Duże wygrane w Lotto zdarzają się w Tarnowie średnio co kilka lat. Mamy tu już siedmiu lottomilionerów, jak nazywa się teraz zwycięzców gry. Chociaż w przeszłości było dużo skromniej. Dotychczasowy rekord wygranej wynosił ponad 2,9 mln zł. Jakiś szczęśliwy człowiek zgarnął tę kwotę 18 października 2003 roku. Przed laty w Dąbrowie Tarnowskiej padła wygrana w wysokości 3,2 mln.
Minęły na zawsze czasy, gdy niektórzy milionerzy-totolotkiewicze nie ukrywali się, godzili się na wywiady prasowe, dzielili się swoim szczęściem ze światem, mimo że potem ich znajomi wydzielali z zawiści sporo żółci. Dziś nikt nie chwali się wygranymi, lottomilionerzy pozostają w ukryciu, dlatego nie wiemy też, kto w Tarnowie wygrał 2,2 mln zł w 2001 roku czy 2,1 mln w 2003. Możliwe, że byli to nasi sąsiedzi. Pozostałe większe wygrane opiewały na niewiele ponad milion.
Jedenaście milionów trafionych w Tarnowie to dużo, choć już w tym roku padła w kraju wygrana w wysokości 35 mln zł.
O tego typu grach i o ich zwycięzcach od zawsze krążyły legendy. Wielu próbowało rozgryźć system, co miało spowodować sukces, inni wierzyli w magię, a szczęście i tak chodziło swoimi tajemnymi drogami. Spotykali je na swoim szlaku nawet ci, którzy nie bardzo w nie wierzyli. Znana jest historia sprzed kilku lat, gdy za pośrednictwem mediów poszukiwany był właściciel kuponu Lotto wypełnionego w kolekturze na dworcu kolejowym w Przeworsku. Ktoś wygrał tam ok. 7 mln zł i wszelki ślad po nim zaginął. Być może był to przypadkowy pasażer, który czekając na swój pociąg, z nudów wypełnił kupon, a potem odjechał w siną dal, zapominając o wszystkim. W Wejherowie nikt nie zgłosił się po wygraną w kwocie 12 milionów…
Każdy chciałby być bogaty, a najlepsze jest bogactwo, które nieoczekiwanie spada z nieba. Takie, które nic nie kosztuje. Ale wtedy nie wszyscy wytrzymują nagłe ciśnienie pieniędzy, które dostało się od dobrego losu. Niektórzy ze starszych tarnowian dobrze pamiętają historię człowieka miejscowego, który w latach PRL‑u chętnie grywał w Totolotka. Któregoś dnia wygrał górę pieniędzy.
Szczęśliwiec postanowił zaszaleć, pójść na całego. Przede wszystkim zainwestował w hulanki. Znany był we wszystkich lepszych lokalach, znali go taksówkarze, którym zostawiał spore napiwki, choć niezbyt lubili go wozić tylko jedną ulicę dalej. Zabawa trwała przez dłuższy czas, w końcu gotówka się wyczerpała, a wraz z nią skończyło się pogrążone w kryzysie małżeństwo naszego bohatera. Życie po wgranej mocno się skomplikowało. Aby wyzwolić się z depresji, nieborak wyjechał za granicę. Do Tarnowa powrócił po pewnym czasie. Znowu zaczął grać w totolotka i po jakimś czasie… znowu wygrał! Dwie główne wygrane w ciągu kilku lat. Widocznie szczęście jest ślepe i nie zważa na utracjuszy. Nawet na tych, którzy nigdy się nie zmieniają. Nasz bohater się nie zmienił, ponownie wszedł na drogę szalonej, kosztownej rozrywki. W dodatku z takim samym skutkiem, choć podobno nic dwa razy się nie zdarza. Kiedy i tym razem skończyły się pieniądze z totolotka, w gruzach legło życie osobiste, odeszła od niego partnerka…
Po paru latach milioner utracjusz widziany był w Parku Strzeleckim, gdy sprzedawał dzieciom lody z waty tak samo zwiewnej, jak ludzkie szczęście.
O dawnych milionerach krążą różne opowieści, ale o tych ostatnich nie wiemy nic. Po cichu zainkasowali gotówkę, dyskretnie ją wydali. Tak zapewne będzie z tymi jedenastoma milionami. Teraz pieniądze lubią ciszę.
Multimilionerzy z Tarnowa
REKLAMA
REKLAMA
























