Pani Zofia ma 61 lat, nie potrafi się umyć, ubrać, ani przygotować sobie jedzenia, z powodu skomplikowanych złamań nóg ma bardzo ograniczoną możliwość poruszania się. Do tego cierpi na schizofrenię paranoidalną, ma także ogromne deficyty umysłowe. Już od kilkunastu lat jest ubezwłasnowolniona, a prawną opiekę nad nią powierzono jej siostrze. Niedawno w sprawie kobiety wypowiedzieli się orzecznicy tarnowskiego oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Stwierdzili, że „nie jest niezdolna do samodzielnej egzystencji”, odmówili jej przyznania pierwszej grupy inwalidzkiej oraz wypłaty świadczenia uzupełniającego.
– Absolutnym skandalem jest to, że pracownicy ZUS wydali orzeczenia w oparciu o medyczną dokumentację pochodzącą z 2016 roku – mówi siostra i prawna opiekunka Zofii, Grażyna Wróblewska-Wróżek. – Od tamtej pory siostra miała kilka poważnych operacji, znacznie pogorszył się także jej stan psychiczny. Zosia ma niecały tysiąc złotych renty, więc kiedy skończyła 61 lat, postanowiłam skorzystać z przysługujących jej praw i wystąpiłam do ZUS z prośbą o przyznanie jej pierwszej grupy inwalidzkiej oraz zasiłku przysługującego osobom niezdolnym do samodzielnego życia. Wnioski wysłałam w listopadzie ubiegłego roku, zapewniono mnie, że odwiedzi ją i zbada lekarz. Oczywiście nikt nie przyszedł, a ja niedawno otrzymałam pismo, w którym znajdowało się stwierdzenie, że siostra nie jest niezdolna do samodzielnej egzystencji.
Orzeczenie to kompromitacja ZUS
ZUS pisze, że przy dokonywaniu ustaleń orzeczniczych uwzględniono stopień naruszenia sprawności organizmu, sprawność psychofizyczną w zakresie zdolności do samodzielnego zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych i stwierdzono, że Zofia nie jest niezdolna do samodzielnej egzystencji. Stwierdzono, że z analizy dokumentacji wynika, że nie wymaga ona jeszcze stałej bądź długotrwałej pomocy innych osób w zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych. W związku z tym odmówiono jej wypłaty świadczenia uzupełniającego. Grażyna Wróblewska-Wróżek złożyła odwołanie od decyzji ZUS do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Tarnowie. – Wydane orzeczenie jest dowodem na to, że analiza medycznej dokumentacji przeprowadzona została w sposób nierzetelny. Uważam, że jest to kompromitacja nie tylko osoby wydającej taką opinię, ale także organu, który ją zatwierdził – mówi kobieta.
Zofia przyszła na świat jako zdrowe dziecko, jednak w pierwszym roku życia przeszła zapalenie opon mózgowych. – Choroba spowodowała wiele komplikacji, przyniosła schorzenia psychiczne i fizyczne, od tamtego czasu siostra ma także umysłowy niedorozwój. Rodzice wysłali ją do szkoły specjalnej, ale wkrótce zmuszeni byli przenieść ją do szkoły życia, tam nauczyła się podstaw czytania i pisania, z czasem jednak zdolność tę zatraciła. Kiedy skończyła 18 lat, zajęła się chałupnictwem, w co zresztą zaangażowana była cała nasza rodzina, bo Zosia nie była w stanie wykonywać żadnej pracy. Dopiero po kilku latach przyznano jej drugą grupę inwalidzką i rentę – wyjaśnia pani Grażyna.
Mówi, że cała się lepi
Ze względu na to, że Zofia cierpi na częste zaburzenia równowagi, przewraca się, a to skutkuje złamaniami. – Kilka lat temu tak niefortunnie złamała nogę, że musiała przejść skomplikowaną operację, skończyło się tym, iż od tamtej pory może poruszać się tylko przy pomocy kul lub ortopedycznego chodzika. W tym roku, w lutym, złamaniu uległa druga noga, przez co Zosia w ogóle nie chce wychodzić z łóżka. Od kilkunastu lat siostra choruje na paranoidalną schizofrenię, która objawia się, między innymi tym, że – jak mówi – cała się lepi, nie chce żeby ją dotykano, nie chce jeść, ani się myć, co bardzo utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia opiekę nad nią. Leczona była w szpitalu w Straszęcinie oraz w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie w oddziale psychiatrycznym. Po pewnym czasie dolegliwości lekko się cofnęły, chociaż cały czas w mniejszym lub większym natężeniu jej towarzyszą. Ogromny kryzys psychiczny siostra przeszła cztery lata temu, kiedy zmarła nasza mama. Po tym, jak w lutym złamała nogę – chociaż przyczyniła się także do tego epidemia koronawirusa, którego się boi – wszystkie objawy choroby wróciły, konieczne było zwiększenie dawek leków – relacjonuje opiekunka chorej.
Zofia nie zna się na pieniądzach, pewnego razu w sklepie poprosiła o batonika, podała ekspedientce 50-złotowy banknot i powiedziała, że reszty nie trzeba. Nie jest w stanie załatwić żadnej sprawy urzędowej, ponieważ ma problemy z czytaniem i pisaniem. – Bardzo sprawnie potrafi się jednak posługiwać telefonem, jest to umiejętność przydatna, bo może zadzwonić, gdyby coś się stało, z drugiej jednak strony jest to przekleństwo. Kilka dni temu zadzwoniła na pogotowie i wezwała karetkę, bo przewróciła się w mieszkaniu. Zostałam wezwana przez ratowników, bo siostra nie zna daty swoich urodzin. Ledwie kawałek odjechałam, ponownie musiałam wracać, bo znowu zadzwoniła po karetkę, tym razem z powodu bólu brzucha. Nęka telefonami lekarzy i pracowników pogotowia, do mnie w ciągu dnia potrafi zadzwonić kilkadziesiąt razy. Ale wiem, że nie mogę jej tego telefonu zabrać, bo może on uratować życie nie tylko jej, ale także naszego 95-letniego ojca, z którym mieszka – wyjaśnia pani Grażyna.
























