Poniżanie Polski trwa nieustannie, jest nim ogólnie każdy dzień pisowskich rządów, a szczegółowo konkretne działania i przejawy aktywności dobrej zmiany, który to zwrot ma dziś szydercze, prześmiewcze i złowrogie znaczenie. Ma w sobie ładunek ironii mniej więcej taki, jak komunistyczny raj czy socjalistyczna demokracja. Od pewnego czasu ta władza w zasadzie koncentruje się na sobie samej, a stwierdzenie, że potrafi głównie kraść i kłamać nie wymaga specjalnego uzasadnienia, aby to dostrzec naprawdę nie potrzeba specjalnej przenikliwości. To co jest pewną nowością, to odrzucenie przez pisowców jakichkolwiek skrupułów czy pozorów. Nawet nie próbują z czegokolwiek się tłumaczyć i notorycznie nie odpowiadają na pytania. Modelem ich konferencji i spotkań z dziennikarzami jest przemilczanie pytań, udawanie, że nie słyszą i wychodzenie z konferencji prasowych po wygłoszeniu swoich kwestii, zwykle mających charakter kłamstw i wykrętów. Prowadzący stwierdzają, że pytania mają dotyczyć tylko tych kwestii, na które pisowscy dygnitarze raczą odpowiadać, a wszystkie inne, z reguły najważniejsze, najciekawsze, interesujące opinię publiczną i siłą rzeczy dla reżimu niewygodne kwestie, są ignorowane. Widok pisowskiego dygnitarza, który udaje, że nie słyszy pytań i szybko ucieka przed dziennikarzami stał się stałym elementem „debaty publicznej” i to co uderza, to bezradność poniżanych w ten sposób i lekceważonych dziennikarzy. Dziennikarze reprezentują społeczeństwo, a wolne media są istotą demokracji, zakładającej odpowiadanie przedstawicieli władzy na pytania społeczeństwa i dlatego dziennikarze nie powinni pozwalać się tak traktować, tylko wychodzić w przypadku aroganckich zachowań pisowskich dygnitarzy. To samo ma miejsce w wolnych mediach, bo w mediach reżimowych pisowcy otrzymują tylko pytania swoich lizusów i dlatego po raz kolejny powtarzam, że przedstawiciele reżimu nie powinni być zapraszani do wolnych mediów, ponieważ nie odpowiadają na pytania, tylko wygłaszają swoje kłamstwa. Bojkot pisowskich mediów, tak jak bojkot teatrów czy szerzej mediów reżimowych (innych nie było) w stanie wojennym wydaje mi się najlepszą odpowiedzią na propagandę dobrej zmiany.
Ale poniżanie Polski ma miejsce nie tylko w mediach, chociaż tam jest szczególnie widoczne, natrętne i odrażające. Po raz kolejny p. Morawiecki potwierdził słuszność określenia „kłamczuszek”, gdy bez mrugnięcia okiem mówił o luce vatowskiej i osiągnięciach swojego „rządu” w walce z mafią vatowską. Nawet się nie zająknął na pytanie, ile pieniędzy wyłudzonych przez „mafie vatowskie” oddano do skarbu państwa, kto z mafijnych bossów został aresztowany (nie licząc tzw. słupów), jak wygląda odzyskanie przez państwo zrabowanych pieniędzy. Zamiast tego słyszeliśmy, jak monotonnym głosem atakował opozycję, wymieniał dobrodziejstwa, jakie jego rząd i pisowskie państwo świadczą na rzecz dzieci chorych na nowotwory (to jakiś rodzaj odniesienia się do zarzutów przekazania 2 mld zł na TVP zamiast na onkologię). Sposób polemik stosowany przez reżimy totalitarne. Szereg dobrze znanych, od dawna wypowiadanych frazesów i banałów.
