Miniony rok zapisał się czarnymi zgłoskami w historii Tarnowa. Wprawdzie nie ma jeszcze kompletu danych, ale już można przypuszczać, że od dziesiątków lat liczba zgonów wśród mieszkańców nie była tak duża jak w 2020. Ten niekorzystny trend zaczął zaznaczać się już od jesieni, osiągając apogeum w listopadzie. Wpływ na ponurą statystykę miały skutki pandemii, ale niekoniecznie związane z zachorowaniami na covid-19.
O alarmującej sytuacji informowaliśmy w TEMI już wcześniej, gdy w październiku ubiegłego roku okazało się, że liczba zgonów w Tarnowie gwałtownie wzrosła. Przypomnijmy: o ile w tym samym czasie w 2019 roku wynosiła ona 93, to dokładnie rok później już 199.
Okazuje się, że jeszcze bardziej niepokojące informacje dotyczyły kolejnego miesiąca. Z danych, które na naszą prośbę przekazał nam Wydział Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta Tarnowa, wynika, iż w listopadzie zmarło 220 mieszkańców miasta. Rok temu liczba ta wynosiła 89. Na razie nie wiemy, jak wyglądała sytuacja w grudniu; informacje w tej sprawie UMT dopiero gromadzi w swojej bazie.
Bez wątpienia wpływ na te zatrważające dane ma pandemiczny rok, który właśnie minął. Stan epidemii związanej z rozprzestrzenianiem się koronawirusa ogłoszony został na terytorium całego kraju 20 marca. Istotne w tej sprawie jest jednak to, że znaczny przyrost liczby zgonów nie zawsze ma bezpośredni związek z koronawirusem i wywoływaną przez niego chorobą, dla wielu pacjentów, niestety, śmiertelną.
Nie tylko Covid-19
Sprawdziliśmy dane w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej w Krakowie. Z nich wynika z kolei, że w październiku na prawie 200 zgonów mieszkańców Tarnowa, tylko 10 proc. z nich związanych było z zakażeniem koronawirusem. W listopadzie takich przypadków odnotowano 57. Głównymi przyczynami śmierci nadal pozostawały już dobrze znane choroby układu krążenia oraz nowotworowe.
Czy to znaczy, że na czas pandemii przypadło także więcej zachorowań na te dwie choroby? Informacji na ten temat brakuje, ale można się domyślać, że liczba ich była porównywalna do miesięcy i lat poprzednich, lecz o częstszej śmierci decydowały inne czynniki. Chodzi przede wszystkim o mocno ograniczony dostęp do opieki zdrowotnej, niedostatek działań profilaktycznych, spóźnione interwencje medyczne, obawy pacjentów przed pobytem w szpitalu z powodu obecności koronawirusa itp. Oczywiście, ta sytuacja dotyczy całego kraju.
Skala zgonów, o której mowa, dodatkowo pogorszy i tak już trudną sytuację demograficzną Tarnowa. Przeciętny wiek ludności miasta należy do najwyższych w Małopolsce, a Tarnów znajduje się w grupie tych ośrodków w kraju, w których tempo wyludniania jest wysokie. Jeśli w najbliższych latach te tendencje nie zostaną wyhamowane, miasto nad Białą przestanie być 100-tysięczne prędzej niż zakładał to Główny Urząd Statystyczny.
Czarny poniedziałek
Od kilku miesięcy umiera rekordowo duża liczba Polaków. W listopadzie wszystkie urzędy stanu cywilnego w kraju wydały o 22 tys. więcej aktów zgonów niż średnio w ostatnich pięciu latach. Jesienią zdarzały się miesiące, w których w ciągu doby tylko z powodu covidu-19 i chorób współistniejących umierało ponad pół tysiąca ludzi. To oznaczało, że każdego dnia z mapy kraju znikała wieś wielkości na przykład Bolesławia koło Dąbrowy Tarnowskiej. Inni zjawisko to porównywali do sytuacji, w której każdego dnia rozbijałby się wielki samolot pasażerski.
Dramatyczne wieści docierają także z USC w Tarnowie, a udostępnione nam informacje wykazują, że w listopadzie 2020 urząd wydał 423 akty zgonów, gdy rok temu 131. Dane te obejmują mieszkańców Tarnowa i gminy Tarnów oraz mieszkańców tych gmin, którzy leczeni byli w tarnowskich szpitalach, a także przebywali w tutejszych placówkach opiekuńczych.
– Szybki wzrost liczby zgonów rejestrowaliśmy po uruchomieniu w szpitalach oddziałów covidowych – mówi Beata Idziniak kierowniczka USC w Tarnowie. – O ile w poprzednich latach w ciągu tygodnia wydawaliśmy przeciętnie po około 40 aktów zgonu, to w listopadzie trafił się jeden poniedziałek, w którym trzeba było sporządzić 51 takich dokumentów.
W grudniu było pod tym względem bardziej optymistycznie. Tarnowski USC zarejestrował 227 przypadków śmierci, choć rok wcześniej też było ich wyraźnie mniej – 180.
Śmierć nie odpuści
Prof. Piotr Szukalski, ekspert demografii z Uniwersytetu Łódzkiego, w rozmowie z portalem Money.pl stwierdza: – Bez dokładnej analizy danych można tylko spekulować, ale wydaje się, że powody rosnącej umieralność w Polsce mogą być trzy. Po pierwsze, za wzrost odpowiadają ci, którzy umierają na COVID-19. Po drugie, trzeba też wprost powiedzieć, że Polaków umierających na COVID-19 jest więcej niż oficjalnie wiemy, bo nie każdy ma wykonany test. Nie wiemy przecież, ile np. zawałów wśród seniorów jest spowodowanych właśnie wirusem. (…) Widzimy najprawdopodobniej też pośrednie konsekwencje epidemii, czyli długie miesiące bez wizyt lekarskich, utrudniony dostęp do służby zdrowia i problemy z diagnozowaniem różnego rodzaju problemów zdrowotnych.
W Tarnowie i sąsiednich gminach, tak jak w innych rejonach w kraju, zaobserwowano też zwiększoną liczbę chorych, którzy zmarli w swoich domach, a nie w szpitalach.
Wielu ekspertów jest zdania, że gdy już opanujemy epidemię, choćby dzięki narodowemu programowi szczepień, statystyki śmiertelności w kraju będą niepokoić także w ciągu najbliższych lat. Znów odezwą się wszystkie skutki długotrwałej niewydolności systemu ochrony zdrowia i jego ograniczeń w czasie pandemii.























