W Tarnowie i powiecie tarnowskim sprawa nie budzi aż tak dużych emocji może dlatego, że odsetek zaszczepionych dzieci przekracza 90 procent.
O inicjatywie uchwałodawczej „Szczepimy, bo myślimy” stało się głośno, gdy sejm skierował do dwóch komisji – zdrowia oraz polityki społecznej i rodziny – obywatelski projekt nowelizacji ustawy przewidujący likwidację obowiązku szczepień ochronnych albo inaczej – wprowadzenie dobrowolności w tym zakresie. – Główny Inspektor Sanitarny słusznie zauważył, że zwiększająca się liczba nieszczepionych dzieci w całej Polsce może doprowadzić do wybuchu epidemii – mówi Elżbieta Poproch kierująca Sekcją Nadzoru Epidemiologii w Powiatowej Stacji Sanitarno‑Epidemiologicznej w Tarnowie. – Prosimy, namawiamy, uświadamiamy, wysyłamy do rodziców pisma, informujemy, jakie są konsekwencje decyzji o nieszczepieniu dzieci, a tych dzieci odnotowaliśmy 110. Mamy również zgłoszonych 186 opornych rodziców, którzy nie szczepią dzieci – każdego oddzielnie, bo zarówno matka ma prawo do decydowania, jak i ojciec. Czasem dochodzi do takich sytuacji, gdy ojciec wyraża zgodę, więc nie prowadzimy wobec niego postępowania, a matka się nie zgadza. W efekcie dziecko nie może być zaszczepione, bo wymaga to zgody obojga rodziców.
W tym roku w 21 przypadkach – gdy upomnienia nie przyniosły żadnego skutku – tarnowski sanepid skierował sprawy do Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie celem nałożenia kary grzywny. W stosunku do dwóch rodziców postępowanie zawieszono, ponieważ dostarczyli dokumentację medyczną wydaną przez lekarza konsultanta o przeciwwskazaniach.
Obecnie przedszkola i żłobki nie mają prawa żądać informacji o szczepieniach oraz uzależniać przyjęcia dziecka od szczepień. – Nie mamy dzieci niezaszczepionych – twierdzi Ewa Brzeska, dyrektorka Zespołu Żłobków w Tarnowie, skupiającego sześć tego typu placówek. – Rodzice informują nas, jakie dziecko przebyło choroby, czy było zaszczepione i przeciwko czemu. To są bardzo małe dzieci i gdyby nagle coś się wydarzyło, taka wiedza może okazać się niezbędna. Informacje zbieramy dla dobra dziecka, ale jeśli rodzic coś zatai, to nie mamy na to wpływu. Każdy ma świadomość, w jakim celu takie dane nam podaje. Przyznaje, że czasem odbiera telefony z pytaniem o możliwość przyjęcia do żłobka dziecka nieszczepionego. Odpowiedź jest jedna – tak. Prywatnie jest zwolenniczką szczepień, ale czy uczyniłaby z nich kryterium obowiązujące przy naborze? – Nie. Mamy na tyle miejsc, że każde dziecko zostanie przyjęte – odpowiada.
Podobnego zdania jest Marta Koziara, dyrektorka tarnowskiego przedszkola nr 33. Opowiada się za szczepieniami, jednak uczynienie z nich dodatkowego kryterium przy rekrutacji budzi jej wątpliwości. – To byłby rodzaj dyskryminacji dziecka – mówi. – Trzeba edukować i uświadamiać rodziców. My o szczepienia nie pytamy. Natomiast rodzic ma obowiązek przyprowadzić do przedszkola zdrowe dziecko. Różne jest podejście do szczepionek, ta dyskusja cały czas trwa, pewnie przewija się w prywatnych rozmowach, ale nie przełożyła się na nasze przedszkole.
Tymczasem Naczelna Rada Lekarska już rok temu apelowała o podjęcie prac legislacyjnych zmierzających do wprowadzenia obowiązku przedstawienia przed przyjęciem do żłobka, przedszkola oraz szkoły zaświadczenia potwierdzającego wykonanie u dziecka szczepień obowiązkowych. – Obowiązek taki chroniłby zdrowie dzieci, które zostały poddane szczepieniom – ograniczając ich kontakt z osobami niezaszczepionymi – a także stanowiłby dodatkowy bodziec do poddania szczepieniom dzieci dotychczas niezaszczepione – tłumaczono.
Żłobki i przedszkola tylko dla zaszczepionych dzieci?
REKLAMA
REKLAMA
























