Waldemar Ptaśnik, przewodniczący „Solidarności” w zamkniętej Fabryce Maszyn w Tarnowie, martwi się podwójnie. Ważny jest los zakładu i załogi, ale dobrze wie, że jeśli fabryki nie uda się uratować, znajdzie się prywatnie w bardzo trudnej sytuacji. W FM zatrudniona była także jego żona. W przypadku, gdy nie uda się wznowić produkcji w zakładzie, oboje zostaną bez pracy.
– Takich przypadków jest więcej – mówi Waldemar Ptaśnik. – W naszej fabryce pracowały całe rodziny. Teraz one są najbardziej zagrożone brakiem jakichkolwiek środków do życia.
Wydawało się, że po tym, jak 12 sierpnia w Fabryce Maszyn została zatrzymana produkcja, końcem ub. miesiąca sąd – na wniosek właściciela – ogłosi upadłość likwidacyjną FM. Tak się nie stało z powodów formalnych; okazało się, że biuro rachunkowe z Krakowa, które zajmowało się księgowością zakładu, nie wykonało wymaganego bilansu finansowego, ponieważ znajdujący się w tarapatach zakład przestał biuru płacić za jego usługi.
– Sąd ustanowił tymczasowego nadzorcę, który do 23 września ma przygotować sprawozdanie finansowe zakładu – mówi Waldemar Ptaśnik. – Na razie znajdujemy się w zawieszeniu. Właściciel ogłosił przestój do 31 września, formalnie wciąż jesteśmy tu zatrudnieni, nie mamy świadectw pracy, urząd pracy nie może się nami zająć, są zaległości w opłacaniu składek w ZUS‑ie. Czekamy na ogłoszenie upadłości, bo tylko wtedy będziemy mogli dalej działać. Na szczęście zaległe pensje za maj i czerwiec mamy wypłacone, ale 10 sierpnia otrzymaliśmy za lipiec zaliczkowo tylko po 200 zł. Trudno z tego wyżyć.
Załoga zwróciła się do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, który funkcjonuje w celu ochrony pracowników przed utratą wynagrodzenia z powodu niewypłacalności pracodawców. Ze środków Funduszu można zaspokajać roszczenia załóg zakładów. Jeszcze nie wiadomo, jak zostanie załatwiony wniosek w tej sprawie załogi FM; na razie wracają z Krakowa dokumenty do kolejnego uzupełnienia.
Dramatyczne losy załoga Fabryki Maszyn przeżywa od roku. W lipcu 2012 zakład został nagle zamknięty przez ówczesnego właściciela, brytyjską firmę Colchester 600 Group. Nikt wcześniej nie wiedział o zamiarze Anglików. Już dwa miesiące później pojawiła się nadzieja – załoga powitała kwiatami nowego właściciela, Hermanna Weilera z Niemiec. Wkrótce okazało się jednak, że przeszkodą dla robienia przez niego interesów są przejęte po Anglikach długi. Nadzieja załamała się przed minionymi wakacjami; powoli stawało się jasne, że pętla długów coraz bardziej zaciska się i firma znajdzie się w ślepym zaułku. O bardzo trudnej sytuacji Hermann Weiler poinformował związki zawodowe i załogę, choć wcześniej wypowiadał się w tonie bardziej optymistycznym.
W ciągu roku FM wyprodukowała 120 obrabiarek i tokarek na potrzeby rynku niemieckiego, zapotrzebowanie zgłaszał też rynek krajowy, lecz nie było już możliwości podjęcia nowego wyzwania. Z powodu braku pieniędzy zaczynało brakować części potrzebnych do wytwarzania wyrobów finalnych. W końcu zabrakło nawet prądu, gdyż fabryka zalegała z opłatami.
– Uważamy, że zakład miał i nadal ma na rynku szanse, ponieważ jest popyt na to, co produkuje – podkreśla przewodniczący „Solidarności” w FM. – Gdyby nie długi po poprzednim właścicielu, losy fabryki i nasze byłyby prawdopodobnie inne.
Związkowcy poszukują dla FM nowego inwestora. Waldemar Ptaśnik rozmawiał w tej sprawie z Ryszardem Ścigałą, prezydentem Tarnowa, przed rozpoczęciem VI Forum Inwestycyjnego, na które zjechali przedstawiciele biznesu. Miasto obiecuje pomoc; o Fabryce Maszyn prezydent Tarnowa wspominał w czasie konferencji prasowej inaugurującej Forum.
– Chodzi o przyszłość nie tylko 180 ludzi, którzy tu byli zatrudnieni, i ich rodziny – mówią robotnicy z FM. – Chodzi także o licznych kooperantów, ale nawet o drobnych sklepikarzy, którzy prosperowali koło naszej fabryki i codziennie sprzedawali nam choćby serek i pieczywo. Dziś już nie mają tylu klientów…
W kwestii ogłoszenia upadłości sąd ma podjąć decyzję do 15 października.
Przy współpracy z eRachuba
























