Przepraszam, ale w szkole biją…

0
agresja
agresja
REKLAMA

– Boimy się o nasze dzieci. Czy uczniom w szkole dzieje się krzywda? – Nie sądzę – mówi dyrektorka podstawówki, Renata Koralik. – To były zachowania incydentalne, tego rodzaju sytuacje zdarzają się w każdej szkole. Niczego jednak nie bagatelizujemy, problemy rozwiązujemy na bieżąco.
Uczeń do bicia…
Rodzice są innego zdania, mówią, że źle zaczęło się dziać w szkole w poprzednim roku, a od września zachowania agresywne nasiliły się. – Codziennością naszych dzieci stało się bicie, kopanie, popychanie – wymieniają. – Doszły nowe „atrakcje”, takie jak podduszanie. Niedawno chłopiec ścierający tablicę został zaatakowany przez kolegę, który zaczął go dusić, zdarza się to średnio raz w tygodniu. Kolejny chłopiec został kopnięty w krocze i grozi mu martwica jądra. Organizowane są tak zwane ustawki – jest nowy dzień i nowa ofiara…
To nie wszystko. – Dziewczynki są zachodzone od tyłu i klepane po pośladkach. Jak taka uczennica ma się skupić na lekcji, kiedy za nią siedzi chłopiec, który na przerwie klepał ją po pupie, a teraz stuka nogą w jej krzesełko, aby o tym pamiętała?
Zdaniem jednej z matek, nauczyciele już tak przywykli do tego typu zachowań, że przestali na nie reagować. – Jeden z uczniów ostatnio położył nogi na ławce, potrafi też przez całą lekcję śpiewać lub mówi sam do siebie, chodzi po klasie. Nauczyciel go przekrzykuje, ale przecież taka lekcja nie ma sensu. Nie mamy wsparcia w pedagogu, który powtarza na okrągło: „Z tymi dziećmi trzeba rozmawiać”. Jak długo jeszcze, skoro te rozmowy nie przynoszą efektu?! Dyrektorka też wiele obiecuje, ale na tym się kończy. Przyparta do muru ma jeden standardowy tekst, że jesteśmy szkołą integracyjną, która musi przyjmować wszystkich uczniów…
Potwierdza to pani Lucyna. – Rozmowy z wychowawcami, pedagogiem, dyrekcją nic nie dają. Jak długo możemy czekać na jakąkolwiek reakcję?
Pani Katarzyna straciła już cierpliwość i zgłosiła sprawę pobicia syna na policję. – Gdy syn któryś raz z rzędu przyszedł i powiedział, że znowu w szkole dostał „przekopę”, to stwierdziłam, że już dłużej czekać nie mogę. Najpierw działo się to w ramach ustawek, potem był przewracany na korytarzu i kopany po żebrach, po plecach.
Pytam o sińce, zadrapania. Pani Katarzyna przyznaje, że nie zauważyła, ale synowi wierzy. Zmienił się, widać, że zamyka się w sobie.


To tylko incydenty…
Co tak naprawdę dzieje się w Szkole Podstawowej nr 3? – Moim zdaniem sytuacja może wynikać z braku akceptacji małej grupy rodziców wobec uczniów pochodzenia romskiego. Tymczasem ci uczniowie nie sprawiają kłopotów, a jeśli pojawiają się jakieś problemy, to nie większe od tych, jakie sprawiają pozostali uczniowie – mówi jedna z nauczycielek.
Rodziców ta teoria nie przekonuje. – Syna nie biją romskie dzieci, tylko rówieśnicy z klasy – wyjaśnia pani Katarzyna. – W szkole jest, o ile się nie mylę, kilkanaścioro dzieci romskich, które są lubiane i akceptowane – wylicza Barbara. – Jest też czterech uczniów, z tego dwóch pochodzenia romskiego, zachowujących się agresywnie w stosunku do rówieśników. Nie chodzi więc tu o narodowość, ale o agresywne dzieciaki, z którymi szkoła sobie po prostu nie radzi.
Dyrektorka Renata Koralik przekonuje, że sprawa jest rozdmuchana. – Absolutnie nie zauważyłam, żeby w naszej szkole nasiliła się agresja. Tym bardziej że takiego faktu nie zgłaszali mi ani wychowawcy klas, ani pedagog. Owszem, zdarzają się incydenty jak w każdej innej szkole, ale są one na bieżąco rozwiązywane. Co rozumie pod słowem – incydent? – Na przykład jakieś przepychanki, szurnięcie na schodach – tłumaczy dyrektorka. I przyznaje: Mamy jednego trudnego ucznia, bywa, że przeszkadza w prowadzeniu lekcji. Obecnie trwają starania o przyznanie mu nauczania indywidualnego, jednak nie szkoła o tym decyduje, czekamy na orzeczenie z poradni psychologiczno‑pedagogicznej.
Renata Koralik uczestniczyła w spotkaniach Rady Rodziców. – Rodzice podawali przykłady agresywnych zachowań uczniów, ale nauczyciele tego nie potwierdzają. Ponieważ nie ma zgodności pomiędzy tym, co mówią niektórzy rodzice, a tym, co mówią wychowawcy, zwołane zostało zebranie klasy szóstej oraz spotkanie interdyscyplinarne z udziałem między innymi przedstawiciela policji.
– Z dzielnicowym współpracujemy nie tylko wtedy, gdy dojdzie w szkole do jakiegoś incydentu, ale również w ramach działań profilaktycznych. Bezpieczeństwo jest dla nas priorytetem – twierdzi pedagog Agnieszka Łabno. – Gdy dochodzi do sytuacji konfliktowych, reaguje wychowawca, wzywamy rodziców, rozmawiamy. Każda forma agresji, czy to słownej, czy fizycznej, jeśli tylko została zgłoszona, jest na bieżąco analizowana. Nigdy nie zbywam rodziców ogólnikami, nie bagatelizuję problemów, nie zostawiam spraw niezałatwionych. Z każdej rozmowy z uczniem i z rodzicami sporządzam notatkę, są w niej wszystkie ustalenia. Rodzic taką notatkę podpisuje, wie, jakie kroki zostaną podjęte w danej sprawie. O bezczynności nie może być mowy.
W trudnych przypadkach, gdy rodzice nie chcą ze szkołą współpracować, zawiadamiany jest Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. – W sytuacjach napiętych i budzących nasz niepokój kontaktujemy się dodatkowo z Wydziałem Rodzinnym i Nieletnich Sądu Rejonowego. W ubiegłym roku było kilka takich zgłoszeń, teraz żadnego, bo w szkole nie dzieje się nic, co wymagałoby podjęcia takich kroków – twierdzi pedagog.
Rodzice nie mówią jednym głosem. – Część rodziców uważa, że agresja nie jest duża, nie widzą problemu. Są też tacy, którzy wolą milczeć, bo boją się odwetu, nie chcą pogorszyć sytuacji swoich dzieci. Agresywni uczniowie potrafią się mścić – tłumaczy Barbara.
– Nie tylko oni – dodaje Katarzyna. – Wychowawczyni pytała syna, czy jest zadowolony, że mama zgłosiła sprawę na policję. Wypomniała mu, że jest to działanie na szkodę dobrego imienia szkoły. A gdzie dobro dzieci?

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze