
Nie wiadomo jednak, czy to już koniec jego starań. Na razie w mieście funkcjonują dwa wielkie składowiska, z których jedno do niedawna sprawiało problemy. Niebezpiecznych odpadów chemicznych ponoć się w mieście i okolicach nie składuje…
Marek Kaczanowski, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Tarnowa, potwierdza, że pojawił się przedsiębiorca, który był zainteresowany urządzeniem składowiska w zachodniej części miasta.
– W rozmowach z nim wyraziliśmy swoją dezaprobatę, poinformowaliśmy go, że nie godzimy się na taką inwestycję. Mam nadzieję, że teraz, gdy wskutek serii pożarów składowisk w kraju mają zmienić się przepisy odnoszące do gromadzenia odpadów, każdy, kto będzie miał zamiar przetrzymywać je na wybranym terenie, natrafi na formalne bariery, których wcześniej nie było.
Tarnów, jak każde duże miasto, nie jest wolny od sporych ilości wszelkiego rodzaju odpadów. Znajdują się tu dwa oficjalne wielkie składowiska.
16 metrów hałdy
Pierwsze – należące do miejskiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych – zlokalizowane jest w Krzyżu. Już teraz znajdują się tu cztery zapełnione, zamknięte i zrekultywowane sektory, połączone w wielką hałdę. U podstawy ma ona powierzchnię 6 ha i 16 metrów wysokości.
– Nie gromadzimy tutaj odpadów niebezpiecznych – podkreśla Piotr Zieliński, kierownik składowiska PUK. – Nasze składowisko zapełnia się przede wszystkim pozostałościami po sortowaniu, których już nie można technologicznie odzyskać. Przywożone są one przez kilka firm śmieciowych działających w naszych regionie. Firmy mają podpisane z nami umowy. Oczywiście, nie ma mowy o transportach z zagranicy, tym bardziej, że w tym przypadku chodzi o odpady przemysłowe, których my nie przyjmujemy.
Od 2013 roku, od kiedy dokonała się rewolucja śmieciowa w Polsce i nadszedł obowiązek sortowania odpadów, składowisko PUK zapełniane jest w wolniejszym tempie. W ub. roku zgromadzono tutaj ok. 17 tys. ton odpadów. Dzięki wprowadzeniu radykalnych zmian w systemie gospodarki odpadami komunalnymi, uzyskano też inną istotną korzyść. Do tamtego czasu kwatery prędko się zapełniały odpadami z dużą ilością resztek organicznych, które na hałdach wytwarzały zanieczyszczone odcieki i palny gaz składowiskowy. To stwarzało uciążliwość dla środowiska i okolicznych mieszkańców.
Grupa „19”
Drugie ze składowisk znajduje się w północno‑zachodniej części Tarnowa. Prowadzi je spółka Grupy Azoty SA – Jednostka Ratownictwa Chemicznego. Składowisko funkcjonuje zgodnie z decyzjami administracyjnymi wydanymi przez wojewodę małopolskiego i marszałka województwa.
– Przyjmowane są odpady głównie z tzw. grupy 19, czyli odpady z instalacji i urządzeń służących zagospodarowaniu odpadów, z oczyszczalni ścieków oraz z uzdatniania wody pitnej i wody do celów przemysłowych oraz odpady azbestowe – informuje Piotr Pawlina z Biura Komunikacji Zewnętrznej Grupy Azoty SA. – Ilość odpadów dopuszczona do składowania w poszczególnych sektorach jest ściśle określona w stosownych decyzjach administracyjnych. Dopuszczalne ilości nigdy nie zostały przekroczone. Utylizacja odpadów odbywa się głównie poprzez ich składowanie, jak i odzysk.
Piotr Pawlina zaprzecza pogłosce, że przyjmowane były tutaj również odpady przemysłowe pochodzące z innych krajów.
– Nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji.
Odpady pod kontrolą
O składowisku Zakładów Azotowych z troską pisano w 1993 roku, w publikacji tarnowskiego WIOŚ na temat stanu środowiska w ówczesnym województwie. Wymieniano wówczas rodzaje odpadów, które były gromadzone: osady z oczyszczalni ścieków, sadze pomazutowe, odpady zawierające chlorki, odpady poneutralizacyjne z galwanizerni i trawialni, zużyte oleje i smary. I choć od tamtego czasu minęło 25 lat, pojawiły się problemy. Ostatnio – na wskutek protestów mieszkańców Klikowej, którzy skarżyli się na smród pochodzący z tego miejsca – prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zanieczyszczenia powierzchni ziemi szkodliwymi materiałami (chodzi m.in. o popioły paleniskowe, żużle i pyły z kotłów). Śledztwo obejmuje okres działalności składowiska od 2007 do kwietnia 2018 r.
Zdecydowanie mniejsza ilość odpadów gromadzona jest w kilkunastu punktach miasta, ale – jak zapewnia dyrektor Kaczanowski – sytuacja znajduje się pod kontrolą.
– Liczne odpady, choćby plastiki, znajdują się wokół dwóch stacji segregacji prowadzonych przez dwie spółki, ale odpady te likwidowane są przez nie na bieżąco. Pewną ilość starych opon znajdziemy na terenach zajmowanych przez zakłady wulkanizacyjne, lecz nie stwierdzamy tam zagrożenia. Mamy na uwadze także składowisko starego sprzętu gospodarstwa domowego i elektronicznego przy ul. Fabrycznej, prowadzone przez prywatną firmę, na którym część materiałów jest palna. Także na naszym składowisku komunalnym część odpadów to zgromadzone w przeszłości materiały palne, niektóre o wysokiej kaloryczności. Może kiedyś uda się je odpowiednio zagospodarować? Problem byłoby łatwiej rozwiązać, gdyby miasto dysponowało spalarnią śmieci.
Smród na Piaskówce
I choć wspomniana już ustawa śmieciowa, obowiązująca od 5 lat, miała skutecznie przeciwdziałać powstawaniu dzikich wysypisk, problem jest ciągle aktualny. W Tarnowie co pewien czas, w różnych miejscach miasta, pojawiają się gruz wywieziony z budowy, resztki materiałów, zużyty sprzęt AGD, a czasem – niestety – również pozostałości starego eternitu. Jak informuje magistrat, zwykle są to odpady, których łączna waga nie przekracza tony. Miasto stara się jak najprędzej je usuwać.
Zdarzają się również sytuacje szczególne, jak ostatnio na Piaskówce. Gospodarz działki od długiego czasu gromadzi na swojej posesji różnego rodzaju odpady, a ponieważ ich ilość ciągle się zwiększa, zwiększa się również uciążliwość. Niedawno służby miejskie oczyszczały ten teren, lecz wiele wskazuje, że nie jest to ostatnia interwencja. W przeszłości podobne sytuacje były w mieszkaniach w blokach lub kamienicach, a dotyczyły one osób z zaburzeniami psychicznymi.
Nie pamięta się, aby w ostatnich latach w Tarnowie wybuchł na większą skalę pożar wysypiska śmieci. Marek Kaczanowski mówi, że nie ma sygnałów świadczących o działaniu w mieście mafii śmieciowej. Może już nie zdąży tutaj dotrzeć?
Jak już informowaliśmy, problem mają mieszkańcy Dołęgi w gminie Szczurowa, w której powstało nielegalne składowisko m.in. puszek po różnych substancjach chemicznych. Urząd gminy wezwał właściciela działki, do natychmiastowego usunięcia wysypiska.























