Monitor aktywności – czy warto?

0
Monitor aktywności
fot. Dawid Remian
REKLAMA

Żyjemy w czasach skomputeryzowania niemal każdej dziedziny życia. Jeśli chodzi o pomiary naszej aktywności całodziennej – z pomocą przychodzą nam monitory aktywności. Czym tak naprawdę są oraz jaka jest główna różnica między smartwatchem a smartbandem?

Dokonując klasyfikacji – tak dla porządku. Historia rozpoczęła się wiele lat temu od krokomierzy. Poprzez analogowe do cyfrowych – urządzenia te zliczały kroki przez liczenie wstrząsów występujących w naturalnym chodzie i biegu człowieka. Oczywiście od razu warto dodać – liczyły także każdy inny wstrząs, przez co pomiar był delikatnie mówiąc niedokładny. Algorytm ten jednak przyjął się z powodzeniem i krokomierz jest dziś standardową funkcją nie tylko pulsometrów, ale i opasek monitorujących (MI BAND) czy smartwatchy. Co do tego ostatniego – wydaje się, iż smartwatch, czyli innymi słowy przedłużenie naszego telefonu – zegarek połączony poprzez bluetooth z naszym telefonem, przez który możemy rozmawiać, często posiadający także własną mini kartę sim oraz funkcję mierzenia tętna (pulsometr), będzie dla nas kompletnym i najlepszym rozwiązaniem. Otóż sytuacja nie jest taka prosta.

Smartwatch, jako urządzenie wielozadaniowe, z zasady ma być do wszystkiego. A jak wszyscy wiemy, jeśli coś jest do wszystkiego, to… Jednak wiodące firmy, jak Apple, Samsung czy Huawei prezentują produkty na wysokim poziomie. Tak więc oprócz (oczywiście) zegarka mamy możliwość rozmowy poprzez wbudowany mikrofon, możemy odpowiadać na powiadomienia oraz wreszcie monitorować: kroki, nasze położenie (GPS), elewację (zmianę wysokości, piętra), liczbę spalonych kalorii i sen. Owa mnogość funkcji niesie za sobą jedną konsekwencję – krótszy czas pracy baterii. Ponadto nie każdy z uprawiających sport oczekuje funkcji telefonu w zegarku – i dla tych ludzi smartwatch będzie urządzeniem nieodpowiednim.

Przejdźmy zatem do wyżej wspomnianych zegarków sportowych, które (żeby nie było za łatwo) także w większości mają funkcję powiadomień i komunikują się z naszym telefonem. Akcent jest jednak przesunięty w drugą stronę – zbieranie informacji na podstawie pulsu, GPS-u oraz rozbudowanych algorytmów. Jednym z nich jest właśnie przelicznik kaloryki – spoczynkowej i wysiłkowej. Wyspecjalizowane firmy (Garmin, Polar) posiadają swoje własne algorytmy do liczenia powyższych danych i co warto zauważyć – różnią się one od siebie. Co to znaczy? To znaczy, że jeśli ubierzemy zegarek X na jedną rękę i Y na drugą – dane będą się różniły, często dość znacznie. Komu i czemu zatem wierzyć? Wydaje się, iż zdroworozsądkowe podejście do tych pomiarów (przyjęcie 10-15% granicy błędu) jest tu odpowiednie, bo tak czy tak, podane wartości są jednak szacunkowe. Traktujemy zatem pomiary jako punkt odniesienia, gdy badamy zmiany w naszym organizmie, na przykład na przestrzeni miesięcy treningów.

REKLAMA (2)

Co ponadto? Warto wspomnieć, że diodowy pomiar tętna z nadgarstka obarczony jest dużą tolerancją błędu. Dzieje się tak, iż zegarek stale musi przylegać do skóry, która posiada włosy, zanieczyszczenia czy pot, zatem pomiar może się w danym momencie często w ogóle nie odbyć. Częstotliwość pomiaru (stały, raz na minutę, tylko podczas treningu) ma także ogromne znaczenie. Jaka jest na to rada? Pomiar na pasku znajdującym się na klatce piersiowej HRM (heart rate monitor). Sparowany ze sportowym zegarkiem daje dużo dokładniejsze dane. Nadajnik na klatce piersiowej mierzy aktywność elektryczną serca (EKG) i przekształca je w wiarygodne dane dotyczące tętna. Reaguje ponadto szybciej, na przykład przy szybkich zmianach intensywności (trening interwałowy). Potwierdzam na własnej osobie tę tezę – przy sporcie pasek to w zasadzie konieczność. I to jest to, co wyróżnia najbardziej monitory aktywności.

REKLAMA (3)

Warto na koniec wspomnieć o opaskach. Jeśli nie chcemy od razu wydawać więcej niż 200-400 zł za urządzenie tego typu, opaski smartband wydają się trafnym wyborem. Ich ograniczone możliwości wyświetlania danych często wymagają połączenia z telefonem, czyli tak zwanych synchronizacji. Mały wyświetlacz to także dłużej pracująca bateria, co oczywiście zależy od ustawień. Dla niezdecydowanych – jak najbardziej polecam. MI BAND, FITBIT – to produkty godne polecenia z nieskomplikowaną obsługą. Jako trenerzy często wykorzystujemy monitory aktywności u naszych podopiecznych, do monitorowania intensywności treningu. To w zasadzie tak fundamentalna sprawa, że często trening bez tego nie jest możliwy do wykonania. Rozszerzone możliwości monitorowania także regeneracji i snu (sen płytki, głęboki) daje nam pełny obraz na temat potrzeb klienta. Taki zegarek to także dobry motywator, który ciągle przypomina – RUSZ SIĘ!

Zachęcamy gorąco do zgłębienia tematu i powodzenia w poszukiwaniach odpowiedniego dla siebie monitora aktywności.

Więcej na: https://www.facebook.com/trenujemyzdrowo/

Dawid Remian – trener osobisty, mgr wychowania fizycznego ze specjalizacją gimnastyka korekcyjna – korekcja wad postawy, specjalizujący się w indywidualnym treningu prozdrowotnym, a także w zajęciach grupowych o charakterze interwałowym. Na co dzień rezydujący w studio treningu LEVEL UP oraz w fitness klub FORMA.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze