Młodzi też polityczni?

0
mlodziezowa rada
– Niby tworzyliśmy radę, ale tak naprawdę nasze istnienie nie miało większego sensu – stwierdza z przykrością Filip Olszówka, były rzecznik Młodzieżowej Rady Miejskiej w Tarnowie
REKLAMA

– Niby tworzyliśmy radę, ale tak naprawdę nasze istnienie nie miało większego sensu – stwierdza z przykrością Filip Olszówka, były rzecznik Młodzieżowej Rady Miejskiej w Tarnowie. Dlatego część młodzieżowych radnych od początku zeszłego roku czyniła starania, aby podnieść rangę tej instytucji i zmobilizować członków do uczestnictwa w obradach, bo z frekwencją bywało różnie. – Chcieliśmy być wreszcie traktowani poważnie przez dorosłych radnych – dodaje Filip. – Tak jest w innych miastach. Przykładem dla nas była Częstochowa, gdzie właśnie w młodzieżowej radzie zainicjowano rozmowę na temat przywrócenia województwa częstochowskiego, a pomysł trafił dalej, pod obrady dorosłych radnych i stał się tematem ogólnopolskim.
Przełomem miała być zorganizowana przez młodzieżowych radnych I Konferencja Samorządów Uczniowskich w Tarnowie, która odbyła się w kwietniu 2016 roku. Po niej zaplanowano konferencję roboczą, która miała być zakończona rezolucją z konkretnymi zapisami określającymi kierunki działań i rozwoju samorządności młodzieży w Tarnowie. Do tego jednak nie doszło, ponieważ chwilę wcześniej złożono wniosek o odwołanie przewodniczącego młodzieżowej rady – Dawida Mikę. W tym momencie prace całej rady zostały sparaliżowane, ponieważ przez kilka kolejnych tygodni nie udało się zebrać wymaganej liczby młodych radnych do przegłosowania wniosku. Działalność utknęła w martwym punkcie.
– Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego chciano mnie odwołać – dziwi się były przewodniczący. – We wniosku nie padły praktycznie żadne argumenty poza tym, że nie „stwarzałem przyjaznej atmosfery” do pracy w radzie.
Za ten brak atmosfery Dawid oskarża jednak nie siebie, a Pałac Młodzieży, który formalnie „opiekuje się” młodzieżową radą. – Nie mieliśmy warunków do pracy merytorycznej. Sala, którą przydzielono nam jako kancelarię rady, stanowiła też miejsce, gdzie odbywały się zajęcia dla dzieci, więc zdarzało się tak, że kiedy my chcieliśmy się zebrać, nie było gdzie obradować Wielokrotnie apelowaliśmy o to, by przydzielono nam odrębne pomieszczenie. Bez skutku – wylicza. – Nie mieliśmy ksero, papieru ani długopisów.Choć ponoć największą bolączką był brak fachowej opieki, dzięki której radni mogliby dowiedzieć się, jak tworzyć dokumenty, interpretować statut rady, opiniować pomysły czy decyzje dorosłych radnych – jednym słowem mieć „coś do powiedzenia w Tarnowie”.– Nie chcieliśmy zajmować się tylko działalnością kulturalno-sportową, jak było do tej pory. Kadra, która miała nas pod swoją opieką, nie miała kompetencji, które pozwalałyby nam poznać tajniki pracy w radzie miejskiej – dodaje Filip Olszówka. –Chcieliśmy uczyć się samorządności i stanowienia prawa w tym zakresie. Ale nikt nie chciał nas słuchać.
Z problemem zwrócili się do miejskich radnych dorosłych, postulowali zmianę statutu, sposobu wyboru, a przede wszystkim opiekuna. Chcieli, aby pod skrzydła wziął ich Urząd Miasta Tarnowa bez pośrednictwa Pałacu Młodzieży, ale ostatecznie sprawa zakończyła się awanturą w komisji oświaty i burzliwą dyskusją na sesji rady miejskiej.
Statut ostatecznie zmieniono, ale, zdaniem młodzieży, w dalszym ciągu jest on daleki od ideałów i świadczy o tym, że ciągle nikt nie traktuje ich poważnie.
– Za chwilę skończy się nasza kadencja, a my czujemy, że została ona całkowicie zmarnowana – komentuje Dawid Mika. – Jako pierwsi chcieliśmy zacząć coś robić, uczyć się, być głosem młodych w Tarnowie, ale okazało się to niemożliwe. Jest nowy statut, ale nasze najważniejsze problemy nie zostały rozwiązane. Chcieliśmy przekazać pewne wnioski i uwagi, które nowi radni mogą wykorzystać w swojej pracy. Skończyło się na tym, że będą musieli wypracować je sami po wyborach, bo my nie zdołaliśmy nic uchwalić i nikt nam w tym nie pomógł.
Największy problem jest wciąż jeden: rada pozostaje pod skrzydłami Pałacu Młodzieży, co oznacza, że każdy dokument, który wyjdzie spod piór młodzieżowych radnych, musi dostać „zielone światło” od dyrektora placówki. Zmieni się za to długość kadencji – z dwóch do trzech lat – oraz sposób wybierania członków rady – każda szkoła średnia będzie mogła wybrać jednego przedstawiciela, a jeśli uczniów jest więcej niż 500, będzie ich dwóch.Nieoficjalnie młodzi radni przyznają, że w ich szeregi wdarła się polityka i doszło do podziału na dwie zwalczające się frakcje: aktywnych „reformatorów” i nieobecnych „konserwatystów”.– Nie jestem pewien, czy to dobre zjawisko wśród młodych – komentuje jeden z dorosłych radnych. – Z jednej strony dobrze, że chcą coś robić, ale z drugiej nie może być tak, że wydarzenia w młodzieżowej radzie poruszają miasto. Nie powinni przejmować wszystkich naszych zachowań.
Choć słychać też głosy, że kiedyś… bywało lepiej:
– Zgodnie z obowiązującym prawem młodzieżowa rada powinna pełnić rolę konsultacyjną w stosunku do władz miasta, co czasami wiąże się również z krytycznymi uwagami – mówi Dawid Solak, radny młodzieżowej rady i jej rzecznik prasowy w latach 2007‑2009. – Niemal dekadę temu młodzieżowa rada mogła liczyć na wsparcie władz – z jednej strony prezydenta Ryszarda Ścigały, który chętnie spotykał się z młodymi, a z drugiej strony – „starszej rady” – jak ją wówczas nazywaliśmy, zwłaszcza: Ryszarda Żądły, Barbary Koprowskiej, Jacka Łabno, Jakuba Kwaśnego czy Grzegorza Kądzielawskiego.
Jak na razie sporu nie udało się zażegnać i wszystko wskazuje na to, że batalię o uznanie swojej „ważności” od listopada zaczną już młodzi radni nowej kadencji.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze