O własne nogi (i to od dłuższego czasu) plączą się pisowscy mężowie stanu. Ostatnio doszli do tego stopnia krętactwa, kłamstwa i hipokryzji, że chyba sami nie bardzo wiedzą, czego chcą zarówno w kwestii unijnych funduszy odbudowy, jak i stosunków z Unią Europejską. Pan Duda z charakterystyczną miną męża stanu (mniej więcej Napoleona po bitwie pod Austerlitz) powiedział „zawetuję”. Chodziło o ustawę sądową, która miała zakwestionować jego niepodważalne prawo narodowego przywódcy do nominowania sędziów, a już największym policzkiem i zbrodnią oraz obrazą majestatu byłoby odwołanie jego nominowanych neosędziów. W związku z tym nie podpisał ustawy o sędziach, czym wpisał się w scenariusz Ziobry i sprzeciwił się p. Morawieckiemu, który za w/w ustawą głosował. Nie chcąc jednak działać jako sojusznik niepopularnego Ziobry, ustami jednego ze swoich ministrów (nie widzę powodu, aby wymieniać tu jakieś nazwiska) ogłosił, że nie popiera stanowiska Ziobry, chociaż Ziobro p. Dudzie podziękował. Dla jeszcze większego ośmieszenia ludzi, którzy dorwali się do rządzenia Polską, za wypowiedzi podważające politykę i działania p. Morawieckiego mającego do dyspozycji tylko mikrofon (jak trafnie zauważył niedawno Donald Tusk), wyżej wymieniony posiadacz mikrofonu publicznie uroczyście podziękował grupie Ziobry za ich czyny polegające na zwalczaniu stanowiska PiS-u. Trzeba przyznać, że stopień skłócenia, ośmieszenia i skomplikowania całego środowiska tzw. dobrej zmiany jest potężny. W dodatku wodzowie tej grupy na ogół wzajemnie się nienawidzą, nie rozmawiają ze sobą i nie bardzo wiadomo do czego dążą, z wyjątkiem jednego, niekwestionowanego i absolutnie fundamentalnego celu – utrzymania się przy władzy i dalszego czerpania z tego osobistych i grupowych korzyści.
Skierowanie przez p. Dudę ustawy o sądownictwie do tzw. Trybunału Konstytucyjnego oznacza z pewnością przedłużenie procesu przyznawania Polsce unijnych funduszy, ale grozi różnymi nieoczekiwanymi i przedłużającymi ten proces konsekwencjami. Cały tzw. TK jest gruntownie skłócony, ponieważ część wchodzących w jego skład neosędziów nie uznaje p. Przyłębskiej jako przewodniczącej i uważa, że TK nie ma w tej chwili przewodniczącego. To może oznaczać np., że na zwołane przez p. Przyłębską posiedzenie nie przyjdą nieuznający p. Przyłębskiej sędziowie (a musi orzekać pełny skład, czyli 11 na 15 osób) i żadne posiedzenie TK nie może się odbyć. Z pewnością za to podziękuje sędziom Ziobro, a może też Morawiecki, który już zdążył podziękować Dudzie za wnikliwe pochylenie się nad doniosłą ustawą. Cały partyjno-rządowy kabaret pod nazwą PiS organizuje fundusze unijne dla Polski w taki sposób, że doprowadzi w najlepszym wypadku do przedłużenia ich otrzymania przez Polskę, a być może do dalszej zwłoki, i dopiero upadek tego reżimu oznaczać będzie definitywne i korzystne dla naszego kraju zamknięcie sprawy. Ta nieoczekiwana apoteoza TK p. Przyłębskiej zderzyła się ze znanymi wątpliwościami Unii co do prawomocności, niezależności i praworządności w/w TK. O przedstawionych wątpliwościach ma się wypowiedzieć TSUE, a zwłaszcza na temat znanego orzeczenia, że prawo krajowe ma w Polsce pierwszeństwo przed prawem unijnym, co jest nonsensem i ma służyć wyłącznie podsycaniu nacjonalizmu i łamaniu praworządności w naszym kraju. Okazuje się, że pisowski reżim jest absolutnie niezdolny do zapewnienia Polsce unijnych funduszy, co czyni go nieodpowiedzialnym i niezdolnym do sprawowania władzy dla dobra obywateli i rozwoju kraju, a nie wyłącznie dla tych, którym udało dorwać się do rządów.
