Zorganizowana Grupa Przestępcza (ZGP) to oczywiście PiS. Nie ja jestem autorem tego określenia, lecz wybitny prawnik oraz obrońca wolności i demokracji w Polsce, prof. Wojciech Sadurski. O sobie mogę powiedzieć jedynie, że jestem entuzjastą tego trafnego, bardzo precyzyjnego określenia, stosowanego w kodeksie karnym, i sam bardzo chętnie oraz często go używam. Warto może przypomnieć, że za to określenie PiS wytoczyło profesorowi Sadurskiemu proces, który przegrało, a to oznacza, że można tak szajkę Kaczyńskiego nazywać.
Nowy rok nie oznacza nowego sezonu politycznego ani generalnie niczego nowego w polskiej polityce. Trwa od wielu lat pisowska inwazja na Polskę, wymieniona wyżej ZGP przez osiem lat okupowała nasz kraj, traktując ten teren jako swój obszar eksploatacji i wyzysku, źródło bogacenia się i budowania fortun. Wiele krajów ma u siebie mafię, natomiast Polska była jednym z tych, które były w posiadaniu mafii, na której czele stoi Kaczyński. Jego celem jest odzyskanie władzy i powrót do status quo ante, czyli czerpania korzyści, jakie daje sprawowanie niekontrolowanej władzy. Tym razem mafia ma być całkowicie, totalnie bezkarna, korupcja pełna, a jej władza niezagrożona. Kaczyński ma nie tylko nieukrywany, ale demonstrowany i nieustannie ogłaszany na wszystkie strony zamiar „ukarania” wszystkich, którzy ośmielili się dokonać świętokradczego czynu polegającego na krytykowaniu i wreszcie obaleniu jego rządów. Nieustannie słyszymy pogróżki, na ile lat więzienia (często ma to być więzienie dożywotnie) skazany zostanie sam Donald Tusk i oczywiście jego ministrowie, posłowie Koalicji 15 Października, generalnie ludzie niepopierający PiS-u. Straszeni są posłowie z komisji śledczych, którzy przesłuchują skorumpowanych pisowskich przestępców, ministrowie, którzy podejmują niekorzystne dla pisowskiego reżimu decyzje. Ostatnio pisowcy grożą i złorzeczą ministrowi Domańskiemu, który odmawia wypłacenia PiS-owi nieuzasadnionych pieniędzy z nienależnej dotacji za wybory, które były pokazem bezczelnego wydawania na partyjne cele budżetowych funduszy. Opór wobec pisowskiej fali kłamstwa i nienawiści jest najlepszym, najbardziej skutecznym gestem patriotyzmu. Nie wolno się ich bać.
Nie wydaje się, aby pisowscy stratedzy i sam zbawca narodu wymyślili cokolwiek nowego. Będziemy mieli do czynienia z jeszcze większym nasileniem kłamstw, podłości, oszczerstw i totalnych bredni w każdym obszarze. Jak trafnie zauważył wybitny obserwator życia społeczeństwa Stanisław Lem – tego, co jeden idiota nabredzi, nawet czterdziestu mędrców nie naprawi. Zasadnicze wyzwanie, przed którym stoi Polska, to właśnie naprawienie tego, co naszkodził rządzący Polską przez osiem lat Kaczyński. To wykorzystanie zwycięstwa 15 października i nie dopuszczenie do pisowskiej recydywy. Do tej recydywy dąży Kaczyński, walczy on i podpala Polskę, aby dalej korzystać z jej zasobów i możliwości, jakie daje dorwanie się do władzy w dużym europejskim państwie – to jasne, ale także walczy o utrzymanie władzy w samym PiS-ie.
Działania pisowców zmierzają do utrzymania zamontowanych w systemie politycznym mechanizmów, pozwalających zachować im pewne obszary, powiększać je i uniemożliwiać, blokować, utrudniać reformowanie państwa. Te obszary to kancelaria p. Dudy, NBP, IPN, KRS, będące przechowalniami pisowców (kilka przykładów: Beata Kępa, Jerzy Kropiwnicki, Kaczmarska, Soboń, Dera, Rzepecki itp.), poumieszczani w wielu miejscach prokuratorzy, sędziowie, różnego typu urzędnicy w spółkach skarbu państwa, cała masa różnej rangi funkcjonariuszy, pisowskie samorządy. Ale przede wszystkim to blokowanie poprzez niemożność zmian ustawowych z powodu weta p. Dudy poważnych reform, zwłaszcza w wymiarze sprawiedliwości i w zasadzie każdej potrzebnej dla Polski ustawy. PiS prowadzi grę na czas, liczy na jakąś pomoc Trumpa, ale tu może się pomylić. Liczy także na rozpad Unii, falę nacjonalizmu na świecie, kryzys gospodarczy, Putina i Orbana. Na wszystko, co podłe, najgorsze i najbardziej niebezpieczne dla Polski. I o to dokładnie chodzi PiS. „Strategia partii po utracie władzy od początku nastawiona jest na generowanie maksymalnego ‘chaosu semantycznego’ – jak kiedyś nazwali to Jarosław Kuliś i Katarzyna Wigura – mającego zdezorientować opinię publiczną w sprawie tego, kto tu właściwie łamie zasady praworządności i powinien być rozliczany. PiS wszystkie próby przywrócenia praworządności czy elementarnych standardów demokratycznego państwa prawa portretuje jako akty bezprawia. Tę narrację pomagają uwiarygodnić partii ciągle kontrolowany przez jej nominatów Trybunał Konstytucyjny… PiS przez swoją celową destrukcję norm praworządności, połączoną z ofensywą dezinformacji, manipulacji i zwykłego odwracania kota ogonem, zatopił nas w błocie sięgającym nie po kolana, nie po szyję, ale do poziomu ust i nosa. Lider PiS powinien za to odpowiedzieć przed sądem… (…) rozliczenie PiS jest w interesie społecznym. Państwo prawa musi być zdolne pociągnąć do odpowiedzialności także najwyższych państwowych urzędników. Jeśli ekscesy PiS pozostaną bezkarne, będzie to miało głęboko demoralizujący efekt. Stanie się zachętą do korupcji dla całej klasy politycznej i kolejnym czynnikiem zniechęcającym zwykłych obywateli do polityki jako jednego wielkiego bagna, w którym wszyscy są równo umoczeni” (Jakub Majmurek, „Rozliczenie rozliczeń, „Polityka”, 11-17.12.2024 r.).
ZGP coraz wyraźniej opowiada się po stronie Putina, polexitu, nacjonalizmu i populizmu. Otwarcie za popieraniem Rosji i walką z „brukselską szmatą” opowiada się p. Pawłowicz. Pod hasłem polexitu demonstrował pisowski kandydat Nawrocki, a wzorem dla p. Czarnka jest pomagier Putina, Orban. Trwająca już od pewnego czasu kampania wyborcza nie pozostawia wątpliwości. Dla zwolenników PiS wszystko jest jasne, celem wyborów jest przywrócenie ZGP do władzy. Wszystko inne jest wtórne i nieistotne. To po naszej stronie jak zawsze są wątpliwości, które zgłaszają wszelkiego typu symetryści, którym tak naprawdę chodzi o władzę dla Kaczyńskiego. Bo czegoś nie załatwili, najczęściej tu wymienia się młodzież albo rolników, bo zawiedli, bo zrobili coś za szybko albo za wolno. Do tej kategorii zaliczam też wybitnych intelektualistów i politycznych statystów, którzy w swojej mądrości dochodzą do wniosku, że w drugiej turze należy się „wstrzymać od głosu, bo nie ma na kogo głosować”. To jest oddanie głosu na kandydata PiS i taki był przypadek Magdaleny Biejat w wyborach w 2015 roku. „Lapidarnie ujęła to użytkowniczka X Sybi pisząc: „Pisowski elektorat zagłosuje choćby na kawałek drewna, byle by był wystawiony przez PiS. A my? No cóż. Podzieleni, zmęczeni, wybrzydzający”. Tradycyjne marudzenie skupi się na Trzaskowskim, że za bardzo lewicowy albo liberalny, platformiany, elitarny, antykościelny, wielkomiejski, odklejony, sterowany itd.” (Mariusz Janicki, „Panicz i bokser”, „Polityka”, 4-19.12.2024 r.). Oczywiście bardzo wiele może się zdarzyć i z pewnością się zdarzy, ale moim zdaniem główne zarysy, podziały i niebezpieczeństwa związane z nadchodzącymi wyborami są już z grubsza zarysowane.
Zdumiewająca jest coraz bardziej widoczna bezradność demokratycznych polityków i wybitnych przecież prawników i intelektualistów w obliczu narastającego kryzysu praworządności, odnoszącego się zwłaszcza do stwierdzenia ważności wyborów prezydenckich. O ile już raczej przesądzone jest, że PiS nie otrzyma pieniędzy, o czym przesądziło trafne i dowcipne stwierdzenie Donalda Tuska: pieniędzy nie ma i nie będzie (w domyśle dla PiS), o tyle jest w najwyższym stopniu niejasne, kto ma decydować o ważności wyborów i odpowiadać na ewentualne skargi powyborcze. O ile strona demokratyczna uzna wynik wyborów (bo przyzwoitość ma w swoim politycznym DNA), o tyle pisowcy jeśli przegrają, a na to się zanosi, stwierdzą, że wybory zostały sfałszowane, tu znakomitym pretekstem może być nieprzyznanie dotacji. Pojawi się zasadnicze pytanie, kto ma stwierdzić, jaki jest rezultat wyborów i kto jest prezydentem? Wydaje mi się, że ten problem należy rozstrzygnąć już teraz i połączyć z przywróceniem praworządności. Czyli unieważnić to wszystko, co Duda na życzenie Kaczyńskiego wyprawiał z Konstytucją, sądami, prokuraturami i systemem praworządności. Tego się nie da zrobić poprzez ustawę, bo zawetuje ją Duda, tylko poprzez bezpośrednie odwołanie się i stosowanie Konstytucji. Nie ma żadnego TK, następcy p. Przyłębskiej (w budynku, w którym urzęduje p. Święczkowski należy po prostu wyłączyć światło, a ślusarz powinien na wszelki wypadek zmienić zamki). Rozwiązać ten cały KRS, odwołać skorumpowanych, politycznie dyspozycyjnych ziobrowych prokuratorów i generalnie zakończyć dziwaczny okres dwuwładzy w polskich sądach. Niech się Kaczyński wydziera, niech Duda wygłasza z tą swoją miną Duce swoje uwagi, niech pisowcy grożą, ale nie warto się na nich oglądać, a w żadnym wypadku nie można się ich bać. Oni są przegrani i jeśli tego nie doprowadzimy do końca, to się odwiną jak Trump albo żmija z bajki la Fontaine o chłopie i żmii.




















