Radny PiS Józef Gancarz, podczas sesji Rady Miejskiej, opowiedział o swoim spacerze, podczas którego postanowił przyjrzeć się tarnowskim parkletom.
Parklety pojawiły się przed majówką na u zbiegu ulic Wałowej i Goldhammera, po drugiej stronie Multimedialnego Centrum Artystycznego i obok siedziby KRUS-u. Największy parklet, przypominający plaster miodu, składający się z 7 donic z roślinami oraz 4 elementów obłożonych drewnem, według obliczeń radnego nie powinien kosztować więcej niż 50 tysięcy złotych. Natomiast koszt dwóch pozostałych parkletów, złożonych łącznie z trzech donic, leżaka i kilku ławek, wyniósł, według radnego, maksymalnie 30 tysięcy złotych. Józef Gancarz w swoich obliczeniach uwzględnił również koszty transportu i instalacji. Jego zdaniem łączna cena parkletów nie przekroczyła 80 tysięcy złotych. Wynika z tego, że inwestycja ta powinna być tańsza o 130 tysięcy.
Przypomnijmy, że miasto zapłaciło za parklety 210 tysięcy złotych, w tym 50 tysięcy za wykonanie projektu. Pojawia się zatem pytanie, o ile wyliczenia radnego są słuszne, co stało się z resztą pieniędzy? Czyżby urzędnicy sporo przepłacili? A może drzewa, krzewy i rośliny, o których nie wspomniał radny, stanowią brakująca kwotę?
























