
Rozmowa z Robertem Makłowiczem, kucharzem, kulinarnym ekspertem i podróżnikiem
– Podobno bardzo ceni pan sobie ukraińską kuchnię?
To prawda, mam wielką słabość do tej kuchni. Zasmakowałem w niej dzięki m.in. Bartłomiejowi Babuśce, konsulowi honorowemu Ukrainy w Tarnowie. Zrobiliśmy razem wiele kulinarnych programów w różnych częściach Ukrainy – od Odessy po Zakarpacie. To krajobrazowo zróżnicowany kraj z różnorodną kuchnią (w zależności od regionu), prawie nieznaną Polakom. Tak naprawdę większość z nas zna barszcz ukraiński, wie coś o pierogach i na tym w zasadzie kończy się wiedza o przebogatej kuchni naszych sąsiadów. Kuchni, w której króluje kulinarne rękodzieło, w której niemal wszystko robi się ręcznie. To zresztą jej charakterystyczny wyróżnik.
– W której z potraw zasmakował pan najbardziej?
Trudno wskazać tylko jedną. Ukraińska kuchnia jest bardzo bogata i czerpie z niejednej kultury. W Odessie nad Morzem Czarnym jada się owoce morza, w tym pyszne mule. Z kolei na Zakarpaciu kuchnia przypomina trochę węgierską, bo mieszka tam wielu Węgrów. We Lwowie natomiast podobna jest do galicyjskiej, ale to nie dziwi – Lwów był przecież stolicą Galicji i Lodomerii. Trzeba też pamiętać, że Ukraina była częścią wielkiego imperium jakim był Związek Radziecki. Oczywiście to imperium zła, ale w jego ramach korzystano z kulinarnego dorobku innych. Od mieszkańców Kaukazu „wzięto” np. szaszłyki i można je dziś zjeść w wielu przydrożnych knajpach ukraińskich – szaszłykarnie są dosłownie na każdym kroku. Nie można zapomnieć o… zielonym barszczu robionym pierwotnie na bazie rośliny o nazwie barszcz – nie należy jej mylić z trującym barszczem Sosnowskiego. Dzisiaj serwowany jest głównie zielony barszcz szczawiowy. Bez wątpienia na kulinarną uwagę zasługują też słodkowodne ryby (karasie, karpie, jesiotry), które Ukraińcy przyrządzają z wielkim pietyzmem i smakują one wyśmienicie. Długo by można mówić o zaletach ukraińskiej kuchni.
– Kulinarne podróże Roberta Makłowicza wiodły przez wiele regionów Ukrainy. Jak zapamiętał pan ten kraj i jego mieszkańców?
Ukraina jest krajem wspaniałym, niezmierzonym i wciąż mało odkrytym. Z jednej strony są majestatyczne Karpaty, z drugiej Morze Czarne i te bezkresne stepy, których sokolim okiem nie zmierzysz. Żyzne czarnoziemy wydają duże plony, a mieszkańcy potrafią korzystać z tych bogactw. Niestety, dzisiaj ten kraj musi stawiać opór rosyjskiej agresji.
– Z pewnością śledzi pan wydarzenia na Ukrainie, gdzie już od ponad dwóch miesięcy toczy się wojna. W jakim stopniu dotknęła miejsc, które pan odwiedzał?
W najbardziej dotkniętym wojną Donbasie akurat nie byłem. Byłem w nadmorskiej Odessie, która znalazła się ostatnio pod ostrzałem Rosjan. Są już śmiertelne ofiary ataku na to miasto. Gościłem w Czerniowcach – stolicy Bukowiny nazywanej „małym Wiedniem Wschodu” – gdzie również dotarła niszczycielska wojna. Byłem w wielu innych miejscach na Ukrainie, która jest pięknym krajem z wieloma wspaniałymi tradycjami i dorobkiem. Teraz niszczą go barbarzyńskie działania wojenne.
– Jest pan jednym z inicjatorów Ukraińskiej Gastromajówki organizowanej w najbliższy weekend w Tarnowie. Czego pan oczekuje od tej imprezy, jak pan sobie ją wyobraża?
Mamy w Polsce już prawie trzy miliony uchodźców z Ukrainy i chodzi o to, byśmy mogli, na ile to możliwe, poznać się wzajemnie bliżej i zrozumieć. Temu m.in. służy zapowiadana impreza. Ukraińcy będą mieli przy tym okazję zarobić trochę pieniędzy, sprzedając własne wyroby kulinarne. Ważne jest też miejsce, w którym się Gastromajówka odbywa. Tarnów był przecież na krótko siedzibą władz Ukraińskiej Republiki Ludowej na czele z atamanem Symonem Petlurą i warto o tym przypomnieć. Jest też miastem docenianym w rankingach turystycznych, stanowi zatem dobre miejsce do zorganizowania polsko-ukraińskiej majówki. Będę na niej obecny, do Tarnowa przyjadę prosto z Litwy, gdzie robimy kolejny program kulinarny.
– 1 maja zaprasza pan, wspólnie z prezydentem Tarnowa, na niedzielne śniadanie…
To pomysł przeniesiony trochę z Wrocławia, gdzie wspólnie z poprzednim jego prezydentem Rafałem Dutkiewiczem zaprosiliśmy do wspólnego stołu gości Europejskiej Stolicy Kultury. Istotą rzeczy jest abyśmy gromadzili się wokół stołu także po to, by pobyć razem i zbliżyć się do siebie. Oczywiście bardzo ważny jest też sam aspekt kulinarny, to, co podamy do jedzenia.
– A więc nie tylko muzyka ma zdolność łagodzenia obyczajów? Kuchnia także?
Nie ma ważniejszego mebla w naszym życiu niż stół, który na co dzień łączy osoby zasiadające do wspólnego posiłku, ale przydaje się też w polityce. Pamiętamy przecież obrady Okrągłego Stołu w Polsce. Chcemy, by także w Tarnowie wspólne śniadanie stało się takim elementem łączącym wszystkich uczestników majówki. To ważne zwłaszcza dla uciekinierów z Ukrainy żyjących dziś w naszym kraju.





















![Sucha fontanna przy ulicy Bernardyńskiej [ZDJĘCIA] Sucha fontanna](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2024/07/Sucha-fontanna-1-100x70.jpg)