Przedziwna łatwość unikania konkretów i obezwładniające kłamstwo. Za to mówiąc dzień później o nowych ładzie gospodarczym czy czymś w tym rodzaju i trosce o rodziny, z pewnością p. Morawiecki miał rację, bo jego kuzynka Monika Morawiecka, do niedawna nie była zwolenniczką zielonej energii, a została prezesem PGE Baltica (wiadomość z internetu), mówiąc delikatnie – z odpowiednim uposażeniem. Z pewnością wyjdzie dobrze na dobrej zmianie. Informacje o doradcach p. Dudy, członkach zarządów i rad nadzorczych spółek skarbu państwa, asystentach i asystentkach p. Glapińskiego robią mocne wrażenie. Dzieje się to w warunkach bankructwa wielu firm i przedsiębiorstw, obszarów nędzy, najwyższych w Unii podwyżek cen. Ma to charakter prowokacji, wyzwania, umyślnej zaczepki pod adresem społeczeństwa, skierowanej do ludzi zmagających się z biedą i bezsilnych w obliczu nowej klasy właścicieli pisowskiej Polski. Każdy dzień przynosi jednak nowe, czasami zaskakujące wiadomości i nie są to dobre wiadomości dla pisowców.
Wschodząca, a raczej od dawna jasno świecąca gwiazda polskiej polityki i gospodarki, prezes z łaski PiS-u wielkiego giganta gospodarczego, wszechmocny „Napoleon” polskiej ekonomii i przedsiębiorczości, niejaki Daniel Obajtek okazał się mówić językiem pospolitego żula, lumpa z blokowiska lub spod budki z piwem (przepraszam nieistniejące budki i szanowne blokowiska). Jakiś obrońca polskiego „Napoleona” zdiagnozował u niego zespół Tourrette’a, mający usprawiedliwić nieprawdopodobną kumulację rynsztokowych wyzwisk, miotanych pod adresem byłego wspólnika i kuzyna wujka. Nie warto zajmować się tą linią obrony, można przypomnieć, że zespół Tourrette’a występuje głównie u dzieci i polega na nadpobudliwości ruchowej, a Obajtek dzieckiem już nie jest, nadpobudliwości w częstych występach medialnych, gdzie zwykle odbiera nagrody człowieka wolności, biznesmena roku itp. nie zauważyłem. Ciekawe jest, kto upublicznił kompromitujące p. Obajtka nagrania i przy okazji jego przekręty, krętactwa majątkowe i generalnie skasował go jako pisowskiego „Napoleona”, wschodzącą gwiazdę, geniusza gospodarki – taka wersja polskiego Erharda lub nowego Grabskiego, i oczywiście przekreślił szansę p. Obajtka na premiera. Najbardziej zainteresowany w tym jest tylko jeden człowiek p. Morawiecki – qui fecit, cui prodest. Po ujawnieniu całej marności Obajtka wydaje się, że jednak to, aby był premierem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej jest niemożliwe.
Chociaż, czy na pewno. Przewodniczącym Rady Programowej Polskiego Radia, a więc instytucji, która ma wspaniałe tradycje Władysława Szpilmana, tak wielkie zasługi dla polskiej kultury, został z łaski PiS-u p. Suski, nazywany złośliwie Carycą. Jest symbolem nieuctwa, lizusostwa, kimś mniej więcej takim w pisowskiej Polsce, jak w PRL Albin Siwak. I przeszła ta nominacja właściwie gładko. Ma miejsce z jednej strony poniżenie Polski, bo czym innym jest nominacja Suskiego, z drugiej tresowanie wytrzymałości i cierpliwości społeczeństwa. Tak komentuje to co wyprawiają pisowcy dziennikarz „Przeglądu” Wojciech Kuczok: „Nie chodzi o to, żeby odsunąć od władzy PiS, chodzi o to, żeby na trwałe, a przynajmniej na długie lata skompromitować ideały katolickich nacjonalistów. Tylko tak dalej, panowie, chcecie mieć Budapeszt w Warszawie, będziecie mieć azyl w Budapeszcie”. („Droga na Budapeszt”, „Przegląd”, 15‒21. 02. 2021 r.) Zasadniczo słusznie, tylko żeby to były jakieś ideały, a jest tylko, jak widać choćby po komisji ds pedofilii, łapczywość i rwactwo. I dobrze by było, aby droga na wygnanie prowadziła przez Norymbergę?



















