„Branżówki” się nie sprawdziły

0
zawodowki
Powszechnie wiadomo, że fachowcy są w cenie, czeka na nich dobrze płatna praca, a jednak zainteresowanie nauką w szkołach branżowych maleje z roku na rok
REKLAMA

– W tym roku przyjęto około 260 pierwszoklasistów, jeśli podzielimy tę liczbę przez trzydzieści, to mamy dziewięć klas branżowych na cały Tarnów. Słabo – mówi Andrzej Bartnik, dyrektor tarnowskiego Zespołu Szkół Techniczno‑Zawodowych.
Zmierzch zawodówek zaczął się w latach 90. i przybrał na sile po reformie edukacji autorstwa rządu Jerzego Buzka. To wtedy uczniowie masowo ruszyli do liceów ogólnokształcących i liceów profilowanych, nawet ci, którzy nie wykazywali ku temu żadnych predyspozycji. – Nie będziesz się uczył, to pójdziesz do zawodówki – tak się wtedy mówiło. To, że zawodówki źle się kojarzą, dostrzegli w końcu urzędnicy i rok temu trzyletnia zasadnicza szkoła zawodowa przekształcona została w trzyletnią branżową szkołę I stopnia. Jej absolwenci od września 2020 roku będą mogli w sposób płynny kontynuować
naukę w branżowej szkole II stopnia, a takiej możliwości do tej pory nie było. To propozycja dla tych, którzy zechcą uzyskać tytuł technika i zdać maturę, co z kolei otworzy im drogę na wyższe uczelnie. Wszystko po to, żeby zachęcić młodych ludzi do wyboru szkoły branżowej. – Będzie to szkoła, która przywróci prestiż kształceniu zawodowemu. Pozwoli umiejscowić zdolną manualnie młodzież w życiu zawodowym na stałe na dobrych stanowiskach, za dobre wynagrodzenie. Skończyć branżówkę będzie znaczyło robić w życiu dobry biznes – przekonywała rok temu wiceminister edukacji Teresa Wargocka.Zmiana szyldu niczego w Tarnowie nie zmieniła, nie udało się powstrzymać niekorzystnego trendu, mimo że na rynku pracy brakuje wielu specjalistów. – Promujemy szkolnictwo zawodowe i to bardzo, propozycja klas branżowych jest różnorodna. I co z tego…? Do pierwszych klas licealnych przyjęliśmy 1 410 uczniów, do techników – 1 070 uczniów, co oznacza niewielki wzrost na poziomie dwóch klas, a do szkół branżowych – 254, czyli jeszcze mniej niż rok temu i dwa lata temu – wylicza Bogumiła Porębska, dyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa. – Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Może to jest kwestia mody na licea? Poza tym profesje, w których kształcą szkoły branżowe, kojarzone są nadal z „brudnymi zawodami”, co zniechęca kandydatów. Tyle że dziś w dużej mierze ta praca jest zautomatyzowana i często wymaga nabycia umiejętności obsługiwania specjalistycznego sprzętu.
W Zespole Szkół Mechaniczno‑Elektrycznych w Tarnowie szkoła branżowa oferująca kształcenie w zawodach: elektromechanik, elektryk i operator obrabiarek skrawających istnieje tylko na papierze. – Mamy ją w statucie, robiliśmy nabór, ale ostatecznie nie powstała. To efekt opinii, że zawodówki są szkołami dla słabych uczniów i przygotowują do bezrobocia. Jest to nieprawda – podkreśla zdecydowanie dyrektor placówki, Jan Onak.
– Choć proponowaliśmy naukę w kilku zawodach, to ostatecznie utworzyliśmy tylko dwie klasy branżowe – dla mechaników pojazdów samochodowych i fryzjerów – mówi Andrzej Bartnik, dyrektor Zespołu Szkół Techniczno‑Zawodowych. – Takie zawody jak: mechanik motocyklowy, blacharz samochodowy, elektromechanik pojazdów samochodowych czy operator urządzeń przemysłu szklarskiego nie wzbudziły w zasadzie żadnego zainteresowania. Zgłosiło się po dwóch‑trzech kandydatów. Niestety, przekształcenie zawodówek w branżówki nie przyczyniło się do zwiększenia naboru. Gdybyśmy sami nie podejmowali działań promocyjnych, pewnie byłoby jeszcze gorzej.
Niechęci do szkół zawodowych nasz rozmówca wytłumaczyć nie potrafi. – Przecież powszechnie wiadomo, że fachowcy są w cenie, praca czeka, póki co żadna maszyna i żaden robot butów nam nie naprawi, łazienki nie wyremontuje i domu nie postawi.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze