Polska się cywilizuje pod wieloma względami, ale mimo to każdego dnia do rzeczek, potoków, rowów i fos dostaje się zawartość z wielu szamb. Albo szamba się przelewają, albo bywają rozszczelnione, albo „tajnymi” rurami odprowadza się fekalia poza posesje, a potem nieczystości przenikają do wód podziemnych. Tak się dzieje nie tylko w małych miejscowościach pozbawionych kanalizacji, ale zdarza się również w Tarnowie.
– Jeszcze nie tak dawno w Tarnowie były całe dzielnice bez kanalizacji, a dziś miasto jest skanalizowane w 99 procentach – mówi Tadeusz Rzepecki, prezes spółki Tarnowskie Wodociągi. – Mimo to jeszcze ponad tysiąc domostw nie korzysta z sieci. Niektórzy właściciele gospodarstw mogliby od razu wpiąć się do miejskiej kanalizacji, lecz tego nie chcą uczynić. Jakieś 5‑6 lat temu w Krzyżu 40 proc. nieruchomości znajdowało się poza siecią, co trudno sobie wyobrazić w XXI wieku. Sytuacja jednak powoli się zmienia. W ciągu jednego kwartału 50 domów, spośród 300, które mają techniczne możliwości, podjęło decyzję o przyłączeniu się do sieci kanalizacyjnej.
Jedni za, drudzy przeciw
Skąd ten opór? Jedni bronią się przed kosztami przyłącza, uważając, że powinna je ponieść gmina, inni wolą, żeby wszystko zostało po staremu. Ci drudzy przejawiają dziwny strach przed rurą, którą popłynęłyby ścieki prosto do oczyszczalni.
– Jeśli ma się kilkuosobową rodzinę, drożej wychodzi wywozić nieczystości z szamba niż korzystać z kanalizacji. Ale drożej tylko wtedy, gdy rzeczywiście uczciwie opróżnia się zbiornik z pomocą firmy wywozowej, z którą ma się umowę. Jeśli ktoś kombinuje, wychodzi taniej – objaśnia jeden z mieszkańców Krzyża.W Krzyżu jest ciekawa sytuacja. Część mieszkańców wzbrania się przed kanalizacją, mimo że przebiega koło ich podwórka, inni gorliwie się jej domagają, ponieważ jest ciągle dla nich niedostępna. Dziesięć domów przy ul. Nowodąbrowskiej zabiega w Tarnowskich Wodociągach o jak najszybsze zbudowanie tu sieci, ponieważ szamba, z których muszą korzystać, są dla nich utrapieniem. Narzekają na smrodek pod oknami, zwłaszcza latem, i koszty wywozu nieczystości (120 zł za jeden beczkowóz). W staraniach wspierają ich radni. Tarnowskie Wodociągi odpowiadają, że są w stanie rozwiązać problem w ciągu najbliższych trzech lat.
Na razie spółka interesuje się przede wszystkim tymi, którzy przyłączy nie mają, a mogliby mieć. Straż miejska prowadzi kontrole, sprawdza, w jaki sposób i jak często wywożone są z posesji płynne nieczystości.
– Właściciele posesji są zobowiązani do przedstawienia rachunków za transport zawartości szamba do oczyszczalni ścieków – mówi Zofia Hebda ze Straży Miejskiej w Tarnowie. – Rzadko się zdarza, aby ktoś miał komplet rachunków za tę usługę. Najpierw wyjaśniamy, pouczamy, mandaty na początku nie są wysokie, zwykle 50‑złotowe. Ale jeśli właściciel posesji nadal nie stosuje się do zaleceń, kary mogą być wyższe, sięgać 200‑300 zł. Niektórzy odmawiają przyjęcia mandatu i sprawy trafiają do sądu. Strażnicy interweniują także doraźnie, gdy mieszkańcy dzwonią i podają adres, pod którym cuchnie fekaliami. Tak było ostatnio w Krzyżu i na ul. Azotowej.
O skali problemu w Tarnowie świadczy statystyka, którą dysponuje straż miejska. W ub. roku tylko z powodu uchybień w stosunku do przepisów dotyczących gospodarki ściekowo-wodnej strażnicy pouczyli 31 osób i wypisali 129 mandatów.
W pułapce
Zgodnie z unijną dyrektywą problem w skali całego kraju powinien być rozwiązany do końca 2015 roku – tzw. aglomeracje wodnościekowe muszą być w pełni skanalizowane. Jeśli tak się nie stanie, Polsce grożą wysokie kary, które – jak słychać – państwo chce przerzucić na gminy nienadążające z inwestycjami.
Wiele gmin nie zdąży na czas. Poza tym, jak już wiadomo, nawet tam, gdzie sieć jest gotowa, trudno przymusić wszystkich, aby zaczęli z niej korzystać. Teraz gminy usiłują uniknąć pułapki, którą same na siebie zastawiły. Wcześniej wyznaczały obszerne aglomeracje wodno-ściekowe, sądząc, że skuteczniej będzie można starać się o pomoc unijną na budowę sieci i oczyszczalni ścieków. Kiedy stało się oczywiste, że w dość krótkim czasie nie uda się wszystkiego skanalizować, niektóre samorządy pomniejszają granice aglomeracji, by łatwiej było sprostać zadaniu.























