Pejzaż z „koszmarkami”

0
pejzaz tarnowa
Wybudowany w latach siedemdziesiątych gmach dawnej Telekomunikacji Polskiej miał ponoć „ideologicznie” przyćmić dominującą w pejzażu śródmieścia Tarnowa bryłę katedry
REKLAMA

Od dziesiątków lat słychać pogłoski, że architektura historycznej części Tarnowa została popsuta z namysłem – był to namysł o charakterze ideologicznym. Nie chodzi tylko o fatalne gmaszysko, należące dziś do spółki Orange SA, które w latach 70. powstało podobno po to, by częściowo „zneutralizować” dominującą w pejzażu bryłę wieży katedry.– To znana w Tarnowie opowieść, niewykluczone, że prawdziwa – mówi Andrzej Cetera, kierownik tarnowskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Krakowie.
Podobne podejrzenia dotyczą kilku 11‑piętrowych wieżowców okalających hotel „Tarnovia”, również pochodzących z epoki Edwarda Gierka – one z kolei miały na celu zakłócić widok na dwie bliźniacze wieże kościoła pw. Świętej rodziny.
– Wieżowce zapaskudziły ten widok, zresztą nowe duże osiedla na Grabówce też tworzą bałagan w pejzażu. Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego wieżowce wznoszono na terenie naturalnie wysokim, a niskie bloki na niskim. Nie powinno być na odwrót? – zapytuje Eligiusz Dworaczyński, archeolog, historyk i miłośnik Tarnowa.

„Cudak” przy Wałowej
Jackowi Adamczykowi, artyście plastykowi, kierownikowi Referatu Krajobrazu Miasta Urzędu Miasta Tarnowa, nie podoba się także usytuowanie innego wieżowca – przy ul. Kościuszki. Wprawdzie to budynek trochę historyczny – pierwszy wieżowiec w Tarnowie (1972) – ale zdaniem kierownika swoją kubaturą źle się wpisuje w ścisłe centrum miasta.
Prawie wszyscy nasi rozmówcy załamują ręce nad niewielkim budynkiem przy ul. Wałowej 3, w którym obecnie znajduje się salon sukien ślubnych. Sąsiaduje on ze stylowymi kamienicami z XIX wieku i fragmentem historycznego muru obronnego od wschodu. Swoim wyglądem przypomina dawne wiejskie pawilony handlowe z dużymi aspiracjami.
– Ten budynek to jakiś architektoniczny cudak. Co on tu robi? – dziwi się Eligiusz Dworaczyński.


„Krakus” kontra secesja
Niektórzy zapytują też o przeszklony wysoki budynek „Krakus”, zbudowany kilkanaście lat temu w samym środku miasta, w miejscu dawnego kina o tej samej nazwie, na rozwidleniu ulic Nowy Świat i Sowińskiego. Obok stoją piękne secesyjne kamienice. Ale zdania na temat „Krakusa” są podzielone…
– „Krakus” w tym miejscu nie ma racji bytu ze względu na wygląd i brak parkingu – przekonuje Otto Schier, zasłużony tarnowski architekt, projektant wielu obiektów w mieście. – W sąsiedztwie secesji wygląda jak akwarium. Nie pasuje tutaj.
– W wielu miastach świata jest taki trend, by w architekturze to, co tradycyjne, łączyć z tym, co nowoczesne. W przypadku „Krakusa” z taką próbą mamy do czynienia – oznajmia Jacek Adamczyk.
– Na początku obecność „Krakusa” mi przeszkadzała, ale dziś spoglądam na ten gmach inaczej. Może do jego obecności już się przyzwyczaiłem, choć ciągle wydaje mi się trochę za wysoki – mówi Andrzej Cetera. – Na pewno podoba mi się odbicie zabytkowych kamienic, dobrze widoczne w przeszklonej fasadzie – to całkiem niezły efekt.

REKLAMA (2)

Pożegnanie z góralszczyzną
Kontrowersje wzbudza również nowa forma wyremontowanego i zmodernizowanego w 2010 roku gmachu Mościckiego Centrum Sztuki, przez niektórych mocno krytykowana. Zrobił to m.in. Grzegorz Piątek, architekt i krytyk architektury, w książce „Tarnów. 1000 lat nowoczesności”. Jego zdaniem, projektanci w tym przypadku odznaczyli się „brakiem świadomości albo innym rozumieniem tego, co jest w architekturze prestiżowe, co wygląda „porządnie”. Być może drewnianą elewację MCK uznano za przestarzałą i rustykalną. W tym czasie na fasadach najbardziej luksusowych apartamentowców w Warszawie kładzie się drewnianą okładzinę, a te mniej luksusowe maluje się na kolor brązowy, żeby przynajmniej z daleka imitowały drewno. Ta moda widocznie jeszcze nie dotarła do Mościć”.
Słów krytyki nie szczędził też Wilhem Sasnal, znany malarz pochodzący z Mościc.

„Styropian” wśród secesji
Jacek Adamczyk zadowolony jest z efektów modernizacji dawnego ZDK Azoty. Odpowiada mu ten rodzaj unowocześnienia formy, do której przyczyniły się użyte materiały. Poprzednia zupełnie nie była w jego guście. Rzeczywiście, budynek MCK teraz nieco stracił na dawnym zakopiańskim stylu, który miał trafić do Tarnowa przez przypadek, niedopatrzenie lub wskutek pomyłki.
Tak samo nie ma jednomyślności co do odnowionego w ostatnich latach budynku Teatru im. L. Solskiego przy ul. Mickiewicza.
– Wskutek przeszklenia bryła budynku zyskuje na otwartości, lekkości formy, choć jego kubatura jest większa od budynków stojących w sąsiedztwie. Wieczorem dobrze widać oświetlone w środku wnętrza i znajdujących się tam ludzi. Fatalne wrażenie robi zaś budynek po przeciwnej stronie, odremontowany w stylu „styropianowym”. Znajduje się on w pobliżu secesyjnych kamienic, co tylko potęguje efekt tego dysonansu – zauważa Jacek Adamczyk.
– Teatr? Tak, ale nie w tym miejscu. Ani on, ani „Krakus” nie należą do historycznej części miasta, do dawnego charakteru zabudowy, poprzez swoją formę wyraźnie się z nią kłócą – uważa Stanisław Siekierski, znawca i miłośnik starego Tarnowa. Na bieżąco dokumentuje architektoniczne wpadki w swoim mieście.
Ostatnio sfotografował budowę tzw. plomby przy ul. Bernardyńskiej 7, która zasłoni oficyny południowej pierzei Rynku. Pan Stanisław zwraca uwagę na wątpliwe dopasowanie architektury i zastosowanych materiałów budowlanych w stosunku do pozostałych budynków.


Malbork w Tarnowie
– Cały odcinek północnej pierzei ulicy powinien być w planie zagospodarowania przestrzennego przeznaczony do tzw. śmierci technicznej, żeby po czasie możliwe było odsłonięcie murów i fragmentu rynku. Ta plomba niweczy taką możliwość.
Andrzej Cetera wyjaśniał kiedyś, że kontrowersyjna plomba, jakkolwiek korzysta z nowoczesnych materiałów, zachowuje tradycyjną formę i nawiązuje stylem do sąsiedniej zabudowy.
Stanisław Siekierski zwraca również uwagę na powstałe obok dotychczasowych zabudowań Wyższego Seminarium Duchownego obiekty zwane – ze względu na swoją ciężką formę – „Malborkiem” lub „bunkrem”. Architektonicznie w najmniejszym stopniu nie przystają do dawnej XIX‑wiecznej części.
Inni są też zdania, że obok katedry i w pobliżu jednych z najpiękniejszych w mieście staromiejskich zaułków nigdy nie powinien powstać w takim kształcie Ośrodek Duszpastersko‑Katechetyczny, zwalisty, szklano‑betonowy budynek z różnymi strzelistymi formami. Zresztą swoją architekturą wzbudzają wątpliwości również niektóre nowe kościoły w mieście.

REKLAMA (3)

Gdzie był konserwator?
Stanisław Siekierski nie może się pogodzić z tym, jak w otoczeniu renesansowej zabudowy zostały przebudowane w Rynku dwie zabytkowe kamienice – nr 18 i 19. W latach 90. włoski właściciel wyposażył je w nowe detale architektoniczne, w tym w kopułę na szczycie. Wszyscy dzisiaj pytają: gdzie wtedy był konserwator zabytków? Odpowiedzi brak.
Być może kontrowersyjna wyda się inna opinia Stanisława Siekierskiego, zwłaszcza że dotyczy ulubionego tramwaju‑kawiarni przy pl. Sobieskiego.
– Ustawienie go w tym miejscu to nieporozumienie. Turystom odwiedzającym Tarnów skutecznie zasłania widoki do sfotografowania obiektów w każdym kierunku pięknego placu, z wyjątkiem zapuszczonego budynku dawnego starostwa.
Pejzaż miasta psuje sporo niewielkich obiektów, jak choćby podziemne przejście na ul. Mickiewicza. Eligiusz Dworaczyński jego solidny (ale ponoć konieczny ze względu na teren) wygląd, konstrukcję słupowo‑betonową porównuje ze schronem. Otto Schier mówi o zaprojektowanych tam spadkach dachu w odwrotną stronę, co powoduje komplikacje dla pieszych (zamarzający deszcz lub śnieg na schodach). Andrzej Cetera wspomina o dużej liczbie budek i przybudówek, które powinny zniknąć z przestrzeni historycznej miasta. Stanisław Siekierski informuje o „koszmarnym budyneczku stacji benzynowej BP przy ul. Pułaskiego, zwróconym tyłem do głównej ulicy”.

Jak pięść do nosa
Galerie handlowe jako szczególne projekty funkcjonalnego obiektu to inny temat. W Tarnowie Gemini Park straszy… na dachu. Księżycowy krajobraz złożony z plątaniny rur, kominów, przewodów i metalowych wentylatorów, dostrzegalny z wyżej położonych ulic, robi przygnębiające wrażenie.Wielu mieszkańców Tarnowa, którym nieobojętny jest wygląd miasta i którzy obdarzeni są poczuciem zmysłu estetycznego, chodząc po mieście, nie może zrozumieć, jak w przeszłości mogło powstać tyle architektonicznych „koszmarków”. Kto i w jakich okolicznościach do tego doprowadził?
W jaki sposób opracowywane były w Tarnowie plany zagospodarowania przestrzennego, które nie uwzględniały architektury krajobrazu. Dlaczego nie było istotne to, co będzie widać z danej perspektywy, co zostanie przesłonięte albo czy coś do czegoś będzie pasowało jak pięść do nosa.Potem naprawić szkodę już trudno. Do tej pory po wielu latach bojów udało się rozebrać szalety publiczne na zabytkowym placu Rybnym.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze