Szpitalne oddziały ratunkowe na cenzurowanym

0
Szpitalne oddziały ratunkowe na cenzurowanym
SOR w Szpitalu im. św. Łukasza w Tarnowie jako jedyny w regionie tarnowskim przyjmuje pacjentów z ostrymi stanami neurologicznymi, neurochirurgicznymi, w tym z wielonarządowymi urazami będącymi wynikiem wypadków
REKLAMA

Tarnowska i krakowska prokuratura badają podobne sprawy związane z działalnością szpitalnych oddziałów ratunkowych. W Tarnowie zawiadomienie złożyła żona 51-latka, który po dwukrotnym pobycie w jednym ze szpitali, zmarł tuż po wyjściu ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. W Krakowie natomiast rodzina 84-latka twierdzi, że został on pozostawiony bez należytej opieki, co doprowadziło pacjenta do krytycznego stanu zdrowia.
Czujność wzmogły zespoły medyczne również w regionie tarnowskim, a parlamentarzyści obiecują interwencje. Skarg na działalność jednych z najbardziej newralgicznych oddziałów szpitalnych nie brakuje, choć tych oficjalnych jest mniej. Wszechobecną frustrację wywołuje zwłaszcza długi czas oczekiwania na kontakt z medykiem.

Tarnowski przypadek dotyczy mężczyzny, który skarżył się na bóle żołądka. – Z relacji żony wynika, że był on najpierw badany przez lekarzy dyżurujących w punkcie tzw. opieki całodobowej w Szpitalu im. E. Szczeklika w Tarnowie. Medycy uznali, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Gdy po zaledwie kilku dniach trafił na SOR w Szpitalu Wojewódzkim im. św. Łukasza w Tarnowie – gdyż bóle nadal się utrzymywały – wraz z żoną otrzymał wiadomość, iż czas oczekiwania na przyjęcie jest tak długi, że powinien wrócić do szpitala miejskiego. Wsiadając do karetki zasłabł, a jego stan znacznie się pogorszył. Mimo reanimacji, po 40 minutach, pacjent zmarł z powodu zawału serca. Zabezpieczyliśmy dokumentację medyczną z obydwu tarnowskich szpitali, a biegłych będziemy prosić o opinię w tej sprawie – relacjonuje prok. Mieczysław Sienicki, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.

W końcówce grudnia u pana Wiesława z Krakowa, który w przeszłości przeszedł trzy udary, wystąpiły mdłości i zawroty głowy, dlatego żona wezwała pogotowie. Medycy z zespołu wyjazdowego nie stwierdzili bezpośredniego zagrożenia życia, lecz zasugerowali konieczność wykonania tomografii komputerowej. Starszy mężczyzna został więc przewieziony do szpitala. Z relacji rodziny wynika, że pacjent przez 12 godzin był pozostawiony bez podstawowej opieki – nakrycia, nawodnienia i badań. Po interwencji żony i córki, personel szpitala miał próbować podać leżącemu mężczyźnie wodę bezpośrednio do ust, co z kolei spowodowało zakrztuszenie. Obecnie chory w stanie krytycznym przebywa na oddziale geriatrycznym. Szpital miał poinformować rodzinę, że wszystkiemu winien był natłok pacjentów. 

REKLAMA (2)
To tylko fragment tekstu…
temi
REKLAMA (3)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów.
Wykup nielimitowany dostęp BEZ REKLAM do wszystkich treści i wydań elektronicznych tygodnika TEMI.
Jesteś już subskrybentem? Zaloguj się

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze