Tusk broni od dłuższego czasu Polski przed nacjonalistycznym zagrożeniem, a rocznica wygranych przez obóz wolności i demokracji wyborów parlamentarnych jest dobrą okazją do analizy sytuacji i podsumowania tego, co dzieje się w Polsce i wokół Polski.
W mediach mamy do czynienia z wielką liczbą analiz i komentarzy, w znakomitej większości uderzająco podobnych, często banalnych, zawsze bardzo krytycznych, przede wszystkim krytykujących Koalicję 15 Października i personalnie przywódcę tej koalicji, premiera Donalda Tuska.
W ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z fałszowaniem rzeczywistości. Otwarte spotkanie premiera w Piotrkowie, będące wielką owacją na cześć Donalda Tuska, próbowały zakłócić trzy agresywne osoby tendencyjnie nastawione. Przedstawiano to tak, jakby ten najpewniej pisowski desant był najważniejszym uczestnikiem wydarzeń, jakby nic ważniejszego nie było. Zabrakło komentarza, że na spotkaniu z Kaczyńskim takie osoby są niewpuszczane, wyrzucane, znieważane lub bite. Z jakąś niepojętą zajadłością i satysfakcją dziennikarze komentatorzy, a także poważni politolodzy zajmują się atakowaniem obozu politycznego, który wygrał wybory z nacjonalistami i odsunął od władzy Kaczyńskiego oraz PiS – partię populistyczną, skorumpowaną, skrajnie zdemoralizowaną i niszczącą nasz kraj. Szczególnie zajadle atakowany jest premier i to nie tylko przez nacjonalistyczną szczujnię.
Na skutek szeregu czasami mniej lub bardziej przypadkowych okoliczności przez osiem lat PiS sprawowało samodzielne rządy i doskonale pamiętam przeważające opinie, że po ośmiu latach samodzielnych rządów Kaczyńskiego nastąpi „domknięcie” systemu, czyli utrwalenie monopartyjnego reżimu na wzór węgierski. System Kaczyńskiego sprowadzał się do władzy jednej partii, uzależnionej od Kaczyńskiego grupy lizusów, którzy rozmontowali system demokracji parlamentarnej, uczynili z Sejmu maszynkę do głosowania, a cała władza znalazła się w rękach czegoś w rodzaju dawnego biura politycznego, w którym istotne decyzje podejmował zdumiewająco mściwy, małostkowy wódz narodu, nazywany ironicznie „jarozbawem.” System ten opierał się na mechanizmie korupcyjnym, w którym Kaczyński zezwalał swoim zwolennikom (w zależności od hierarchii, im wyżej stojących i bardziej użytecznych) więcej kraść, zapewniając im poprzez dyspozycyjne prokuratury, policję polityczną, czyli CBA, i częściowo sądy, całkowitą bezkarność. W zamian żądał posłuszeństwa i służalczości. Ten system utrwalał się poprzez dyspozycyjne media uprawiające prymitywną propagandą oraz stopniowe podporządkowanie PiS-owi, czyli praktycznie Kaczyńskiemu, bardzo wielu państwowych instytucji. Reżim cieszył się bezwarunkowym poparciem Kościoła, a episkopat zajmował się umacnianiem reżimu i korzystaniem z gigantycznych (głównie materialnych) przywilejów. Symboliczne stało się uczynienie z Jasnej Góry (kiedyś duchowej stolicy Polski) tzw. brunatnej góry goszczącej kryptonazistów, nacjonalistów, wrogów wolności. Polska stawała się oligarchią bardzo podobną do Węgier Orbana i wydawało się, że nie leży w możliwości społeczeństwa przywrócenie w drodze wyborów systemu parlamentarnej demokracji. Dla ludzi, którzy walczyli o wolność w czasach dyktatury, i którzy budowali podstawy demokratycznej Polski po 1989 roku, była to tragedia, bo okazało się, że mimo obalenia komunizmu wraca autorytaryzm, tym razem w nacjonalistycznym wydaniu, wprawdzie bez jaskrawych przypadków stosowania przemocy, ale coraz bardziej podobny do tzw. późnego PRL-u.
Dlatego to, co stało się 15 października 2023 roku, było bardzo ważnym, radosnym wydarzeniem w najnowszej historii. Nacjonaliści zostali pokonani, Polska odetchnęła, przywrócono podstawy demokracji, wróciła radosna atmosfera początku lat dziewięćdziesiątych, atmosfera wolności i nadziei. Mimo pisowskiej błazenady w wydaniu p. Dudy, który powołał dwutygodniowy „rząd” Morawieckiego, zajmujący się głównie zabezpieczaniem pisowskich łupów oraz obroną złodziei i betonowaniem pisowskich struktur. „Rząd” ten upadł i władzę objęła zwycięska Koalicja 15 Października, premierem został Donald Tusk, któremu w decydującym stopniu Polska zawdzięcza odzyskanie demokracji i wolności. Jego objazd całego kraju, setki spotkań i wieców, wyczucie nastrojów oraz mordercza kampania wyborcza, jaką prowadził, zakończyły się triumfem obozu wolności. Tak jak odzyskanie niepodległości w 1918 roku było kamieniem milowym najnowszej historii, a następnie bezkrwawe, w drodze wewnętrznego porozumienia, odbudowanie demokracji w 1989 roku, tak w 2023 odsunięty od władzy został autorytarny, nacjonalistyczny reżim, który niszczył naszą niepodległość i wolność. Nie ma w Polsce innego niż Donald Tusk polityka, który byłby w stanie pokonać nacjonalistów, i nadal tylko on jest w stanie nie dopuścić do nacjonalistycznej recydywy. Stąd bierze się ta bezprzykładna, pełna podłości, nienawiści i kłamstwa oraz zwykłej głupoty kampania mająca zniesławić i zniszczyć Donalda Tuska.
Dziś, dwa lata po obaleniu autorytarnego reżimu, mamy do czynienia z jakąś niepojętą tolerancją i wyrozumiałością w stosunku do pisowskiego autorytaryzmu, i nie mówię tylko o pisowskiej szczujni – jako autor tego terminu proszę o przestrzeganie praw autorskich – propagandystach w rodzaju Sakiewicza, Karnowskich, Rydzka, Rachonia itp. Ludzie związani z obozem wolności, często dla wolności zasłużeni, zajmują się w zasadzie przede wszystkim szukaniem wad po naszej stronie, powtarzają bez końca brednie o „niezrealizowanych” obietnicach, rozczarowaniu premierem i rządem, złych sondażach i niezliczonych błędach wyłącznie po naszej stronie. Mamy do czynienia z narastającą falą nacjonalizmu, bardzo często w brunatnej, prawie nazistowskiej formie. Jej autorom przeszkadza negowanie holokaustu, wzywają do mordów politycznych i zdumiewająco przypominają nazistowskie bojówki z lat trzydziestych. I to wszystko na uroczych komentatorach, często w tzw. naszych mediach, nie robi wrażenia. To ja już wolę propagandystów Republiki i Radia Maryja, bo przynajmniej nie mam złudzeń. Wrogiem jest, a w każdym razie na krytykę zasługuje, strona demokratyczna. Tworzy to taką atmosferę, jakby walka z nacjonalizmem była już skazana na porażkę, jakby dla Polski nie było ratunku ani innej możliwości, jak tylko reżim nacjonalistów i triumf populistów, antysemitów i takich tuzów intelektu jak Kaczyński, Nawrocki, Braun, Bąkiewicz itp. Ze strony krytyków Tuska nie widać refleksji nad tym, co dzieje się w Polsce, że brunatna fala może pochłonąć nasz kraj, wydać Polskę Putinowi, bo to jak widać w najmniejszym stopniu nie przeszkadza Kaczyńskiemu i Konfederacji, dla nich wrogiem jest Tusk, Koalicja 15 Października, Ukraina, Niemcy i Unia.
I jeszcze to lizusostwo, wazeliniarstwo, podła służalczość, brak wstydu i godności w stosunku do Trumpa, mające w sobie coś ze stosunku Bieruta i polskich komunistów do Stalina w latach pięćdziesiątych, a w XVIII wieku „patriotów” z Targowicy, wielu biskupów z prymasem na czele i największych magnatów do imperatorowej Katarzyny II. Historia jak wiadomo powtarza się często jako farsa, ale ta pisowska wersja stalinizmu farsą nie jest, tylko podpalaniem naszego kraju.
Mój ulubiony felietonista „Przeglądu”, Tomasz Jastrun, pisze: ”Demokracja jakby się znudziła, wyczerpuje się. U nas, w Ameryce, w Europie. Spora część młodszych pokoleń woli radykałów prawicy albo lewicy. Bywa, że raz jednych, raz drugich. Tak sobie przepływają w wyborach, jakby nie widzieli większych różnic między liberalnymi demokratami a prawicowymi zamordystami udającymi konserwatystów. Bojówki i marsze faszystów na ulicach, jak w latach 30., milion głosów na antysemitę i nacjonalistę, nienawiść do Żydów i Ukraińców, piąta kolumna Rosji w Sejmie i internetach, bokser na Krakowskim Przedmieściu otoczony bezczelnymi nawiedzonymi dyletantami, którzy małpują zespół wzespół autorytarne zapędy ich waszyngtońskiego mentora. To wszystko prawda, ale jest duża część polskiego społeczeństwa, która uparcie głosuje za demokracją i za zdrowym rozsądkiem. Polska dynamicznie rozwija się gospodarczo. Duch czasu jest liberalny, tylko zatrzasnął się w toalecie, prędzej czy później z niej wyjdzie. Jak powiedziała Szymborska: „Nie opłaca się być pesymistą” („Wieje grozą”, „Przegląd”, 6.-12.10.2025r.).
To nacjonaliści za wszelką cenę starają się stworzyć wrażenie, że cała siła, mądrość i racja są po ich stronie. Ale tak nie jest. Bez najmniejszych hamulców szczują, grożą, kłamią, kradną i przekupują. To tak przyjemnie czuć się bezkarnym i cieszyć się błogosławieństwem czcigodnych biskupów. Poddawanie się tym nastrojom prowadzi do klęski. Ale Polska się broni, a demokracja ma obrońców. Jak pokazało spotkanie z Donaldem Tuskiem w Piotrkowie, bardzo skutecznych. Brunatna fala kłamstwa i nienawiści nie zaleje Polski, walka trwa.




















