
Cech Rzemiosł Różnych. Jak bardzo różnych? Co zostało, a czego już nie ma… Do 1989 roku każdy, kto prowadził działalność rzemieślniczą, musiał być zrzeszony w cechu. W tym okresie w rejestrze figurowało 1 980 zakładów reprezentujących 22 branże. Obecnie, gdy nie ma już obowiązku przynależności, liczba ta spadła do… 180 firm funkcjonujących na terenie miasta i powiatu tarnowskiego.Brak zapotrzebowania na niektóre usługi oraz rozwój technologii spowodowały, że wiele profesji straciło rację bytu. Marek Horniak wertuje cechową księgę z 1987 roku, z zapisów wówczas poczynionych wynika, że jeszcze niespełna 30 lat temu w Tarnowie i okolicy działały zakłady zajmujące się rymarstwem, dziewiarstwem na drutach, czapnictwem, hafciarstwem, kilimiarstwem, cholewkarstwem i gorseciarstwem. Prawie 50 zakładów zajmowało się maglowaniem bielizny.
Było szewstwo miarowe i szewstwo naprawkowe.Dzisiaj wielu rzeczy już się nie naprawia, tylko wyrzuca i kupuje nowe. Krótkie życie przedmiotów przestało nas dziwić. Kto będzie naprawiał starą kanapę skoro nowa kosztuje tyle, co obicie starej? Przyzwyczailiśmy się do jednorazowych torebek i kubków, a nawet tanich, wystarczających na jeden sezon ubrań i butów. – Kiedyś działały w Tarnowie punkty repasacji pończoch. Repasacja, zwana także podnoszeniem oczek, to było żmudne zajęcie. Zajmowały się tym panie, które miały wydzielone kąciki w sklepach odzieżowych czy galanteryjno‑pasmanteryjnych. Przy stoliku z lampką ręcznie naprawiały pończochy, skarpety i rajstopy. W rejestrze z 1987 roku figuruje również zakład naprawy zapalniczek i długopisów. Kto dzisiaj naprawia długopisy – pyta retorycznie Hornik.
Jeden z zakładów prowadził naprawę naciągów rakiet tenisowych (przynoszono tam m.in. rakietki do popularnego wtedy badmintona), a cztery zajmowały się „mechaniką maszyn biurowych”. – Ręczne maszyny do pisania i liczenia to już zabytek – wzdycha nasz rozmówca. „Ważenie osób” – pod taką nazwą wpisano do cechowego zeszytu firmę, do której należała automatyczna waga usytuowana na placu Sobieskiego. – To było urządzenia na owe czasy bardzo nowoczesne, wrzucało się monetę i stawało na wadze, chętnych nie brakowało. Wcześniej ważeniem zajmowała się pani, która miała swoje stanowisko w sąsiedztwie kawiarni „Tatrzańska” i dysponowała wagą lekarską – opowiada kierownik tarnowskiego cechu.
Działała wytwórnia pantofli i trepów, wytwórnie mioteł były dwie w Jodłówce Tuchowskiej i Zbylitowskiej Górze. Miejscowa wytwórnia napojów chłodzących produkowała wody stołowe i sodowe oraz słodzone napoje typu oranżada i lemoniada na zaprawach owocowych i koncentratach. – Mieliśmy też na naszym terenie kilka wytwórni szkła, a szlifierni szkła ozdobnego i kryształów było prawie 40. Kto tylko wyjeżdżał za granicę, upychał w walizce kryształy, bo można było zrobić na nich dobry interes. Zainteresowanie młodzieży tym zawodem było tak duże, że dostanie się na praktykę graniczyło z cudem. Dzisiaj nikt nawet nie pyta…
Najliczniejszą reprezentację miała jednak w Tarnowie i sąsiednich gminach branża budowlana i branże pokrewne. Kilkanaście wytwórni produkowało listwy i parkiety. Pracy nikomu nie brakowało, bo w latach 80. drewniane boazerie przeżywały szczyt popularności. Prawie 40 zakładów zajmowało się stolarstwem meblowym, a ponad 60 stolarstwem budowlanym, samych zakładów murarskich było około 200, a ciesielskich 14. – Teraz dobrego cieśli ze świecą szukać, młodzież nie garnie się do tego zawodu, choć praca jest – ubolewa Marek Horniak. – Szewstwo też jest zagrożone, nie ma uczniów. Kaletnik, introligator, rymarz, kuśnierz, konwisarz, bednarz – to dla wielu młodych ludzi słowa – zagadki.























