– W poprzednich latach bywało, że w ciągu lata wystarczyło dwa razy skosić trawę, teraz mamy trzeci pokos, a może się skończyć na pięciu. Często padają deszcze, jest ciepło, trawa szybko idzie do góry i trzeba działać – mówi Janusz Galas, prezes MZB.
W MZB trawa porasta na powierzchni 95 tys. metrów kw., nie licząc obszarów wspólnot mieszkaniowych. Dwukrotne skoszenie to wydatek 57 tys. zł, pięciokrotne jest o 36 tys. droższe.
W tym roku w całym Tarnowie charakterystyczny ryk silników, w które wyposażone są kosiarki mechaniczne, rozlega się znacznie częściej. W wielu miejscach używa się nawet koszących traktorów. Trawa jest tak wysoka, że bez cięższego sprzętu na większych powierzchniach trudno byłoby się z nią uporać.
W MZB – podobnie jak gdzie indziej – firmy, które się tym zajmują, wyłania się w drodze przetargu, płaci się za skoszenie każdego metra kwadratowego. W Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej opłata jest zryczałtowana, dlatego gdy trawa rośnie szybciej, panuje spokój. To już ryzyko firmy, która podpisała umowę. Mieszkańcy osiedli TSM często jednak narzekają, że firma nie nadąża z robotą. Trawa jest szybsza od ekipy kosiarzy. Przepisowo jest tak, że gdy źdźbło, nadziemna część rośliny, osiągnie 15 cm wysokości, powinni pojawić się ludzie ze sprzętem.
– Nie jesteśmy zadowoleni z dotychczasowych usług – przyznaje Zbigniew Sipiora, prezes TSM. – Ale w czasie przetargu okazało się, że oferty innych firm są dwa razy droższe. To by oznaczało dla mieszkańców, że będą musieli ponosić wyższe opłaty, czego chcemy uniknąć tak długo, jak jest to możliwe.
W przypadku TSM obszary zielone podlegające koszeniu mają łączną powierzchnię 44 hektarów. W ciągu miesiąca firmie, która wykonuje tę usługę, spółdzielnia płaci 43,8 tys. zł. Ale w cenie tej jest także utrzymanie zimowe.
– Zimą w ostatnich latach trochę tracimy. Opłata jest ta sama, ale kiedy nie ma zbyt dużo śniegu, firma nie ma roboty. Wtedy płacimy za nic – dodaje prezes Sipiora.
Przy tym systemie opłat spółdzielnia zimą traci, jeśli nie trzeba odśnieżać i posypywać piaskiem, a latem, jeśli jest szczególny urodzaj na trawy i chwasty, zyskuje.
Setki tysięcy złotych na podobne usługi co roku przeznacza Spółdzielnia Mieszkaniowa „Jaskółka”. Tam również trwa ostre koszenie.
– Trudno jednak przesądzać, że tak będzie przez całe lato – zaznacza Roman Kusek, prezes „Jaskółki” – W ubiegłym roku, gdy na początku lata dość często padało, kosiarki musiały pojawiać się częściej, ale potem nadeszła długotrwała susza. Trawy masowo usychały.
W przeszłości mieszkańcy rzadziej zwracali uwagę na porastające wysoką trawą tereny. Teraz, gdy przybywa alergików, zwłaszcza wśród najmłodszych, problem traktowany jest poważniej. Względy estetyczne także stają się istotne. Kiedy trawy wyrosną zbyt wysoko i długo nie znikają, wielu lokatorów interweniuje w administracji.
Problemem pojawia się, gdy sprawa dotyczy właścicieli prywatnych posesji. Nie ma przepisów, które by wprost nakazywały właścicielom koszenie należącego do niego terenu. Tylko w przypadku wielkiego bałaganu, który by tam panował, można zastosować przepisy porządkowe.
– Do tej pory, gdy zwracaliśmy uwagę właścicielom, że zachodzi konieczność skoszenia trawy, odnosiło to pozytywny skutek. W tej sprawie możemy posługiwać się tylko perswazją – podkreśla Krzysztof Tomasik, komendant Straży Miejskiej w Tarnowie.
Złotówki „idą w trawę”
REKLAMA
REKLAMA
























