Niektórzy dają odpór w dosłownym znaczeniu – fizycznie. Na drogach dojazdowych budują prowizoryczne zasieki. Czasem są to resztki gdzieś zachowanych drewnianych płotów, czasem drut kolczasty. Od razu widać, że wojna jest w toku, ale wynik wydaje się z góry do przewidzenia.
– Kiedyś, gdy się to zaczynało, tym panienkom wystarczał las, teraz jest już ich tyle, że hasają po wsi. Dlatego wieś się broni, chce utrudnić dojazd samochodom na ten teren – objaśnia jeden z mieszkańców.
Owszem, pięć lat temu las wystarczał, lecz i tak był problem. Do dzisiaj ludzie w Podlesiu opowiadają, jak któregoś pięknego dnia nauczycielka miejscowej szkoły zabrała dzieci do lasu, by go posprzątać. Dzieci, tropiąc papierki i puste butelki, wytropiły niespodziewanie parę uprawiającą seks w zaroślach. Zamieszania było sporo. Nauczycielka w trybie alarmowym odwołała akcję sprzątania i wszyscy wrócili do szkoły. Ale zgorszeniu nie dało się już zapobiec.
Mogą uciąć głowę
Z czasem tzw. tirówki, kobiety sprzedające miłość przy drodze – bo to one niepokoją Podlesie – coraz chętniej gościły w tych stronach. Warunki do pracy miały w Podlesiu bardzo sprzyjające. Obok ruchliwa droga krajowa i międzynarodowa, DK4 i E40, mnóstwo samochodów, w tym sznury ciężarówek, popyt na usługi seksualne zadowalający, z tendencją wzrostową. A obok kompleks leśny, ładne, ustronne miejsca. Łatwo dojechać samochodem osobowym, łatwo ukryć się w zaroślach. Teraz dzieci ze szkoły nie przyjdą zbierać papierków, bo szkołę zdążyli zlikwidować. Któregoś roku we wrześniu przyszło do pierwszej klasy raptem trzech uczniów i jasne się stało, że to koniec nauki w Podlesiu.
– Na początku obok drogi prowadzącej do wsi stała jedna tirówka, dziś jest ich dużo więcej. Czasami obserwujemy, jak się przemieszczają. A ta, która tutaj przed laty zaczynała, ciągle jest. Może to jakaś szefowa całej grupy? – zastanawia się mieszkanka Podlesia.
Dzisiaj na zakręcie szosy prowadzącej do wsi stoi tylko jedna pani w mocno obcisłych dżinsach i kusej kurteczce. Potem znika.
Nikt z mieszkańców wioski nie chce podać nazwiska do prasy. Wszyscy się boją.
– Myśli pan, że one tak tu same, bez czyjejś opieki? Niejeden alfons czuwa gdzieś w samochodzie. Panie, to będzie jakaś mafia, która w razie czego łeb człowiekowi potrafiłaby uciąć. Ja bym z nimi nie zaczynał – ostrzega starszy pan, który mieszka na początku wsi.
Nie ma odważnego, który chciałby zaczynać samotnie. Od kilku lat wieś burzy się od zgorszenia, które ją naszło, zespołowo. W gromadzie śmielej i bezpieczniej. Sprawa była wiele razy poruszana na zebraniach wiejskich i na sesjach Rady Gminy w Pilźnie. Mobilizowano wtedy policję do działań przeciwko przydrożnej prostytucji, policja tłumaczyła, że stać przy drodze każdemu wolno i jeśli nie stoi się na środku jezdni ani nie leży – policji nic do tego. Wyczekujące klientów kobiety musiałyby stworzyć swoim zachowaniem zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym, ale nic takiego się nie działo. Pojawiały się jeszcze nieśmiałe głosy, że ich obecność tutaj stwarza niebezpieczeństwo, ponieważ na widok tirówek pędzący samochodami kierowcy nagle odrywają wzrok od drogi, gapią się na prowokacyjnie odziane dziewczyny, a wtedy o wypadek nietrudno. Policja tej przytomnej obserwacji nie wzięła jednak pod uwagę. Przymuszana do działań stosowała wtedy tylko metodę „płoszenia radiowozem”. Patrol przyjeżdżał w okolice Podlesia i dla zniechęcenia tirówek legitymował je. Teraz już nawet tego się nie robi.
Zaczepiają nasze córki
– To jest dla nas bolączka – przyznaje Krystyna Kloch, sołtyska Podlesia Machowskiego. – Często rozmawiamy na ten temat na zebraniach wiejskich, ale nikt nie ma pomysłu, jak problemowi zaradzić. Nie możemy robić nic, co nie byłoby zgodne z prawem. Jesteśmy bezradni.
Stary pomysł, by miejsca ulubione przez tirówki i ich klientów regularnie użyźniać cuchnącą gnojówką upadł już dawno. Także dlatego, że dzisiaj na wsi, gdy zwierząt gospodarskich jak na lekarstwo, o gnojówkę naprawdę niełatwo.
Mieszkańców bolą w szczególności dwie sprawy. Po pierwsze to, że gdy drogą we wsi idą ich dorastające córki, które dojeżdżają do szkół w Pilźnie i Dębicy, zaczepiane są przez przejeżdżających kierowców. Z tej przyczyny rodzice niektórych dziewcząt podwożą je na przystanek swoimi samochodami. Po drugie, Podlesie Machowskie od lat ma fatalną opinię. Wystarczy wystukać nazwę miejscowości na klawiaturze komputera, by w wyszukiwarkach pojawiły się informacje kojarzące się tylko z prostytucją na drogach. Ba, nawet na YouTube dostępne są filmiki nagrane komórkami, na których widać, jak panie lekkich obyczajów, wystające koło lasku w Podlesiu, umawiają się na numerek z kierowcami samochodów.
– To stało się już okropne. Do niedawna byliśmy małą wioseczką położoną gdzieś na uboczu, o której mało kto wiedział. Żyło nam się cicho i spokojnie – opowiada sołtyska. – Teraz, jak ktoś nie wie, gdzie z głównej drogi skręcić na Podlesie, często otrzymuje od obcych wskazówkę, że tam, gdzie te panie sobie stoją…
Gdzie stoją „koleżanki”?
Jeśli ktoś uważa, że w Internecie można znaleźć wszystko, to ma rację. Amatorzy przydrożnej miłości założyli specjalną stronę, na której informują się, gdzie można liczyć na tego rodzaju atrakcje w całej Polsce. Podlesie Machowskie szczęśliwie nie występuje tam z nazwy, za to sąsiednia Machowa zajmuje poczesne miejsce. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nie wszyscy krajowi kierowcy wiedzą, gdzie kończy się Podlesie, a gdzie zaczyna Machowa. Ktoś pisze: „Za Tarnowem, jadąc od Krakowa, skręcając w prawo – miejscowość Machowa. Zarówno w dzień, jak i w nocy można spotkać na drodze, wcale niedaleko od głównej, bądź w lesie, który znajduje się po obu stronach, kilka dziwek…”
I tak Podlesie swoją marną sławą obdzieliło niechcący Machową, dumną ze swojej przeszłości wieś.
Na forum duże poruszenie. Ktoś inny potwierdza wspomnianą informację, choć nie w pełni: „Wiecznie, gdy tamtędy jadę, stoi taka przy kości koleżanka. I nikt poza tym, sorry, jeszcze tam taka 50-letnia czasami się kręci”.
Zainteresowany forumowicz prosi o pomoc: „Koledzy, w których dniach i w jakich godzinach na pewno je zastanę, bo nie chciałbym się przejechać na darmo”.
Módlcie się…
W Podlesiu twierdzą, że interes kręci się całą dobę. W niedziele i święta też. Od tego zgorszenia wioska chciała uchronić zwłaszcza dwa miejsca – tam, gdzie stoi kaplica i gdzie stoi szkoła. Szkoły, jako się rzekło, już nie ma, a w sprawie kaplicy ciągle trzeba być czujnym.
– Dobrze orientujemy się w kłopocie, który ma ta wieś – mówi Michał Maziarka, przewodniczący Rady Gminy w Pilźnie. – Prawdę powiedziawszy, na razie nie znamy sposobu, w jaki moglibyśmy jej, jako gmina, pomóc. Zastanawialiśmy się nad tym już nie raz. Ewentualnie mogliby coś wskórać właściciele prywatnych posesji, jeśli na ich terenie odbywa się ten cały proceder. Nie wiem, może znowu powrócimy do tego tematu na najbliższej sesji? Policja też nie wie, co mogłaby zrobić, więc i nam trudno coś wymyślić.
Zdarza się jednak, że policja ma jakiś pomysł. Bywa, że całkiem nowatorski. Ponieważ tirówki to problem ogólnopolski, prasa niedawno pisała, że Komendant Miejski Policji w Wejherowie pod Gdańskiem prosił kościelny aktyw, by włączył się do walki z przydrożnym nierządem. Proponował, by aktyw udał się w miejsce zgorszenia i modlił się tam za zdemoralizowane panie. Miejscowy ksiądz wykorzystał pomysł komendanta połowicznie; wezwał wiernych na modlitwę, ale do kościoła, nie na drogę – zabronił, by modlitwa odbyła się w towarzystwie „upadłych” kobiet…
W Podlesiu czasami też się modlą, by wreszcie powrócił tu sielski spokój. Wielu mieszkańcom się wydaje, że tylko modlitwa im pozostała.
























