W pierwszym rzędzie jednak spiskowcy mieli na celu uchronienie Niemiec przed klęską, która w tym czasie była oczywista i nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że tej wojny III Rzesza wygrać nie może.
To właśnie na motyw ocalenia czego się da z niemieckich podbojów i zawarcia pokoju na zachodzie oraz ewentualnego kontynuowania wojny na wschodzie zwracają uwagę przeciwnicy zamachowców.
W związku z tym w Polsce często uważa się, że udany zamach oznaczałby dla nas oddanie ziem wschodnich, bez uzyskania rekompensaty na zachodzie. Trudno z takim poglądem dyskutować, ale warto pamiętać, że zamachowcy byli Niemcami, a nie Polakami i czynienie im zarzutu z tego, że chcieli zachować w ich przekonaniu niemieckie terytoria, brzmi dziwacznie.
Istnieje jednak drugi, co najmniej równie ważny, motyw działania – moralny, mający na celu odkupienie hitlerowskich zbrodni.
Podstawowym warunkiem powodzenia całego planu było zabicie Hitlera, a następnie spiskowcy chcieli przejąć w imieniu armii władzę w Berlinie i innych miastach, dokonać aresztowań czołowych nazistów, rozwiązać aparat hitlerowskiego terroru i rozpocząć rozmowy z aliantami. Przeprowadzenie samego zamachu wziął na siebie płk Claus von Stauffenberg, który przyleciał rano 20 lipca do Kwatery Głównej Hitlera Wolfschanze w Gierłoży pod Kętrzynem. Sam zamach, wielokrotnie opisywany w szczegółach, nie udał się z kilku powodów, z których najczęściej wymienia się przeniesienia narady z bunkra do lekkiego pawilonu i przesunięcie teczki z ładunkiem wybuchowym przez płk Heinza Brandta (też należał do spisku, ale nie został uprzedzony i zginął w efekcie wybuchu). Istotne znaczenie miało też to, że Stauffenberg najpewniej przez pośpiech umieścił w teczce tylko jedną, a nie dwie bomby. Hitler, choć odniósł poważniejsze obrażenia, niż początkowo sądzono, przeżył i to spowodowało niepowodzenie całego planu. Władza nazistów została na krótko i w kilku miastach, między innymi w Paryżu i w Wiedniu, obalona, ale nie miało to większego znaczenia. Zamachowców zgładzono, a Hitler w gronie najbliższych współpracowników zapowiedział bezlitosną zemstę, ogłosił, że jest nieśmiertelny i że „Opatrzność” każe mu nadal iść tą samą drogą co dotychczas. Wojna miała trwać z większym nasileniem i okrucieństwem jeszcze 9 miesięcy.
Ogłupiały przez strach i propagandę naród niemiecki w znacznej części przyjął z ulgą i radością to, że Hitler ocalał. Komuniści, także polscy, po wojnie atakowali Stauffenberga i skupionych wokół niego zamachowców równie zajadle jak hitlerowców, twierdząc, że większych różnic między nimi nie było. To samo dotyczyło propagandy sowieckiej. Zdumiewająca jest nienawiść do niemieckich przeciwników Hitlera takich „obiektywnych” historyków jak David Irving i oczywiście wszystkich nacjonalistów, w tym polskich. W Niemczech dopiero 60‑70 lat po wojnie coraz odważniej można przyznawać się do sympatii, podziwu i uznania dla bohaterów, którzy podjęli walkę o ocalenie honoru Niemiec i rzucili wyzwanie zbrodniczemu systemowi. Dziś mają swoje muzea, place, pomniki, ulice i szkoły, a dzień 20 lipca jest obchodzony jako państwowa uroczystość. Co jest jeszcze jednym potwierdzeniem, że prawda i dobro w końcu zwyciężają.




















