Zgodnie z planem

0
Marek Zuber
REKLAMA

Według szybkiego odczytu inflacja w maju spadła do 13% rok/rok, a miesięczna wyniosła zero. Jednocyfrowy poziom w ujęciu rocznym jest coraz bliżej.
Główny Urząd Statystyczny podał wstępny, tzw. szybki, odczyt inflacji za maj. Okazało się, że koszyk inflacyjny podrożał w stosunku do maja 2022 roku o 13%. To co prawda nieco mniej niż średnia prognoz, ale osobiście nie uznaję tego wyniku za zaskoczenie. Mało tego, moim zdaniem mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby nie to, że impulsy z zewnątrz z dużym opóźnieniem wpływają na spadek inflacji w naszym kraju. Pisałem o tym wielokrotnie. Od miesięcy tanieje na świecie większość surowców. Oczywiście aluminium czy rudy żelaza nie ma w koszyku inflacyjnym, ale jest tam masa towarów, do których produkcji te czy inne surowce są używane. Tanieje również żywność. Podkreślam, słowo „tanieje” używam świadomie. Nie mam na myśli wolniejszego wzrostu cen, tylko ich realny spadek. W wielu przypadkach jesteśmy już w cenach z 2020, a nawet z 2019 roku. Tak jest choćby ze wspomnianym aluminium. Tak jest z pszenicą czy rzepakiem. I z masą innych produktów, których ceny bezpośrednio czy pośrednio odbijają się na cenach dóbr i usług w koszyku inflacyjnym. A nie widzimy tego w pełni w danych o inflacji w Polsce.

Biorę pod uwagę także kwestie kursu złotego w stosunku do USD czy euro. Dobrym przykładem jest tutaj właśnie żywność. W maju podrożała ona w Polsce w stosunku do kwietnia o 0,6%. To już nie jest dużo, ale jednak wciąż mamy wzrost i to pomimo tego, że zaczął się sezon. Widać go choćby po cenach truskawek, pomidorów, czy nowych ziemniaków. W końcu w większym stopniu zobaczymy spadki, ale cały proces trwa jednak długo. A wynika to z różnych powodów, które są obserwowane także w innych krajach. Choć w różnym nasileniu. To nasilenie zależy od wielu czynników, na przykład od konkurencji na rynku w danym kraju, albo od skali ograniczenia popytu, która to skala jest istotnym czynnikiem zmuszania na przykład handlu to ograniczania wzrostu cen. Albo wręcz do ich obniżania. O jakich powodach mówię?

Na przykład o czymś, co można określić marżą inflacyjną. Ostatnio sporo pisano na ten temat w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że wiele sieci handlowych generuje większą marżę, niż dwa czy trzy lata temu. Oczywiście trzeba tu wziąć poprawkę na okres pandemii i „mrożenia” gospodarek, które też zaburzały sytuację. Ale nie zmienia to faktu, że wiele sieci podnosiło w ostatnich miesiącach marże, co oczywiście prowadziło do dodatkowego wzrostu cen. Albo do tego, że nie spadały one tak szybko jakby mogły, biorąc pod uwagę sytuację rynkową. A klientom tłumaczono, że wyższe ceny są efektem inflacji. Czynnik obiektywny.

REKLAMA (2)

Warto też wspomnieć o czymś, co nazywam „wyśrednianiem pozycji”. Każdy, kto działał albo działa na rynkach finansowych, wie o czym mówię. Ceny nie spadają tak, jak powinny, bo ktoś obkupił się drogimi produktami wcześniej. Jakaś hurtownia czy też sieć sklepów, która kupiła olej rzepakowy po na przykład 13 złotych za litr kilka miesięcy temu, będzie bez mrugnięcia okiem sprzedawać go teraz po 6 złotych za litr? A co najwyżej taka cena odpowiadałaby obecnej sytuacji na rynku w Europie. Ale jeśli kupi go dzisiaj tanio na rynku i będzie sprzedawać razem z tym kupionym bardzo drogo wcześniej w cenie 10 złotych za litr, to w sumie będzie zarabiać.

REKLAMA (3)

Ograniczamy zakupy, dane o tym wyraźnie mówią, ale za mało, żeby wymusić szybsze dostosowanie się do realiów, które obecnie obserwujemy na rynkach. Czyli do spadających cen. Wszystko dzieje się wolniej, niż by mogło się dziać.
Generalnie w kontekście samej inflacji – czyli jej spadku do 13% – mogę napisać to, co pisałem miesiąc temu. Przede wszystkim efekt bazy, spadek cen surowców i żywności na świecie, no i oczywiście wyhamowanie konsumpcji w Polsce prowadzą do spadku wskaźnika CPI. To, co powinno nas cieszyć przede wszystkim, to fakt, że nie mamy wzrostu cen w ujęciu miesiąc do miesiąca. Jak już wspominałem kilka tygodni temu, spodziewam się w tym roku także miesięcy z deflacją miesięczną, czyli spadkiem cen. Cały czas uważam, że inflacja na poziomie 7% – 8% rok/rok na koniec roku jest realna. A jednocyfrową możemy zobaczyć już nawet w trzecim kwartale.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze