Wybory samorządowe, które odbędą się za nieco ponad miesiąc, jak każde wybory w demokratycznym państwie (a Polska od 15 października jest już państwem demokratycznym) są bardzo ważne. Nie tylko dla społeczności, wspólnot lokalnych, bardzo wielu środowisk i instytucji, ale oczywiście dla odradzającej się demokratycznej Polski. Chodzi o zadanie klęski pisowskiemu reżimowi. Nie ma nic ważniejszego dla Polski, niż zabezpieczenie przed recydywą nacjonalizmu, powrotem autorytarnego, mściwego reżimu. W PiS-ie narastają procesy destrukcji i rozkładu, które już kilka razy w tej partii wystąpiły. Z pisowskiego pnia wyrastało w przeszłości wiele partyjek, których liderami byli Ziobro, Kurski, Bielan, Polaczek, Sellin itp., ale oni wszyscy po krótkim okresie działalności pokornie wracali do Kaczyńskiego (niektórzy, jak Kurski, w obrzydliwie lizusowskim stylu). Czy tym razem będzie podobnie, zależy między innymi od rezultatu wyborów samorządowych oraz od ukarania pisowskich przestępców, odebrania im istotnej części zrabowanych pieniędzy i ujawnienia skali korupcji, nepotyzmu i innych nadużyć, za które odpowiedzialna jest „dobra zmiana”? Istotne jest też, aby wybory samorządowe nie stały się okazją do kłótni w Koalicji 15 października. Trwają z oczywistych względów wzruszające wysiłki pisowców, aby uniknąć kary. Do tego przywykliśmy, ale byłoby fatalnie, gdyby w imię ambicji i małostkowych interesów zaprzepaszczona została wartość, jaką jest sojusz, który odniósł historyczne zwycięstwo, odsuwając Kaczyńskiego i jego skorumpowaną klikę od władzy.
Oczywiście każda partia może wysuwać własnych kandydatów i proponować listy wyborcze, powinna jednak pamiętać, że wrogiem są nacjonaliści, którzy mogli zafundować przedłużenie swoich makabrycznych rządów na trzecią i dalsze kadencje. Jeszcze tak niedawno większość komentatorów i polityków przedstawiała za najbardziej prawdopodobny, ponury scenariusz, że PiS nie odda władzy, sfałszuje wyniki wyborów, użyje siły, że Kaczyńskiego nie da się obalić, że koniec wolności… Z taką łatwością wielu polityków zapomina o tym, przed jakim koszmarem udało się obronić kraj, bawi się w programową niezłomność i wierność zasadom kosztem wolnej Polski. Pisowcy nie mają takich zahamowań, dla nich jak zawsze będzie się liczyła skuteczność i władza. Długa lista groteskowych kandydatów w rodzaju Tobiasza Bocheńskiego w Warszawie, Boguckiego w Szczecinie, Łukasza Schreibera w Bydgoszczy itd. jest potwierdzeniem tego, że nie mają dobrych kandydatów, że szykuje się ciężka klęska. Nie ułatwiajmy im zadania poprzez wzajemne kłótnie i złośliwości, jak to ma miejsce np. w przypadku ataków na Rafała Trzaskowskiego.
Nasze zwycięstwo zależy w znacznym stopniu od zdolności do likwidacji pisowskich reliktów i przynajmniej wstępnego ukarania najbardziej skompromitowanych orłów „dobrej zmiany”. Do tego należy pozbawić immunitetu kilka symboli reżimu, jak: Macierewicz, Kaczyński, Kamiński, Wąsik, Ziobro itp., przynajmniej poprzez odebranie immunitetu. Wydaje mi się, że prokuratorzy wolnej Polski mają dość argumentów i woli działania, aby przynajmniej wezwać na przesłuchanie ludzi będących symbolami nieuzasadnionego wzbogacenia, jak: Obajtek, Kurski, Sadurska, Rydzyk, Rachoń, Jasiński, Pawłowicz, Przyłębska, Piotrowicz, Janina Goss itp. Należy poprzez wezwanie na przesłuchanie kilku specjalistów od tuszowania pedofilii i skandali obyczajowych, jak kościelni dygnitarze: Dziwisz, Głódź, Skworc, Kaszak itp., wysłać czytelny sygnał, że skończyły się czasy bezkarności przestępców krzywdzących dzieci i hańbiących przykazanie miłości bliźniego. Nie podzielam też opinii, że takie działania mogą obrócić się przeciwko koalicji. Przeciwnie, zaszkodzić nam mogą symetryści, pożyteczni idioci oraz nasza niezdolność do ukarania pisowskich przestępców. Podzielam opinię redaktora Mariusz Janickiego: „Tusk odniósł sukces, bo wzbudził wreszcie prawdziwy entuzjazm, zyskał gorących zwolenników, z czym Platforma przez całe lata miała problem; głosowano na nią, jak kiedyś na Unię Wolności, jak na mniejsze zło. Lider PO nie wygrałby władzy dla koalicji 15 października, gdyby nie rozbudowane w internecie sieci sympatyków, wielkie poruszenie prodemokratycznej publiczności, która chce skutecznego przywrócenia standardów praworządnego ustroju, a więc wartości, które długo traktowano jako nieprzydatną wyborczo „zgraną melodię”. Oni wciąż pilnują Tuska, który nie chce ich zawieźć, bo dzięki swoim zobowiązaniom dostał ich głosy. Dlatego czas ustępstw i wyrozumiałości dla Kaczyńskiego minął”. (M. Janicki, „Mit pojednania”, „Polityka” 31.01.–6.02.2024 r.). Pisowcy mówiąc o spokoju, kompromisie, pojednaniu, przekazują mniej więcej coś takiego: zostawcie rozliczenia, nasze pałace, konta na Kajmanach, działki kupione od biskupów, wille i łupy, co nakradliśmy, to nasze. W domyśle – teraz to wy możecie kraść. Polsce potrzeba spokoju, zwłaszcza w obliczu sytuacji na Wschodzie. Przecież wszyscy jesteśmy Polakami, jak kiedyś – rodak z rodakiem zawsze się porozumieją. Zrobiliśmy tyle dobrego w sferze socjalnej, wzajemna mściwość i wrogość do niczego nie prowadzą, chcemy pojednania, czyli zaniechania rozliczeń i żadnej zemsty. Porozumiejmy się. Takie „porozumienie” na warunkach PiS-u, oznaczające bezkarność dla przestępców, byłoby katastrofą i sygnałem wysłanym do nacjonalistów na całym świecie, zwłaszcza w Europie, że w Polsce nic się nie zmieniło, że nacjonalizm jest niezniszczalny. A moim zdaniem zmieniło się wszystko, nacjonalizm to najgorsze zło naszych czasów, jak kiedyś komunizm, faszyzm i narodowy socjalizm, także wyrosłe z nacjonalizmu. Jesteśmy wzorem dla zrzucających ciężar nacjonalistycznego kłamstwa i nienawiści narodów Europy. Budzą się Węgrzy i być może w końcu upadnie odrażający reżim Orbana. Fala nacjonalizmu nie zaleje Europy – to już dużo.
Pisowcy jak mogą, tak podsycają rolnicze protesty. Ich media nieustannie szczują i napuszczają rolników na wolną Polskę. Te protesty są między innymi efektem ośmiu lat bezczynności pisowskiego reżimu. Atakowanie rządu Donalda Tuska i wywoływanie ulicznych burd jest bezczelnością, albowiem organizatorzy tych burd pomylili adresy. Powinni palić opony i rozrzucać obornik przed lokalami PiS-u, najlepiej na Nowogrodzkiej i pod domem Kaczyńskiego. Protesty i gesty wrogości wobec walczącej – także o naszą wolność – Ukrainy to działanie na rzecz Putina, przez niego inspirowane i podsycane. Natychmiast do tych wrogich wobec Polski i całego Zachodu działań włączyła się Konfederacja, to oczywiste, a także plugawiąca swoją piękną nazwę Solidarność. Do wytrwałości wezwał „dzielnych rolników” p. Morawiecki, bo liczy, że uda mu się odwrócić wynik wyborów? Dla byłego premiera nie liczy się dobro Polski, polegające na umacnianiu sojuszu z Ukrainą, tylko dorwanie się do władzy za każdą cenę. Ten apel oznaczający poparcie dla postulatu zamknięcia granicy z Ukrainą, która prowadzi krwawą wojnę także w naszej obronie, to jeszcze jeden przykład podłej, zdradzieckiej i proputinowskiej polityki PiS-u. Za chwilę pomagier PiS, p. Piotr Duda, zorganizuje strajk albo palenie opon pod Sejmem; Kaczyński, Putin, Orban, Macierewicz zacierają ręce. Ale ta pisowska recydywa nie zakończy się sukcesem. Społeczeństwo w ogromnej większości doskonale wie, kto jest inspiratorem tych awantur i o co w nich chodzi. Oczywiście problemy rolnictwa są realne, ale realne są też problemy innych bankrutujących zakładów pracy, upadających przedsiębiorstw, ludzi będących w trudnych warunkach, którzy pobrali kredyty itp. Nie przypominam sobie, by wychodzili na ulice, palili opony i blokowali drogi, urządzali „marsze na Warszawę” i apelowali do Putina, aby „zrobił porządek”. Zupełnie jak kiedyś targowica do carycy Katarzyny II. Realne problemy należy rozwiązywać poprzez rozmowy i argumenty, ale nie widzę powodu, aby ustępować przed kolaborantami upadłego reżimu. Sojusznicy Putina i Kaczyńskiego nie pokonają wolnej Polski.




















