To był ponury, podły dzień, jeden z gorszych w najnowszej historii Polski. Człowiek o paskudnym życiorysie i jeszcze paskudniejszych znajomościach w świecie kibolsko-przestępczym, przyjaciel ludzi z wytatuowaną podobizną Adolfa Hitlera na klatce piersiowej, został przez tchórzliwego marszałka Sejmu zaprzysiężony na wysoki urząd prezydenta RP. Po stronie nacjonalistycznej, w środowisku kiboli, antysemitów, szowinistów PiS i Konfederacji, a także tego wszystkiego, co symbolizują sobą Kaczyński, Rydzyk, Braun, Mentzen itp. panuje euforia. Robią to, co zawsze w podobnej sytuacji i co umieją najlepiej – prezentują nienawiść, obrażanie przeciwników, przekonanie, że za chwilę zrealizują swoje zamiary dorwania się do publicznych pieniędzy. Swoją obłudną twarz pokazał polski Kościół, udostępniając nacjonalistom i populistom miejsca drogie i święte dla wszystkich katolików, a nie tylko nacjonalistów. Nie przeszkadza czcigodnym ojcom biskupom kibolska i sutenerska przeszłość, kłamstwa i oszczerstwa wypowiadane w trakcie kampanii, oszukańcze wyłudzenie mieszkania i zapowiedź zimnej wojny domowej, którą pod hasłami narodowymi i religijnymi zaczął prowadzić Batyr. Dla agresywnego bohatera w/w spektaklu głównym wrogiem jest rząd Donalda Tuska i oczywiście sam Donald Tusk, a zaprzysiężony właśnie, triumfujący przyjaciel Wielkiego Bu przystępuje do zaplanowanego obalenia znienawidzonego rządu i dorwania się kliki Kaczyńskiego do łupienia Polski i porachunków. Odwet, nawet specjalnie nieukrywany w inauguracyjnym wystąpieniu – kiedy z natury rzeczy podkreśla się raczej elementy koncyliacyjne i łagodzące – będzie istotą tej haniebnej prezydentury. Odwetem przepełniona była niewielka grupa zwolenników Batyra, bucząca i przerywająca Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, który należy chyba do najbardziej umiarkowanych polityków koalicji 15 października. I pełne odwetu były wrzaski radości na widok pisowskich propagandystów nazywanych niesłusznie dziennikarzami, np. Rachonia, budzącego entuzjazm pisowców.
Zemsta Kaczyńskiego, Batyra, Macierewicza itd. to „…powstanie czegoś w rodzaju rady stanu, która uchwali specjalne regulacje na wzór ‘norymberskich’, gdzie będzie rozliczenie tych, którzy dzisiaj rozliczają… dopiero Kaczyński pokaże obozowi demokratycznemu, jak się robi rozliczenia… pojawia się już bez żadnego ograniczenia antysemityzm, do dyskusji przenika ewidentny rasizm… do tego dochodzi kult siły, prostej tężyzny fizycznej, specyficzna bezceremonialność w relacjach międzyludzkich, bezwzględny społeczny darwinizm. Wartością staje się łamanie reguł przyzwoitości… Zemsta PiS na Tusku, jego ekipie i koalicjantach, cokolwiek by o nich sądzić, to także odwet na wszystkich wyborcach antyPiSu, zmiecenie nadziei z października 2023” (Mariusz Janicki, „Plan zemsty”, „Polityka”, 16-22.07.2025 r.).
Nie miejmy złudzeń, rozpoczął się etap brutalnej konfrontacji obozu wolności z obozem kłamstwa, nienawiści, odwetu i zniewolenia. Na szczęście wiemy, z czym mamy do czynienia, a przewidywana i zapowiadana konfrontacja zaczęła się już pierwszego dnia. I znowu jej ciężar bierze na siebie Donald Tusk. Nic też dziwnego, że on skupia na sobie większą część ładunku nienawiści pisowskiej szajki. Śmiesznie wyglądają jakieś napominania i popiskiwania ze strony bpa Galbasa czy niektórych hierarchów o tym, że trzeba pamiętać także o wszystkich. Czy ktoś taki jak przyjaciel gdańskich lumpów i kiboli w ogóle jest w stanie zrozumieć, o co chodzi. On myśli, że jest już władcą Polski i teraz on decyduje o wszystkim.
Tak komentował występ prezydenta premier: „Chyba dość szczerze mówił o konfrontacji z rządem i na to jesteśmy gotowi. Mówiąc krótko, to nie pierwszy raz, kiedy jako premier słucham wystąpienia prezydenta, w którym bardzo widać taką chęć posiadania kompetencji, jakie w polskim systemie politycznym ma premier i rząd. Tu konstytucja jest jednoznaczna. Mam nadzieję, że ten buńczuczny i konfrontacyjny ton nie będzie miał praktycznych konsekwencji, ale jeżeli będzie, to będziemy twardo stać jako strażnicy konstytucji i reguł, jakie obowiązują w naszym państwie…”. Dodał, że kiedy nowo zaprzysiężony prezydent wspominał, iż nie podoba mu się prokuratura w ławach Prawa i Sprawiedliwości wybuchły oklaski – „Nie dziwię się, że PiS-owi zależy na tym, żeby pan Nawrocki jakoś skutecznie paraliżował pracę prokuratury. Ale chcę powiedzieć niedoczekanie”. Premier zaapelował też do tej części wyborców, którą reprezentuje, aby nie poddawać się zwątpieniu i rezygnacji, i przypomniał, że sytuacja Polski już nie raz była bardzo trudna, a jednak te dramatyczne trudności mijały. Wszystko zależy od naszej woli, siły i zdecydowania. Całe wystąpienie premiera, właściwie jedyne optymistyczne przesłanie w tym ponurym dniu, było przepełnione zdecydowaniem do przeciwstawienia się nacjonalistycznej recydywie i temu wszystkiemu, co zapowiada obóz Batyra.
Wchodzimy w ostre stadium konfrontacji i nie miejmy najmniejszych złudzeń. Sytuacja Polski jest pod względem zagrożeń i klimatu politycznego podobna do innych tragicznych rozdziałów naszej najnowszej historii. Istnieje pewne odniesienie do pamiętnych słów premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego, wypowiedzianych w pierwszych godzinach 1 września 1939 roku – A więc wojna. I to samo odpowiadamy teraz pisowskiemu obozowi i stającemu na jego czele nacjonaliście. Wolność i demokracja nieraz były w naszych dziejach zagrożone przez potężne siły zewnętrzne i ich rodzimych zdrajców. Tak było w dniach bolszewickiej inwazji w 1920 roku, niemieckiej okupacji i ponurych latach stalinowskiego terroru, który skończył się w wyniku oporu społeczeństwa i wewnętrznych przemian w 1956 roku, która to data niesłusznie jest zapomniana i przemilczana. Dla mnie najtragiczniejszym dniem był chyba 23 października 1971 roku, gdy sprzedajny komunistyczny sędzia Ryszard Bodecki, ten sam co skazywał Jacka Kuronia, Karola Modzelewskiego i zdaje się Adama Michnika, odczytał mi wyrok 7 lat więzienia. Myślałem wtedy, że to koniec wszelkich marzeń, że albo zginę w więzieniach, albo muszę uciekać za granicę, bo w Polsce nie czeka mnie już nic. Jak bardzo się myliłem. Zawsze wolność i demokracja zwyciężały i tak będzie tym razem, nie pokona Polski nacjonalizm i populizm, tak jak nie pokonał jej komunizm.
„Cała zwycięska kampania 2023 r. opierała się na odrzuceniu PiS jako formacji autorytarnej, łamiącej konstytucję, wrogiej wobec niezależnego sądownictwa i mediów, skorumpowanej, szczującej, antyeuropejskiej itd. – inaczej mówiąc ‘nienegocjowalnej’. Hołownia podważył wiarygodność tej narracji, najgłębszy sens demokratycznej koalicji” (Jerzy Baczyński, „Czerwone linie”, „Polityka”, 16-22.07.2025 r.). Dlatego musimy odrzucić absurdalne opinie, że w tej sytuacji najlepiej nie iść na wybory, bo one już niczego nie zmienią. Narzucić przeciwnikom narrację beznadziei i klęski, przekonać ich o własnej potędze i nieuchronnym zwycięstwie to podstawowy element strategii systemów autorytarnych. A właśnie do walki z autorytaryzmem przystępuje obóz wolności i demokracji. Zorganizowane przez pisowców (niewielkie zresztą) demonstracje, owacje na cześć Batyra, wrzaski i ataki na politycznych przeciwników, cały ten cyrk z przemarszem przez miasto z uroczą małżonką, żołnierze, konie, mundury, ponury spektakl siły obozu arogancji i korupcji miał na celu przestraszyć i zniechęcić do oporu i przeciwstawiania się Batyrowi. Tak było w czasach PRL, gdy władza organizowała masowe imprezy, pochody, akademie, pokazy siły mające sprawiać wrażenie, że opór jest beznadziejny, że wobec takiego entuzjazmu i poparcia tylko ktoś ograniczony i niespełna rozumu może sprzeciwiać się rządzącym. Stąd ta zapiekła, nieprzytomna nienawiść obozu pisowskiego do Tuska, ponieważ już jego pierwsze wypowiedzi dowodzą, że w najmniejszym stopniu nie robią na nim wrażenia buńczuczne zapowiedzi i zaklęcia opętanych nienawiścią i chciwością. „PiS liczy na nastroje defetystyczne w części obozu rządzącego. I na zajęcze serca tych polityków, którzy zamiast codziennego brania się za bary z problemami, zaczęli już pakować plecaki ewakuacyjne. Z nich już nic nie będzie” (Jerzy Domański, „Odesłać zajęcze serca”, „Przegląd”, 21-27.07.2025r.).
Nie bać się i nie wierzyć w ich kłamstwa, bo kłamstwo i nienawiść nie stają się prawdą, nawet jeśli wzrosło w siłę, nawet jeśli uznali je inni. Kolejny rozdział walki o wolność się właśnie zaczął. Niech żyje Polska.




















