Jedna z takich ruder stoi na osiedlu Partyzantów za blokiem 40b.
– Dom od wielu lat jest opuszczony i jest miejscem spotkań osób nadużywających alkoholu. W ostatnim czasie aż dwukrotnie doszło tam do zaprószenia ognia, musieli interweniować strażacy – mówi radny Grzegorz Kolbusz, który napisał w tej sprawie list do burmistrza. Mieszkańcy osiedla wielokrotnie byli świadkami pijackich orgii.
– Przychodzą młodzi i starzy, piją i nie wiadomo, co tam jeszcze robią – mówi ze zgorszeniem jedna z mieszkanek bloku 40b. Często przyjeżdża tam policja i rozpędza niepożądanych lokatorów, ale po chwili pojawiają się ponownie i urządzają głośne, trwające do rana libacje.
– Wyburzenie budynku jest koniecznością – dodaje radny Kolbusz. – Jest on częściowo zawalony i stanowi poważne zagrożenie dla przebywających w nim osób. Najgorsze jest to, że do rudery zaglądają także dzieci i bawią się tam. A przecież dom może w każdej chwili runąć.
Całkiem podobnie sytuacja przedstawia się w budynku przy ulicy Czarnowiejskiej, gdzie stoi walący się, drewniany dom. I tam znajduje się miejsce schadzek i pijatyk, cała działka jest istnym wysypiskiem śmieci i bynajmniej nie dziwi fakt, że do magistratu stale napływają skargi w tej sprawie.
– Ustaliliśmy właścicieli działek i wysłaliśmy do nich pisma z nakazem posprzątania działek zgodnie z obowiązującą na terenie gminy ustawą o utrzymaniu porządku- wyjaśnia naczelnik wydziału infrastruktury brzeskiego magistratu, Bogdan Dobranowski. – I na tym praktycznie wyczerpują się nasze możliwości, każdy właściciel użytkuje działkę, jak chce, i w żadnym wypadku nie można mu nic narzucić. Urzędników wcale nie dziwi fakt, że rudery nadal stoją, decydując się na ich wyburzenie, właściciele musieliby wyłożyć spore pieniądze.
Niechciane rudery szpecą miasto
REKLAMA
REKLAMA
























