O ile p. Szydło była osobą, która pod względem wyglądu, ruchów i dykcji (nie mówiąc o treści i formie jej występów) udowadniała, że jest chodzącą kompromitacją urzędu premiera, a jej mianowanie było albo żartem, albo szyderstwem z Polski, o tyle przemówienia p. Morawieckiego są czymś gorszym. Mówi on poprawnie po polsku, chociaż ubogą i nieporywającą polszczyzną, ale przede wszystkim popełnia jedną gafę po drugiej, a na dodatek nie wiadomo, o co mu chodzi, co chce przekazać i jaki jest sens tego, co mówi. Na tle zgrzebnej intelektualnie i umiejącej tylko chaotycznie wrzeszczeć pisowskie slogany p. Szydło wygląda on jak częściowo wykształcony aparatczyk i pozbawiony charyzmy karierowicz, którego funkcja premiera całkowicie przerosła, który powinien dla dobra Polski i siebie samego natychmiast podać się do dymisji.
Oto kilka najbardziej chyba żenujących fragmentów marcowego wystąpienia pana premiera: „Marzy mi się, żeby nie rozbijać prawdy o Marcu. Żeby nikt nie zmuszał do przepraszania za czyny osób, które tak naprawdę nie powinny za to przepraszać. Trzeba powiedzieć, że władza nie używała wtedy czołgów, karabinów, te były 2,5 roku później”. To, że władze PRL strzelały do protestujących w grudniu 1970, a nie w marcu 1968 nie jest odkryciem, a cały wywód – poza tym stwierdzeniem – jest niezrozumiały. Nikt ani nie zmuszał, ani nie zmusza do przepraszania za Marzec ’68 kogoś, kto nie był winny. Winne były władze komunistyczne, bo posłużyły się antysemityzmem do bieżącej walki politycznej (tak samo jak dziś internetowi hejterzy, autorzy pełnych nienawiści słów w mediach i w listach np. do ambasady Izraela) i ludzie, którzy ten antysemityzm praktykowali, brali udział w antysemickich działaniach, pisali antysemickie teksty i tworzyli atmosferę nienawiści do Żydów i inteligencji (podobną do dzisiejszej).
„Trzeba jako zbrodniarzy potraktować tych, którzy byli zbrodniarzami w 1968 roku i byli ludobójcami i straszliwymi zbrodniarzami, czyli Niemców w latach II wojny światowej. Wszyscy oni są właściwie odpowiedzialni za to, co stało się w tamtym czasie” – mówił premier. Tekst, delikatnie mówiąc, bełkotliwy. Jeśli Niemcy – naziści są odpowiedzialni za Marzec ’68, to jest to brednia, a tak wynika ze słów p. M. To, że zbrodniarzy trzeba potraktować jak zbrodniarzy, to banał, ale nie jest jasne, czy obok Niemców popełniających zbrodnie w czasie II wojny światowej byli jeszcze jacyś zbrodniarze w Marcu ’68?
„Opowieść o Marcu ’68 jest na pewnego rodzaju rozdrożu, a może nawet na bezdrożach. Jest gdzieś w miejscu, w którym nie powinna być w taki sposób prezentowana. Często dziś słyszymy, że Marzec ’68 powinien być powodem do wstydu. Otóż ja uważam, że dla Polski i Polaków, którzy walczyli o wolność, powinien być powodem do dumy. Część mitologii o Marcu ’68 jest piękna, słuszna i prawdziwa, a część która jest niepiękna, ale prawdziwa, nie ma nic wspólnego z wolnymi Polakami, z Polską, która pragnęła wolności i która o tę wolność walczyła. Obca władza, która była reprezentantem wielkiego obcego mocarstwa, realizowała swój plan i wykorzystywała w ramach walk frakcyjnych antysemityzm, który się wówczas pojawił”. Rozważania o rozdrożach i bezdrożach są bełkotliwe jak wszystko, co mówi pan M., ale obok banału, że walka o wolność jest powodem do dumy, mamy dziwaczny passus, że Marzec jest powodem do dumy. Otóż moim zdaniem nie jest.
Był Marzec wybuchem postaw antysemickich, był wyrzucaniem ludzi z pracy i z Polski, czasem represji, obrzydliwych antysemickich haseł i podłej antysemickiej propagandy. Wielu ludzi wzięło udział w marcowych wiecach, a studenci i walcząca o wolność część młodej inteligencji zostali opuszczeni i pozostawieni sami sobie. Były oczywiście liczne wyjątki, jak zawsze, ale nie można o Marcu ’68, który na wiele lat bardzo zaszkodził opinii o Polsce w świecie, mówić jako o powodzie do dumy.
Twierdzenie o „wolnych Polakach” przypomina hasła dzisiejszych nacjonalistów i pisowską propagandę, a zrzucanie antysemityzmu na Moskwę jako decydującą o krajach satelickich nie znajduje potwierdzenia w dokumentach. Był, niestety, Marzec zjawiskiem polskim, związanym z nacjonalizmem w odmianie prezentowanej przez Moczara i jego grupę tzw. partyzantów, był polskim antysemityzmem.
„Sprawcy są gdzie indziej. I my nie możemy – jako Polacy po trzydziestu niemal latach od odzyskania wolności – nie krzyczeć, że dzieje się niesprawiedliwość” – oświadczył premier. I znowu jacyś tajemniczy sprawcy. Nie bardzo wiadomo: Sowieci, hitlerowcy, przeciwnicy PiS‑u…? Nie dzieje się żadna niesprawiedliwość, tylko na skutek niepojętej głupoty została przez PiS uchwalona kompromitująca Polskę, absurdalna ustawa o IPN, w efekcie której Polska słusznie została oskarżona o blokowanie badań historycznych i fałszowanie historii. Co stanowi, jak wiadomo, istotę pisowskiej tzw. polityki historycznej. Generalnie cytowane wyżej wystąpienie pana M. jest kolejnym potwierdzeniem tego, że każdy dzień jego urzędowania przynosi wymierne straty dla Polski.
Kompromitacja goni kompromitację
REKLAMA
REKLAMA




















