Jolanta Knapik była zatrudniona w Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej od 1984 roku. Przez dziewięć lat pracowała w budynku przy ul. Nadbrzeżnej Dolnej. Budynek przypomina wyglądem stary barak. Prawdopodobnie pochodzi z lat 60. minionego stulecia. Został zbudowany z materiałów zawierających rakotwórczy azbest. Elewacja w całości obłożona jest płytami azbestowo‑cementowymi, szkodliwe materiały posłużyły też do budowy dachu i wykończenia wnętrz. Dziś – z perspektywy obecnej wiedzy o groźnym działaniu azbestu – budynek taki, usytuowany w środku miasta, można uznać za bombę ekologiczną.
W 2006 roku u Jolanty Knapik zdiagnozowano międzybłoniaka opłucnej – niezwykle agresywny nowotwór złośliwy, który może powstać na skutek wdychania uwolnionych do powietrza włókien azbestowych.
– To był nowotwór nieoperacyjny – wzdycha ciężko Ryszard Knapik, mąż. – W ciągu sześciu miesięcy żona poddana była dziewięciu cyklom chemioterapii, 34 razy jeździła z Tarnowa do Warszawy na pobyt w Klinice Nowotworów Płuc i Klatki Piersiowej Centrum Onkologii w Warszawie. W 2007 roku, po niezwykle wyczerpującej walce żony z chorobą, lekarze rozłożyli bezradnie ręce. Żona zmarła w listopadzie 2008 roku. Nasza córka miała wtedy 11 lat…
Ostrzegała innych
Dziś on oraz jego córka oczekują od władz miejskich zadośćuczynienia w wysokości 450 tys. zł, twierdząc, iż dopuszczając do sytuacji, w której przez lata poradnia psychologiczna mieściła się w „azbestowym” budynku, naraziły zdrowie pracowników na szwank. Oboje są przekonani, iż gdyby samorząd w porę znalazł dla poradni właściwą siedzibę, ich żona i matka nigdy by nie zachorowała na ten rodzaj nowotworu. Pozew już trafił do sądu, a pozwanymi są Urząd Miasta Tarnowa oraz podległa mu poradnia.
– Któregoś czerwcowego dnia zaszedłem do poradni – opowiada pan Ryszard. – To był upalny dzień, wszystkie okna w pomieszczeniach były otwarte. Jednocześnie trwała naprawa azbestowego dachu. Owszem, robotnicy byli regulaminowo ubrani w specjalne kombinezony, mieli maski na twarzach, ale pracownicy przebywający w budynku mogli wdychać pył, który mógł się przedostawać przez okna.
Azbest nie jest groźny, jeśli jest zachowany w całości, nie jest pokruszony, pęknięty, nie wydziela niebezpiecznych „fruwających” włókien. Stan techniczny budynku przy Nadbrzeżnej Dolnej 7 od dawna wzbudzał poważne wątpliwości.
– Zebraliśmy całą dokumentację pochodzącą z wielu lat i okazuje się, że prowadzone kontrole za każdym razem zalecały natychmiastowy remont. Była tam mowa nie tylko o płytach azbestowo‑cementowych, którymi budynek jest obłożony, ale także o groźnych w skutkach uszkodzeniach elewacji. Kiedy pani Jolanta zachorowała, pisała do Urzędu Miasta Tarnowa w tej sprawie, informując o problemie. Nic to nie pomogło – mówi mec. Jolanta Budzowska, prawniczka z Krakowa, znana w kraju jako „postrach szpitali” – w sądach wygrywała już rekordowe odszkodowania w procesach medycznych. To ona zajmuje się sprawą Jolanty Knapik.
Niebezpieczna wata
Dotarliśmy do ekspertyzy wykonanej w 2007 roku przez inż. Mieczysława Ceglińskiego, który oceniał stan budynku przy ul. Nadbrzeżnej Dolnej 7 i w uwagach końcowych napisał: „Płyty azbestowo‑ cementowe na przedmiotowym budynku wymagają natychmiastowego zabezpieczenia, a biorąc pod uwagę ich duże ubytki i pęknięcia wraz z ubytkami ocieplenia, klasyfikuje je do wymiany na inny rodzaj elewacji”. Płyty, o których mowa, to masa materiału o wadze 2,7 tony.
– W tym budynku nawet wata ocieplająca zawiera azbest – dopowiada Ryszard Knapik. – Już w 1992 roku była pierwsza decyzja o rozbiórce tego obiektu i po ponad 20 latach nadal nic się nie zmieniło!
Miasto od lat próbuje przenieść siedzibę poradni oraz straży miejskiej w inne miejsce, ale historia tego przedsięwzięcia to historia urzędowej niemocy. Kilkakrotnie podejmowane w tej kwestii próby kończyły się fiaskiem, mimo że ze względu na specyfikę „azbestowego” budynku przy Nadbrzeżnej Dolnej sprawa, jak się wydaje, powinna być potraktowana priorytetowo.
Henryk Słomka – Narożański, wiceprezydent Tarnowa, poinformował nas, że „aktualnie trwają poszukiwania lokalizacji dla Straży Miejskiej oraz Poradni Psychologiczno‑Pedagogicznej. Zgodnie z założeniem, planowane jest przeniesienie obydwu instytucji do innego obiektu. Rozważana jest też możliwość budowy nowej siedziby dla obydwu jednostek”.
Nie poznaliśmy jednak odpowiedzi na pytanie, dlaczego miasto do czasu rozwiązania problemu nie zadbało nawet o doraźne zabezpieczenie pękniętych zewnętrznych płyt elewacyjnych, mimo że już elementarna wiedza o szkodliwości azbestu podpowiada użycie takiej metody.
Nie do mnie to pismo
We wspomnianym budynku pracuje kilkadziesiąt osób, każdego dnia do poradni przybywają na zajęcia lub konsultacje dzieci w różnym wieku.
– Od długiego czasu czynimy starania o zmianę siedziby – podkreśla Jolanta Morawska, zastępczyni dyrektora Poradni Psychologiczno‑Pedagogicznej. – Monitujemy w tej sprawie. Wiadomo nam, że w budżecie miasta na 2016 rok zarezerwowano pieniądze na nową siedzibę przy ul. Gumniskiej.
Z tej wypowiedzi wynikałoby, że miasto już znalazło przyszłą siedzibę dla poradni, a nie dopiero jej szuka.
W czerwcu 2007 r. Jolanta Knapik poinformowała prezydenta Tarnowa o swojej chorobie, prosząc o przyznanie odszkodowania. W piśmie czytamy m.in.: „W zgodnej opinii lekarzy zajmujących się moim przypadkiem przyczyną powstania nowotworu tego typu jest kontakt z azbestem. Jedynym miejscem (twierdzę to po gruntownej analizie), w którym do takiej sytuacji mogło dojść, jest budynek przy ul. Nadbrzeżnej Dolnej, będący własnością Gminy Miasta Tarnowa, w którym jako psycholog pracowałam przez kilkanaście lat”.
W odpowiedzi Dorota Skrzyniarz, ówczesna wiceprezydent, poradziła Jolancie Knapik, by w sprawie odszkodowania zwróciła się do swego bezpośredniego pracodawcy, choć wiadomo, że poradnia psychologiczno‑pedagogiczna to miejska placówka – ani nie wypłaci odszkodowania, ani nie zbuduje dla siebie nowej siedziby.
Choroba nie dla psychologa
– Urzędnicy są odporni na oczywiste, wydawałoby się, argumenty – żali się Ryszard Knapik. – Kiedy podjęliśmy starania o uznanie choroby żony za chorobę zawodową, okazało się, że na rakotwórcze działanie azbestu może być narażony robotnik zatrudniony w azbestowni, ale nie psycholog, któremu przyszło pracować w azbeście. Rozmawiałem na ten temat z prof. Cezarym Szczylikiem, wybitnym onkologiem, który powiedział mi, że ludzkość nie zna innej przyczyny powstawania międzybłoniaka opłucnej jak azbest.
W okolicach Tarnowa zagadnienie to jest bardziej znane niż w innych regionach, ponieważ w nieodległym Szczucinie przez kilkadziesiąt lat działała wytwórnia elementów azbestowo‑cementowych. Już po jej zamknięciu ujawniono, iż w ciągu minionego ćwierćwiecza u ponad 100 mieszkańców Szczucina i okolic, nie tylko pracowników wytwórni, zdiagnozowano międzybłoniaka opłucnej. Na chorobę tę zapadła także dyrektorka innego zakładu, który przez miedzę sąsiadował z azbestownią.
Ukarać władzę…
– Czasem spotykam się z pytaniem, dlaczego, skoro w poradni był obecny azbest, zachorowała na raka tylko moja żona – mówi Ryszard Knapik. – Ale przecież w takich przypadkach decydują różne czynniki, jak choćby indywidualne cechy czyjegoś organizmu.
W opinii Anny Pagacz, radczyni prawnej reprezentującej tarnowski magistrat, przedstawienie argumentów miasta w mediach nie jest obecnie uzasadnione. Dodaje tylko, że generalnie miasto uważa roszczenia rodziny Jolanty Knapik za bezpodstawne, ale wszystkie argumenty przemawiające na rzecz tej tezy zostaną przedstawione w sądzie.
Ryszard Knapik:
– Żadne zadośćuczynienie nie zrekompensuje utraty bliskiej osoby. Nam chodzi przede wszystkim o to, by była to kara dla miasta, które, naszym zdaniem, całkiem zignorowało problem tak przed śmiercią mojej żony, jak i po jej śmierci.
Z ostatniej chwili
Według deklaracji władz miejskich Tarnowa Poradnia Psychologiczno – Pedagogiczna ma wyprowadzić się z budynku z azbestem. Wstępnie mówi się o nowej siedzibie w bibliotece przy ulicy Gumniskiej. Nie wiadomo, co dalej będzie ze strażnikami miejskimi.
Do sprawy wrócimy za tydzień.
























