez dwa tygodnie nie chciał do garażu wejść. W końcu ciekawość zwyciężyła, czterolatek usiadł za kierownicą, ale silnika zapalić nie pozwolił.
Sytuacja rozwijała się jednak dynamicznie. Najpierw Marek Kuc dzielnie pchał gokarta po przydomowych dróżkach, a niedługo potem biegał za gokartem, gdy syn odpalił silnik, uparcie nie zakładając kasku. Kolejny etap również nie obfitował w kompromisy. Kiedy Marcel zaczął przyspieszać, jego ojciec przywiązał do ramy podwozia solidny sznurek. – Trzymałem go za ten sznurek, żeby za bardzo się nie rozpędzał i w coś nie uderzył – wspomina pan Marek. Relacja syna jest zbliżona, choć zakończenie ma inne. – Tata trzymał gokarta na sznurku. W końcu wcisnąłem gaz i uciekłem.
I w tym momencie zaczyna się wielka przygoda Marcela z kartingiem. – Gdy skończył pięć lat, złapał takiego bakcyla, że tydzień w tydzień musiałem z nim jeździć do Biłgoraju, bo tam znajdował się najbliższy tor. To prawie 220 kilometrów w jedną stronę. Wynajęliśmy na miejscu garaż. Wyjeżdżaliśmy w piątek, zaraz po lekcjach. Marcel, gdyby mógł, w ogóle by nie zjeżdżał z toru…
Siedmiolatek z licencją na ściganie
Jako pięciolatek poznawał polskie i zagraniczne tory kartingowe za kierownicą wózka easykart 50. To kategoria dla najmłodszych adeptów kartingu. Zdobyte doświadczenie sprawiło, że gdy miał siedem lat, Polski Związek Motorowy wydał mu licencję kierowcy sportowego, pozwalającą na ściganie się w zawodach. W tym samym roku Marcel zadebiutował w wyścigach rangi mistrzowskiej i dwukrotnie stanął na podium klasyfikacji generalnej, zdobywając III miejsce w Pucharze Polski Rok Cup Poland w kategorii Baby Rok oraz wygrywając Rotax Max Challenge w kategorii Micro Max. To dwie najpopularniejsze serie kartingowe w Polsce. Rok później należał już do grona faworytów.
W sezonie 2012 jako jedyny zdobył nagrodę magazynu „Polski Karting” dla najskuteczniejszego kierowcy za największą liczbę zwycięstw w wyścigach i najwięcej „pole position” wywalczonych w ciągu roku. Pole position to termin sportowy oznaczający pierwszą (najdogodniejszą) pozycję startową, która przypada temu kierowcy, który osiągnie najlepszy czas w kwalifikacjach.W pokoju Marcela brakuje miejsca na dyplomy i puchary… Ten najważniejszy pochodzi z austriackiego Bruck, gdzie rok temu młodziutki wiśniczanin wygrał kartingowe Mistrzostwa Europy w kategorii od 8 do 12 lat. On miał wówczas 9 lat i zdecydowana większość zawodników reprezentujących 22 kraje przerastała go o głowę. – Gdy Marcel przekroczył metę jako pierwszy, popłakałem się jak dziecko – opowiadał zaraz po zawodach tata zawodnika. – Wygrał wyścig półfinałowy i finał, w którym na jednym z zakrętów z pierwszej pozycji spadł na czwarte miejsce. Chwilę później był ponownie pierwszy, wyprzedziwszy rywali jeszcze na tym samym okrążeniu. Jestem pod wrażeniem jego determinacji.
– Trzeba dobrze ustawić wózek, żeby jak najszybciej jechał. Trzeba walczyć, przebić się jak najwyżej, a potem uciekać… – dopowiada fachowo dziesięciolatek. Liczy się prędkość, precyzja, skupienie i chłodna ocena sytuacji na torze. – To jest walka, niektórzy stosują nieczyste zagrania. Każdy chce wygrać. Trzeba być przygotowanym na wszystko.
Mimo młodego wieku Marcel potrafi przekazać swojemu mechanikowi dokładne wskazówki, dzięki którym łatwiej dopasować ustawienia gokarta do zmieniających się warunków na torze. Mechanikiem Marcela jest kilkukrotny, kartingowy mistrz Polski, Andrzej Szymański.
Ponad „stówę” na godzinę
Najbardziej lubi lekcje matematyki, plastyki i wuefu. Do szkoły poszedł jako sześciolatek, teraz jest w piątej klasie. Ma trochę nieobecności, ale nadrabia zaległości na bieżąco. W wolnym czasie gra z kolegami w piłkę nożną i układa samochody z klocków Lego. Od mikołaja dostał niedawno pistolet na strzałki. Do dziś nie może się nim nacieszyć.Naukę w szkole musi pogodzić z indywidualnymi zajęciami na sali gimnastycznej. Pod okiem trenera trzy razy w tygodniu pracuje nad kondycją i przede wszystkim ćwiczy siłę rąk. Utrzymanie w ryzach rozpędzonego gokarta jest dużym wyzwaniem, zwłaszcza na zakrętach. Marcel w swojej kategorii wiekowej może jeździć z prędkością do 115 kilometrów na godzinę. Podczas zawodów pokonuje od 15 do 18 kilometrowych okrążeń.– Święta to wyjątkowy czas z kilku powodów, również dlatego, że spędzamy go wszyscy razem. W tym roku nie było nas z Marcelem w domu przez około trzydzieści weekendów – wylicza Marek Kuc. – Albo byliśmy na zawodach albo na treningach. W Małopolsce i na Śląsku nie ma profesjonalnych torów kartingowych, jeździmy więc do Zielonej Góry, Poznania, Bydgoszczy, Torunia lub Radomia.
Karting to sport bardzo niebezpieczny i nieprzyzwoicie drogi. – Mama i siostra Martynka trzymają za mnie kciuki. Od kiedy dachowałem mamusia nie chce jeździć z nami na zawody. Martwi się o mnie, ale już nie mówi, żebym zrezygnował, bo wie, że mnie nie przekona – twierdzi Marcel. Współpracę z tatą bardzo sobie chwali. – Ja staram się jeździć najlepiej, jak potrafię, a tatuś mnie sponsoruje. Poza tym dużo rozmawiamy o samochodach, o biznesie, o życiu. Gokarty zużywają się szybciej niż rękawiczki. W ciągu roku trzeba wymieniać „wózek” dwa – trzy razy. Wliczając wszystkie koszty, to jeden kartingowy sezon pochłania od 150 do 200 tysięcy złotych.
Marcel od 2015 roku reprezentuje barwy tarnowskiego klubu kartingowego TTSK K‑TEAM Tarnów. W przyszłym roku chciałby jak najczęściej startować w międzynarodowych zawodach. Pragnie ścigać się z najlepszymi. Narzeka, że chciałby jeździć szybciej, ale ogranicza go wiek. – Brakuje mi prędkości – mówi. Pytam jeszcze o plany na resztę dnia. Marcel spogląda porozumiewawczo na tatę i zdradza: A teraz pójdziemy do sklepu z zabawkami…