Wydaje się, że zapowiedzi wielkiej rosyjskiej ofensywy na Ukrainie są mocno przesadzone.
„6 lutego do ataku na miasto Wuhłedar rzucono kolumnę pancerną 155. Brygady Piechoty Morskiej. Czołgi T-72 i bojowe wozy piechoty BMP-2 oraz transportery opancerzone. Pojazdy poruszały się po płaskim terenie. Jechały po śmierć. (…) Rosjanie tracą podczas potyczki 13 czołgów i kilkanaście wozów bojowych piechoty. Według natowskich standardów takie straty oznaczają spisanie ze stanu połowy batalionu. (…) Świeżo wzięci do niewoli Rosjanie mówią, że poziom strat wzrósł. Podczas bitwy 9 lutego brygada miała stracić kilkuset żołnierzy, a wśród zabitych byli też jej dowódcy. Jeńcy relacjonują, że brygadę uzupełnia się ludźmi z mobilizacji lub marynarzami, którzy służyli na okrętach. Jedni i drudzy nie mają pojęcia o walce piechoty. Mimo to wysyła się ich do ataku… Zdaniem Ukraińców Rosjanie rozpoczęli już szturmy na pięciu odcinkach frontu w Donbasie. Zamierzają zdobyć Bachmut, Wuhledar i odepchnąć Ukraińców za rzekę Żerebiec. Ale nigdzie nie zgromadzili dostatecznych sił, by przełamać ukraińskie linie. Trudno więc mówić o ofensywie. Jednocześnie rosyjska armia notuje najwyższe straty od czerwca i lipca ub. roku”. (Bartosz T. Wieliński, „Rosjanie ponoszą największe straty od lata zeszłego roku. Ponad 800 ludzi dziennie”, „Gazeta Wyborcza”, 14. 02. 2023 r., internet).
Jak widać na podstawie wielu sygnałów, nie zanosi się na poważną ofensywę rosyjską, która mogłaby zmienić sytuację na froncie. Raczej oczekuje się wiosennej ofensywy ukraińskiej, zależnej od dostaw ciężkiego zachodniego sprzętu wojskowego, który stopniowo nadchodzi. Jak wszystkie analogie nie przedstawiają one dokładnie rzeczywistości, ale oddają pewien jej fragment. Gdyby obecnie doszło do wielkiej ofensywy rosyjskiej byłaby ona czymś w rodzaju niemieckiej ofensywy w Ardenach w grudniu 1944. Ofensywa ta – chociaż przez moment podniosła morale Niemców – doprowadziła do ich wcześniejszej klęski w i tak przegranej wojnie. Była o tyle niedorzeczna, że wyczerpała większość rezerw i bardzo skróciła dalszy opór. Podobny może być efekt obecnego lokalnego natarcia wykrwawiającego wojska rosyjskie, posyłane przez Putina na rzeź, aby uzyskać efekt polityczny i propagandowy. Nawet posyłanie dzieciaków i starców na front bardzo przypomina mobilizację Volkssturmu i propagandowe występy Goebbelsa wiosną 1945 roku. Widocznie dyktatury nawet w fazie rozkładu i upadku zachowują się podobnie, także pod względem popełnianych nonsensów, okrucieństw i zbrodni. Trafnie podsumował reżimowe wygibasy i sam projekt ustawy Tomasz Jastrun: „Projekt ustawy niekonsultowany z nikim okazuje się bublem, Duda go blokuje, gdyż uraża on jego ambicje. W PiS już nic nie trzyma się kupy, wszyscy walczą ze wszystkimi, na co patrzymy z nadzieją, że w nowym roku szlag ich trafi.” („Zaćma”, „Przegląd” z dn. 27.12.–1.01.2023 r.).
