Wolniejszy wzrost gospodarki to niższe wpływy podatkowe. To logiczne. Gospodarka rozwija się wolniej, bo ograniczamy konsumpcje, inwestycje i trudniej nam sprzedawać za granicę. Aktywność wiąże się z płaceniem podatków. Jeśli kupujemy na przykład telewizor, to płacimy podatek VAT. Jeśli samochód czy papierosy – to także akcyzę. Dzięki naszym zakupom ktoś zarabia, a zatem płaci podatek od zysku. Zatrudnia ludzi, którzy płacą PIT. A produkując, zużywa np. gaz czy olej napędowy i również płaci w związku z tym podatki. Itd. itp. Jeśli zatem wzrost gospodarczy jest w pierwszych kwartałach 2013 roku wolniejszy, niż ministerstwo finansów zakładało, to i wpływy podatkowe muszą być relatywnie niższe.
Mamy jednak w Polsce jeszcze inny problem. Otóż wpływy z podatków, szczególnie z podatku VAT, są jeszcze mniejsze, niż wynikałoby to ze słabszego wzrostu gospodarczego. I tak naprawdę nie wiemy do końca, z czego to wynika. Po części zapewne z tego, że wyraźnie rośnie w Polce przestępczość związana z niepłaceniem lub wyłudzaniem VAT i dotyczy to nie tylko polskich firm, ale także działalności międzynarodowych specjalistów od tego typu procederu. Wyłudzanie VAT nie jest niczym nowym w Unii Europejskiej, ale, jak się szacuje, nigdy jeszcze w takiej skali nie dotyczyło naszego kraju. A walka z oszustwami wcale nie jest prosta, szczególnie że zaostrzenie procedur może przeszkadzać także uczciwym przedsiębiorcom. Warto w tym miejscu podkreślić, że dramatyczne skomplikowanie sytemu podatkowego z pewnością nie pomaga w jego kontroli.
Relatywnie niższe wpływy do budżetu dotyczą także innych podatków. Jest to związane zapewne z tym, że jak jest nam trudniej, czyli powodzi nam się gorzej, to mamy większe tendencje do kombinowania. Tym bardziej że niektóre stawki podatkowe mocno wzrosły. Mam tu przede wszystkim na myśli akcyzę na papierosy. Przecież nikt chyba nie wierzy w to, że prawie dwadzieścia procent Polaków w pierwszym kwartale 2013 roku przestało palić. A tak wynikałoby z danych dotyczących sprzedaży papierosów. Palący zostali po prostu wepchnięci w szarą strefę. Nielegalna produkcja i przemyt kwitnie, o czym informują zresztą walczące z tym procederem służby.
Szacuje się, że w tym roku może nam zabraknąć w budżecie nawet 25 mld złotych. Co się zatem wydarzy? Czy rząd zdecyduje się na cięcie wydatków? A jeśli tak, to których? Ograniczenie inwestycji doprowadzi do jeszcze większego hamowania gospodarki, co oczywiście nie byłoby wskazane. A zatem nowelizacja budżetu, czyli zwiększenie planowanej dziury w budżecie? Być może, trzeba jednak uważać, trzeba robić to ostrożnie, żeby nie pogorszyć ocen Polski na świecie. Niższe oceny, czyli większe potencjalne ryzyko związane z Polską, to wyższe koszty obsługi długu, czyli konieczność przeznaczenia na odsetki większych środków z budżetu.
Problem w tym, że nie wystarczą tu doraźnie działania. Bo nawet jeśli gospodarka ruszy z kopyta, problem relatywnie niższych wpływów podatkowych pozostanie. Konieczne są zatem działania strategiczne. Na początek przydałoby się uproszczenie prawa. Dodajmy, że sama ustawa o VAT, z dokumentami bezpośrednio z nią związanymi, to około 12 tysięcy stron. Jak można efektywnie poruszać się w tym gąszczu, także z punktu widzenia organów skarbowych?
Dziura w budżecie
REKLAMA
REKLAMA




















