Tomasz Rempała: Mocno przeżywam starty syna

0
rempala
fot. Marek Bodusz
REKLAMA

Kilka tygodni temu na torach pojawił się kolejny przedstawiciel żużlowej rodziny Rempałów, Twój starszy syn, 15‑letni Dawid. Ma za sobą już kilka występów w imprezach młodzieżowych, jak oceniasz te pierwsze starty?
To jest szkoła żużla, on się wszystkiego dopiero uczy. Każdy tor, na którym startuje, jest dla niego nowy, musi więc go dobrze poznać. Dawid ma więc za zadanie głównie płynnie i bezpiecznie przejechać cztery okrążenia, dobrze technicznie. Trzeba wziąć pod uwagę, że ma dopiero 15 lat i na prawdziwym żużlowym motocyklu zaczął trenować w ubiegłym roku. Ale rywalizuje, zdobywa punkty w poszczególnych wyścigach i to na pewno cieszy.
Jak w ogóle trafił do żużla?
Zapisałem go do szkółki prowadzonej przez Janusza Kołodzieja i w niej trenował – najpierw na motocyklach o mniejszej pojemności silnika, a potem przesiadł się na „pięćsetkę”. Chciałem, aby licencję zdawał jednak tak jak ja przed laty, jako zawodnik Unii Tarnów i tak ustaliliśmy z Januszem Kołodziejem.
Mocno denerwowałeś się podczas egzaminu licencyjnego?
Dawid zdawał egzamin na torze w Gnieźnie i muszę przyznać, że bardzo się stresowałem. W ogóle starty syna mocno przeżywam, mocniej niż moje własne.
Przepraszam, ale muszę o to zapytać. Czy nie miałeś żadnych negatywnych refleksji dotyczących sportowej przygody syna po tragedii, jaka spotkała dwa lata temu Twojego bratanka Krystiana?
W tym sporcie zawsze są obawy o bezpieczeństwo, ale Dawid zaczął treningi jeszcze przed wypadkiem Krystiana.
Żużel to drogi sport, wymaga odpowiedniej klasy sprzętu, a co za tym idzie sporych nakładów finansowych. Jak sobie z tym radzicie?
Bardzo pomaga nam od początku przygody Dawida ze speedwayem pan Mariusz Mamala. Dzięki niemu syn dysponuje dwoma kompletnymi motocyklami i wiem, że zawsze możemy na niego liczyć. Bardzo mu za to dziękujemy. Oczywiście potrzeby są ogromne, gdyby ktoś chciał i mógł z nami współpracować, to serdecznie zapraszamy.
Obok Dawida w zawodach młodzieżowych startuje z dużym powodzeniem syn Mirosława Cierniaka – Mateusz. Mają po 15 lat i zgodnie z regulaminem jeszcze nie mogą występować w meczach ligowych. Kibice zaczynają już marzyć, że niebawem będziemy mieli bardzo dobrą i perspektywiczną parę juniorską. Dawid geny ma dobre, przecież Ty sam, podobnie jak Twoi bracia Jacek, Grzegorz i Marcin oraz bratanek Krystian startowaliście w reprezentacji Polski w tej kategorii wiekowej. Nawet w mistrzostwach świata…
Zobaczymy, jak to się wszystko ułoży, na razie czeka go nauka i ciężka praca.
Często mówi się, że młodemu, początkującemu zawodnikowi jest łatwiej, kiedy opiekuje się nim ojciec, który sam był zawodnikiem. Jak ty to postrzegasz?
Na pewno jest w tym sporo prawdy, mam przecież duże doświadczenie, które mogę mu przekazać. I lepiej dostrzegam błędy, jakie popełnia. Poza tym w przypadku Dawida jest jeszcze tak, że jak po wyścigu zjeżdża do parku maszyn, to zawsze może liczyć na podpowiedź i uwagi któregoś z wujków.
Opiekujesz się synem podczas zawodów i treningów, pracujesz przy jego sprzęcie, zasadne wydaje się więc pytanie, czy Ty sam będziesz jeszcze występował na torze? Masz przecież ważną licencję.
Mam, ale szczerze mówiąc, nie wiem, jak to będzie dalej wyglądało, bo pogodzenie tych dwóch zajęć jest trudne. Opieka nad synem bardzo mocno mnie pochłania, a teraz przed nami bardzo duże nasilenie startów. W wakacje czeka nas około dwudziestu różnych zawodów. Będzie co robić i na własne występy mogę nie mieć czasu.
Masz jeszcze drugiego, młodszego syna. Czy on także marzy, aby zostać żużlowcem, wzorem taty i starszego brata?
Jego bardziej pochłania piłka nożna, ale co będzie w przyszłości, zobaczymy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze