To nie mój tata?

0
dna
Czy wiesz, że co ósme dziecko nie jest wychowywane przez swojego biologicznego ojca – tak reklamuje się jedno z polskich laboratoriów oferujących badania DNA w celu ustalenia ojcostwa. Kolejne podaje, że co dziesiąty, a jeszcze inne, że co dwunasty. Rozbieżność zapewne bierze się stąd, że w Polsce nie ma oficjalnych danych na ten temat, a slogan jest chwytliwy i laboratoria chętnie po niego sięgają
REKLAMA

Teściowa patrzy i nie widzi…
Czy wiesz, że co ósme dziecko nie jest wychowywane przez swojego biologicznego ojca – tak reklamuje się jedno z polskich laboratoriów oferujących badania DNA w celu ustalenia ojcostwa. Kolejne podaje, że co dziesiąty mężczyzna wychowuje nie swoje dziecko, a jeszcze inne, że co dwunasty. Ta rozbieżność zapewne bierze się stąd, że w Polsce nie ma żadnych oficjalnych danych na ten temat, jednak sam slogan jest chwytliwy i prywatne laboratoria chętnie po niego sięgają.
Da się jednak określić, jak często badanie DNA wyklucza czyjeś ojcostwo. Na przykład w Pracowni Genetycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wyniki około 20 procent testów wykluczają ojcostwo mężczyzn, którzy postanowili sprawdzić, czy dziecko jest ich.
Większość klientów to zaniepokojeni ojcowie. Często rozwód jest już w trakcie. Przy okazji usłyszeli po cichu od sąsiadów albo od żony w złości, że dziecko nie jest ich, i chcą to sprawdzić.
– Jak patrzę na zdjęcie syna zrobione w wieku przedszkolnym, to tak jakbym patrzył na siebie sprzed lat – mówi Mateusz. – Ja wątpliwości nigdy nie miałem, ale kolega dał się namówić na zrobienie badań DNA. Ktoś mu powiedział, że w razie wypadku będzie pewność co do dawcy. Okazało się, że dziecko jest jego, co było dla wszystkich oczywiste. Efekt jest taki, że żonę musi przepraszać do dzisiaj.
– Byliśmy razem kilka lat, potem się rozstaliśmy, a po kilku miesiącach postanowiliśmy do siebie wrócić. Wkrótce się okazało, że Ewa jest w ciąży – opowiada Piotr. – Cieszyłem się jak głupi, że wreszcie mamy happy end, ale gdzieś tam czułem niepokój. Urodził się syn, zrobiliśmy badania, okazało się, że nie jest mój. W tej przerwie, którą sobie zafundowaliśmy, Ewa była w przelotnym związku. Z tego co wiem, ojciec mało się dzieckiem interesuje. Ja odszedłem.
Janina przygląda się wnuczce niemal codziennie i nieustannie zastanawia, do kogo jest podobna. – Bo na pewno nie do mojego syna – mówi zdecydowanie. – Syn znalazł sobie żonę w Internecie, przyjechała spod Warszawy. Był szybki ślub i szybka ciąża. Ja mam poważne wątpliwości, czy to dziecko jest jego.
Jedno z laboratoriów badawczych sporządziło listę spraw rodzących konflikty, które można rozwiązać za pomocą badania DNA: ojciec chce wiedzieć, czy naprawdę nim jest; teściowa nie ufa młodej żonie lub partnerce syna; matka nie ma pewności, kto jest ojcem jej dziecka; dziadek spisujący testament postanawia sprawdzić, czy wszystkie wnuki są jego; mąż – pod presją rodziny nieakceptującej żony – udowadnia, że go nie zdradziła.

Wymaz, krew, cebulka, szczoteczka
– Losy ludzi są bardzo zagmatwane. Zazwyczaj wątpliwości ma ojciec. Co nie znaczy, że nie dzwonią do nas na przykład teściowe. Udzielam pełnej informacji, ale obejść się bez zainteresowanych nie da. Muszą wyrazić zgodę na pobranie materiału do badania, jeśli nie chcą tego zrobić, to teściowa nic nie wskóra – mówi Dorota Pałucka‑Krawczyk, kierowniczka Miejskiego Centrum Analitycznego w Tarnowie. – Tu nie tylko chodzi o małe dzieci, zdarza się, że staruszek bada dorosłego syna pod kątem ustalenia ojcostwa. W grę wchodzą różne sprawy, także te majątkowe, ale my o to nie pytamy.
W Tarnowie nikt nie wykonuje badań DNA. – Współpracujemy ze specjalistycznymi pracowniami w Katowicach, Warszawie i we Wrocławiu. Pobieramy materiał biologiczny między innymi na zlecenie sądów i przekazujemy go do jednego z laboratoriów. Bywa, że pacjenci, którzy zdecydują się na prywatne badania, nie chcą korzystać z naszych usług i wizytę u nas ograniczają do zakupu zestawu do samodzielnego pobrania próbek – tłumaczy szefowa tarnowskiego MCA. Taki pakiet kosztuje 77 złotych i zawiera między innymi komplet sterylnych szpatułek zakończonych wacikiem, jednorazowe rękawiczki, szczegółową instrukcję i formularze, które należy wypełnić i podpisać pod groźbą odpowiedzialności karnej.
– Wymaz pobiera się z wewnętrznej strony policzka, pocierając szpatułką lub szczoteczką. Jest jeszcze możliwość wykonania badań z mikrośladów, dlatego zdarza się, że ojcowie przynoszą na przykład smoczek, szczoteczkę do zębów, zakrwawioną chusteczką, którą przetarli kolano dziecka, gdy się przewróciło, albo włosy wyrwane z cebulkami. Rośnie liczba osób decydujących się na tego typu badania – potwierdza Dorota Pałucka‑Krawczyk.Rośnie też liczba prywatnych laboratoriów oferujących test na ojcostwo. Do testu potrzebne są próbki materiału genetycznego od dziecka i ojca – od matki niekoniecznie. Test daje stuprocentową pewność na wykluczenie ojcostwa. Ten na potwierdzenie ma gwarancję sięgającą 99,99 proc.Testy wykonywane prywatnie nie mają wartości dowodowej w postępowaniu sądowym, służą zaspokojeniu ciekawości. Ich cena zwykle mieści się w granicach 1 200 – 1 500 zł. Są też wyższe stawki, na przykład Pracownia Genetyczna Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego badanie wycenia na 1 750 zł, zaznaczając, że przy większej liczbie osób (powyżej trzech) kwota rośnie o 585 zł za każdą dodatkową osobę. Czas oczekiwania na wynik od momentu pobrania materiału to około 10 dni roboczych. Możliwe jest również ustalenie innych, odleglejszych rodzajów pokrewieństwa.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze