Tak o nadziei deklamował dowcipny i zatroskany o losy demokratycznej Polski Jerzy Kryszak:
„Choć zgasić próbuje cię wielu
A inni już piszą ci tren
Nie zgaśnij światełko w tunelu
Nie czas na sen.”
Te słowa znakomicie pasują do komentarzy, wypowiedzi i analiz zarówno polityków demokratycznej opozycji, jak i dziennikarzy wolnych od bezpośredniej podległości względem pisowców. Trudno oczekiwać czegokolwiek innego od szczujni i dygnitarzy oraz lizusów i klientów dobrej zmiany. Ich racją bytu jest utrzymanie władzy oraz związanych z nią przywilejów i korzyści, dlatego robią wszystko, aby zgasić nadzieję na wolną Polskę, by pokazać, że z PiS-em trzeba się pogodzić i ułożyć, bo innej Polski i innej władzy nie ma i nigdy nie będzie, że genialni pisowscy stratedzy znowu ograli nieudolną opozycję, że jesteśmy skazani już nie na kolejną kadencję dobrej zmiany, ale na zawsze trwać będzie obecny reżim, bo nikt i nic nie jest w stanie tym ludziom władzy odebrać. Rozumiem, że tak mniej więcej mówią pisowscy propagandziści, ale nie znajduję powodu, by mieli im w tym pomagać ludzie zaliczani do szeroko rozumianego obozu demokratycznej opozycji, a temu służy ustawiczne powtarzanie, jaka to nieudolna, skłócona jest opozycja, jaką to klęskę poniosła i jak mądry jest wszechmocny PiS.
Zasadniczy błąd popełniła Lewica i tylko ona. Popierając bezwarunkowo pisowski scenariusz wydawania w Polsce unijnych pieniędzy (bo w największym skrócie o to chodzi, z naciskiem na słowo bezwarunkowo), wdając się w jakieś niejasne, zakulisowe rozmowy z reżimem. Zamiast przystąpić do tych rozmów w ramach całej opozycji i postawić kilka warunków w obszarze praworządności, Lewica uczyniła jakiekolwiek stanowisko pozostałych partii opozycyjnych bezprzedmiotowym. Nie było błędem wstrzymanie się od głosu, ani głosowanie przeciw (pomijam stanowisko ziobrystów, to są wewnętrzne porachunki w ich obozie, które nagle stały się nieważne, a dyskusja dotyczy głównie opozycji, na czym korzysta PiS, starając się, aby o Ziobrze i jego grupie zapomniano). To nie był spór o to, czy Polska ma otrzymać unijne pieniądze, bo tego chcą wszystkie partie opozycji, ale czy te pieniądze mają służyć Polsce i dodatkowo demokracji w Polsce, czy też mają być pisowskim funduszem wyborczym, służyć dyktaturze, kłamstwu i nienawiści, a także wspierać takie wsławione na różnych polach postaci, jak pp. Obajtek, Misiewicz, Rydzyk, Macierewicz, Szumowski oraz wspierać służące pisowcom przeróżne fundacje, organizacje nacjonalistów, rycerzy JP II, bojowników różańca, populistów, krewnych i pociotków pisowskich dygnitarzy itp. Nic nie da i niczego nie zmieni atakowanie partii opozycyjnych, zwłaszcza przez wolne media i popierających demokrację dziennikarzy. Politycy mają czasami dziwaczne i podłe kalkulacje, czasami sądzą, że nadarza się okazja, aby ugrać parę punktów w sondażach, a być może coś przy okazji załatwić dla społeczeństwa. Tak prawdopodobnie kalkulowali liderzy Lewicy.
Towarzyszą tym kalkulacjom skandaliczne wypowiedzi, niektóre robią wrażenie jakby ich autorzy urodzili się w innej epoce, jakby nie przestali marzyć o dyktaturze proletariatu lub jakiejś wersji neobolszewizmu, np. p. Ikonowicz o Marcie Lempart, czy p. Zandberg fotografujący się w momencie obrzydliwych czystek personalnych na tle Orlenu, gdzie te czystki mają miejsce. Ale do niczego nie prowadzi opozycyjna wojna na wyniszczenie. Z tego mogą się tylko cieszyć pisowcy. Warto w takiej sytuacji przypomnieć sobie hasło z czasów opozycji w PRL-u lub z innych tragicznych okresów w naszej historii – nie ma wroga po stronie demokracji, wróg jest jeden i jest nim dyktatura oraz wszyscy, którzy jej służą i ją wspierają. Cokolwiek powiedzieć o działaniach Lewicy, to przecież historia Polski nie kończy się na tym fatalnym sejmowym głosowaniu. Bezsensowne są wzajemne porachunki i nienawiść, która uniemożliwi niezbędną do obalenia tej władzy jedność.
Redaktor naczelny i publicysta lewicowego „Przeglądu” Jerzy Domański pisze jasno: „Doszukiwanie się w spotkaniu Lewicy z premierem Morawieckim jakiejś strategii lub chociaż głębszej myśli jest stratą czasu. Zadecydowały o nim osobiste interesy polityków. Choć precyzyjniejsze byłoby słowo – interesiki. Oraz odwieczna chęć przytulenia się do władz i skubnięcie okruchów z tego tortu. To było widać. I to, że sukces też nie był, też widać. Bo przecież na tak nieporadną ustawkę z rządem nie da się nabrać nawet ciemnego ludu. A co dopiero elektoratu, który jest stęskniony za ideową, światłą i racjonalną lewicą.” („Ustawka z posłańcem”, „Przegląd”, 4-9. 05. 20121r.).



