Do Polski przyjeżdża prezydent Joe Biden i od razu zaczyna się pisowski jazgot i ofensywa kłamstwa, jak zwykle, gdy nadarza się okazja, aby coś dla siebie ugrać. Pisowcy powtarzają w szczujni i gdziekolwiek mają okazję – a razem z nimi symetryści – że to przyjazd do pisowskiego reżimu, do nich; że głównym i jedynym celem jest rozmowa z pisowskimi „przywódcami”. W kolejce ustawiają się Duda, Morawiecki, Błaszczak, sami wybitni stratedzy, napoleońscy marszałkowie, geniusze woli, czynu, oręża i intelektu. Właściwie już zdążyli obrzydzić nam tę wizytę poprzez swoje natręctwo i gruboskórność. Przecież to p. Duda jako jeden z ostatnich pogratulował prezydentowi Bidenowi zwycięstwa w wyborach (gdyby dziś prezydentem był Trump, być może Putin urzędowałby w Kijowie, a USA nie należałoby do NATO – przecież America first). Do zachowania warszawskiego reżimu w obliczu wizyty prezydenta Trumpa znakomicie pasuje bajka Ignacego Krasickiego: „Mnie to kadzą – rzekł hardzie do swego rodzeństwa siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa…”
Napaść Putina na Ukrainę jest może trochę mniejszym niż masakrowanie uciekinierów na granicy przez reżim Łukaszenki, ale także „politycznym złotem”, pozwala na wymachiwanie flagą i podbijanie nacjonalistycznego bębenka. Myślę, że prezydent Biden zdając sobie sprawę, jaki reżim rządzi w Polsce, będzie dziękował nie p. Dudzie, ale polskiemu społeczeństwu, bo to przecież najpierw zwykli ludzie, potem samorządy ruszyły na pomoc ukraińskim uchodźcom, a dopiero na końcu obudził się reżim. Dobrze pamiętam sceny na dworcach, przepychanki wojewodów z samorządowcami. Na razie trwa spektakl prężenia muskułów i wykorzystywanie wizyty dla propagandy PiS-u. Wygląda to trochę tak, jakby to PiS a nie Ukraina była głównym uczestnikiem wojny. Najważniejsze, że tej wojny (przynajmniej takie są dane ważnych zachodnich analityków) Putin wygrać nie może i zostają mu tylko negocjacje na warunkach ukraińskich, albo klęska na froncie.
I jeszcze miły drobiazg – jeden z „mózgów” Orlenu i Obajtka, mec. Mataczyński, współwłaściciel pracującej dla Orlenu kancelarii SMM Legal w taki oto sposób rekomenduje do pracy w Orlenie i Lotosie ludzi Obajtkowi: „Marek Podstawa odpada, bo był w 2012 – 2016 za czasów PO”, „Wojciech Heydel… mogę krwią poręczyć za jego uczciwość, bo to mój przyjaciel”, „dodaję na końcu, że to Żyd z pochodzenia, jego żona to aktywna działaczka Fundacji Bronisława Geremka”, „sam go wybrałem, budując w Radzie Nadzorczej koalicję przeciwko Tuskowi”. (Wojciech Czuchnowski, „Maile Obajtka. Jak prawnik Orlenu doradzał prezesowi w obsadzie stanowisk”, „Gazeta Wyborcza”, 16.02.2023 r., internet). Trzeba przyznać, że wzruszający jest ten obraz awansu i robienia karier w państwie PiS-u. Na pytanie, czy za to doradztwo personalne p. Obajtek płacił z własnej kieszeni, prezes Orlenu nie odpowiedział. Dlatego, żeby tak dłużej nie było, oni muszą odejść.




















