Wiosna na tarnowskich bazarach

0
bazary
bazary
REKLAMA

Niewiele nacji w krajach UE, chyba tylko poza Włochami, może się równać z Polakami w przywiązaniu do kupowania na targach i bazarach. Jesteśmy zwolennikami chodzenia w takie miejsca, co częściowo wynika z tradycji lub doświadczeń z okresu przed transformacją ustrojową, kiedy place targowe umożliwiały dostęp do towarów nieosiągalnych w sklepach, zwłaszcza ubrań czy kosmetyków. Jednak obecne bazary nie przypominają swym wyglądem dawnych zaśmieconych czy zabłoconych targów, nowe obiekty są nowoczesne i w pełni zmodernizowane, co jeszcze bardziej przyciąga klientów.
W Tarnowie mamy kilka stałych targowisk: Burek oraz znajdującą się w pobliżu Halę Miejską i plac targowy przy ul. Łaziennej, a także przeniesioną do Chyszowa tzw. „Kapłanówkę”, czynną w piątki i niedziele, oraz niewielki placyk przy ul. Akacjowej w Mościcach. Są też targowiska znajdujące się na prywatnych działkach i będące w administrowaniu prywatnych osób, jak plac przy ul. Klikowskiej czy wyspecjalizowane giełdy: samochodowa, owocowo‑warzywna i kwiatowa.
Na miejskich targowiskach można kupić właściwie wszystko: kwiaty, ubrania, buty, torebki, dywany, meble, wiklinę, narzędzia, sprzęt AGD. Rzeczy nowe i używane, z gwarancją i bez. Oprócz warzyw i owoców oferowane jest mięso i wiejskie wędliny, rolnicy sprzedają jajka, sery, masło, śmietanę i mleko w butelkach. Kupcy handlują pod namiotami, na stoiskach i „pod chmurką”. Towar jest oferowany z ręki albo leży na stołach, łóżkach polowych, składanych stolikach, w skrzyniach i na ziemi.
Na tarnowskich bazarach nie prowadzono ostatnio żadnych większych inwestycji, bo nie było takiej potrzeby – Burek i plac targowy Chyszów zostały zmodernizowane niedawno i są w pełni przystosowane do prowadzenia handlu.
– Przeprowadzamy jedynie bieżące naprawy i remonty, jak malowanie czy poprawę elewacji. W ubiegłym roku ociepliliśmy część pawilonów w Hali Miejskiej, jest to stary obiekt, więc trzeba było także poprawić dach. Obecnie chcemy wyremontować murek tuż przy wejściu do hali – zaznacza Jacek Chrobak, dyrektor Targowisk Miejskich w Tarnowie.Zainteresowanych handlem na bazarach nie brakuje, najbardziej oblegane miejsca to Chyszów i Burek, gdzie można doliczyć się około 600 kupców, z czego zdecydowana większość to osoby handlujące tam na stałe. Oba targowiska są praktycznie w całości zajęte, tylko na placu Łaziennym znajdują się dwa wolne pawilony i jeden w Hali Miejskiej.Dyrektor Chrobak zapewnia, że opłaty pozostały bez zmian. Wiosenne i letnie miesiące są najlepsze nie tylko dla kupców, lecz również dla miasta, bowiem w maju z opłat targowych, czynszu i najmu wpływa do kasy miejskiej najwięcej pieniędzy. Magistrat do bazarów nie dopłaca, w minionym roku, po odliczeniu kosztów, zysk z handlowania na placach targowych wyniósł około 400 tysięcy złotych.
Największy ruch na tarnowskich targowiskach zaczyna się wraz z wiosną, zazwyczaj dwa tygodnie przed świętami wielkanocnymi. Kto tam kupuje?
– Każdy tarnowianin kiedyś tu trafi – zapewnia pan Paweł, handlujący na Burku już od kilku lat. – Pierwsi kupujący zjawiają się tuż przed siódmą, czasem nawet wcześniej. Najszybciej znika dobry towar o najniższej cenie, bo nasi klienci liczą pieniądze.
Jednak bazary nie zawsze przyciągają cenami, które czasem są wyższe nawet niż w dyskontach, ale trafiających na place tarnowian przekonuje dobra jakość, świeżość i oryginalny smak produktów.
– Pomidory kupuję tylko na Burku, bo mam tam stałego dostawcę spod Dębicy. W ubiegłym roku za kilogram małych pomidorków nadających się na domowe przeciery płaciłam tylko dwa złote. Nie wyobrażam sobie, bym większe ilości warzyw lub owoców kupowała w supermarkecie. Podobnie jest z jajkami, które przywozi na targ gospodyni spod Tarnowa, zawsze u niej kupuję, a czasem biorę też ser domowej roboty, masło czy śmietanę – chwali się pani Łucja. – Latem jest szansa, że kupowane tam owoce i warzywa pochodzą wprost od rolnika i zostały zebrane nawet tego samego dnia. Nasza rozmówczyni na bazarze kupuje też kwiaty do sadzenia na działce, wiosenne bazie do wazonu i wiejską wędlinę. – Mam znajomego, który w każdy czwartek chodzi do Hali Miejskiej po mięso. Musi jednak wstać dość wcześnie, bo im bliżej południa, tym lady coraz bardziej świecą pustkami – dodaje tarnowianka.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze