Zwolnieni bez wypowiedzeń?

0
FMT
REKLAMA


Zaskoczony całą sytuacją jest zarząd Zakładów Mechanicznych, bo był zapewniany, że FMT będzie rozszerzać działalność. Do sądu nie wpłynął dotąd jednak wniosek o ogłoszenie upadłości firmy, a w wyjaśnienie sprawy zaangażowali się policjanci z wydziału zajmującego się przestępczością gospodarczą.
Tarnowskie Zakłady Mechaniczne za milion euro sprzedały niespełna dwa lata temu angielskiemu inwestorowi swój wydział zajmujący się przede wszystkim produkcją tokarek i szlifierek uniwersalnych, gdyż Bumar chciał, aby zakłady zrzeszone w tej grupie kapitałowej zajmowały się wyłącznie przemysłem zbrojeniowym. Powstała odrębna spółka, która dzierżawiła obiekty od ZM. Właściciel – UK 600 PLC, miał dążyć do wzmocnienia potencjału produkcyjnego znanych angielskich marek obrabiarkowych Colchester i Harrison. Połączenie firm o długoletnim doświadczeniu w branży obrabiarkowej miało przynieść obu stronom wiele korzyści, miała zostać poszerzona oferta tarnowskiej fabryki, m.in. poprzez montowanie w Tarnowie przecinarek taśmowych do metalu na bazie angielskiej technologii.
Początkowo rzeczywiście wszystko wskazywało na to, że firma będzie się rozwijać, bo zainwestowano w maszyny, przyjęto też do pracy nowe osoby. – Jeszcze wiosną tego roku można było być optymistą, gdyż zleceń przybywało. Można było sobie dorobić do pensji, pracując w nadgodzinach – opowiada jeden z pracowników FMT. – Ale w ostatnich tygodniach coś zaczęło się psuć. Zamówienia wprawdzie nadal były, ale brakowało materiałów, bo ponoć nie było ich za co kupić.
Zaniepokojona załoga domagała się spotkania z właścicielami; ludzie chcieli wiedzieć, co tak naprawdę w firmie się dzieje. Gdy kolejny raz ich postulaty pozostawiono bez odpowiedzi, część osób zaczęła strajkować. – Wtedy dopiero podjął z nami rozmowy Mike Berry, który upoważniony jest do prowadzenia w Polsce interesów angielskiej firmy – mówią pracownicy. – Uspokajał, że wkrótce pozyskamy inwestora i sytuacja się unormuje, a my dostaniemy podwyżki i będą zwiększać zatrudnienie. Nazwa firmy, która miała wykupić udziały w naszej fabryce nigdy nie padła, ale krążyły głosy, że będzie to inwestor z Niemiec.
W miniony czwartek praca normalnie odbywała się na dwie zmiany, a w piątek rano pracownicy nie zostali już wpuszczeni do fabryki. Niespodziewanie wzmocniona została ochrona obiektu, a na bramie wisiała kartka podpisana przez Mike’a Berry’ego. Informował, że potencjalny inwestor nie zamierza inwestować w FMT w jej obecnej formie, a ponieważ tarnowska spółka jest niewypłacalna, powinien być bezzwłocznie złożony wniosek o ogłoszenie upadłości. „Czas i pieniądz się wyczerpały – czytano z niedowierzaniem. – Wynagrodzenia należne do zapłaty w tym tygodniu zostały wypłacone w normalnym trybie. Wszelkie inne kwoty należne pracownikom są priorytetem, a ich wypłata nastąpi w momencie sprzedaży majątku FMT.”
Ludzie byli zszokowani. Przerażenie widoczne było zwłaszcza na twarzach tych, którzy tutaj przepracowali trzydzieści i więcej lat, a takich osób jest sporo. – Z dnia na dzień dowiadujemy się, że jesteśmy bez pracy. Na dodatek nikt nam nawet nie wręczył wypowiedzeń – oburzał się Waldemar Ptasznik.
Członkowie zarządu nie odbierali telefonów, niemożliwy był także kontakt z dyrektorem generalnym FMT Mariuszem Koziołem. Wzburzenie potęgowała informacja, że w nocy część już zmontowanych i będących w montażu obrabiarek została wywieziona. Pracownicy przed bramą swego zakładu sami sporządzili listę obecności, aby był dowód na gotowość podjęcia pracy. Postanowili też zorganizować całodobowe dyżury, aby nie została wywieziona reszta znajdującego się wewnątrz majątku.
– Przecież w świetle prawa nadal jesteśmy pracownikami tej fabryki – przekonuje związkowiec Krzysztof Kozioł. – Zgodnie z wiadomością z kartki w fabryce mamy się zjawić 20 sierpnia. Po co? Nikt z nas nie wie.
W wydanym oświadczeniu zarząd Zakładów Mechanicznych podał, że nie ma pojęcia, dlaczego zamknięto FMT. „Od listopada 2010 roku jest ona całkowicie niezależnym podmiotem gospodarczym – napisano. – Do tej pory nie docierały do nas żadne sygnały o problemach ani tarnowskiej fabryki, ani jej angielskiego właściciela. Co więcej, we wszystkich kontaktach z właścicielem padały stałe deklaracje, że będzie nadal działać, a nawet rozszerzać swoją działalność. W chwili obecnej staramy się rozpoznać sytuację”.
Przewodniczący „Solidarności” w Zakładach Mechanicznych Henryk Łabędź powiedział nam, że pracownicy będą mogli liczyć nie tylko na pomoc ze strony związku, ale także prezesa „Mechanicznych”, Krzysztofa Jagiełły. Już zatrudniony został prawnik, który pilnować ma interesów załogi, rozpoczęto starania, aby Powiatowy Urząd Pracy mógł natychmiast zaoferować bezpłatne szkolenia w celu przekwalifikowania niektórych osób, gdyby doszło do upadłości fabryki. – O całej sprawie powiadomiona została też policja, bo nie może być tak, aby w czołowym kraju europejskim działy się takie rzeczy. To skandal i jeśli polskie organy ścigania nie zareagują z całą stanowczością, to Polska będzie się cofać a nie rozwijać – uważa przewodniczący.
Robert Kozak, p.o. rzecznika prasowego tarnowskiej policji, potwierdził, że czynności wyjaśniające prowadzą policjanci z wydziału zajmującego się przestępczością gospodarczą. – Na oficjalne ustalenia trzeba będzie trochę poczekać, bo sprawa jest skomplikowana i wielowątkowa – usłyszeliśmy.
Do poniedziałku do tarnowskiego sądu nie wpłynął wniosek o ogłoszenie upadłości zatrudniającej blisko 250 osób Fabryki Maszyn Tarnów.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze