Czy ruiny zamku przetrwają urzędniczą indolencję?

0
marcinka urzednicy
Coraz bardziej oddala się rozstrzygnięcie sporu o „Marcinkę”
REKLAMA

Za rok spór o zamkowe wzgórze wejdzie w dziesięciolecie jego powstania. Mimo upływu czasu nie ma postępu. Mało tego; dziś nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy ten postęp będzie możliwy.
Spór powstał przy okazji sprzedania przez Sanguszków wzgórza zamkowego prywatnej spółce w 2008 roku. W księgach wieczystych terenu, na których znajdują się ruiny, wpisani byli jako właściciele Paweł Sanguszko i Klaudia Sanguszko, ale samorząd Tarnowa przekonywał, że w 1938 r. Roman Sanguszko, dziadek Pawła, przekazał działkę – w formie darowizny – miastu. Miasto powołuje się też na prawodawstwo z lat 40., z okresu powojennego, wedle którego właścicielem „Marcinki” miałby być Skarb Państwa reprezentowany przez prezydenta Tarnowa.
Sprawa trafiła do sądu, lecz postępowanie zostało prędko zawieszone. Sąd przez 7 lat (!) czekał na odpowiedź wojewody małopolskiego, czy działka na „Marcince” może być uznana za nieruchomość ziemską w rozumieniu przepisów dekretu PKWN z 6 września 1944 r. o przeprowadzeniu reformy rolnej.
Małopolski Urząd Wojewódzki w Krakowie kilkakrotnie zmieniał termin odpowiedzi, w końcu udzielił jej jesienią ubiegłego roku. Dla miasta była ona niekorzystna, dlatego magistrat złożył odwołanie do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. I teraz, jak się wydaje, sytuacja może się powtarzać.
– Według pierwszych informacji ministerstwo miało rozpoznać nasze odwołanie do końca czerwca tego roku, ale właśnie otrzymaliśmy odpowiedź, że nie nastąpi to wcześniej niż do 31 grudnia – informuje mec. Grzegorz Szczerba, pełnomocnik Urzędu Miasta Tarnowa.
Czy grudzień będzie tym ostatecznym dla MRiRW terminem? Wielu ma wątpliwości. Jak długo jeszcze będzie ciągnęła się ta sprawa? Tego nie wie nikt, ale trzeba brać pod uwagę, że jeśli w końcu sąd odwiesi postępowanie i wyda orzeczenie, przypuszczalnie jedna ze stron będzie niezadowolona z jego treści. Wówczas przyjdzie czas na apelacje, co oznacza kolejne miesiące, a może i lata nierozstrzygniętego do końca sporu.
W tej skomplikowanej dla zamkowych resztek sytuacji – w wyniku starań pasjonatów zamku Tarnowskich i przychylności Wydziału Kultury UMT – udało się przeprowadzić na „Marcince” inwentaryzację. Miała ona na celu udokumentować obecny stan techniczny ruin, nie tylko dla samej historycznej wiedzy, ale również na wypadek, gdyby podjęto się szeroko zakrojonych zabiegów konserwatorskich, łącznie z możliwością rekonstrukcji niektórych fragmentów.
O początkach robót już pisaliśmy. Po ich zakończeniu Eligiusz Dworaczyński, kierownik grupy wykonującej prace, powiedział nam, że cała dokumentacja zostanie złożona do końca października tego roku, a kompletny materiał będzie własnością miasta.
– Nasze działania polegały na ocenie architektoniczno – konserwatorskiej zachowanych fragmentów ruin. Nie wykopaliśmy tam ani grama ziemi, ale staraliśmy się oczyścić z bujnej roślinności i zakrzaczenia teren, na którym znajduje się obiekt. To nam znacznie ułatwiło prace. Naszym zdaniem, w pierwszym rzędzie trzeba ratować te fragmenty, które pozostają jeszcze w oryginalnej formie. One obecnie są najważniejsze, a sprawa fragmentów z ubytkami postępującymi wraz z upływem czasu to odrębny temat.
Dworaczyński potwierdza, że tempo degradacji ruin jest niepokojąco szybkie.
– Wpływ mają na to niekorzystne czynniki atmosferyczne i brak zabezpieczenia konserwatorskiego. Najbardziej zagrożone są te rozwiązania architektoniczne, w których występują elementy w kształcie łuków. Są one najbardziej podatne na obrywanie się. Można w zasadzie powiedzieć, że mamy do czynienia z ewidentnym niszczeniem cennego zabytku wskutek braku fachowej opieki.
Odpowiedzialnych za ten stan rzeczy na razie brak. Miasto do czasu rozstrzygnięcia przeciągającego się sporu nie chce inwestować w obiekt, który na dzisiaj – formalnie – stanowi prywatną własność.
– Sytuacja prawna spornej działki nie powinna w żadnym stopniu przeszkadzać urzędowi konserwatorskiemu do czynienia tego, co do niego należy – podkreśla mec. Szczerba.
Urząd konserwatorski już pisemnie nakazał obecnym właścicielom, czyli Sanguszkom, podjęcie działań, które zabezpieczyłyby ruiny przed dalszą degradacją, ale nic w tej sprawie się nie dzieje. Konserwator zabytków mógłby sam zadbać o tzw. wykonawstwo zastępcze, a kosztami prac obciążyć właścicieli, lecz we wcześniejszej rozmowie z Andrzejem Ceterą, kierownikiem tarnowskiej delegatury WUOZ w Krakowie, usłyszeliśmy, że urząd nie ma na ten cel funduszy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze