Z kasy sejmowej posłowie otrzymują co miesiąc 15 200 zł na swoje biura. Regulamin sejmu określa, na co można przeznaczyć ów publiczny grosz. Z ryczałtu mogą być pokrywane między innymi wydatki na wynagrodzenia pracowników biur poselskich, tłumaczenia, ekspertyzy i opinie sporządzane bezpośrednio u wybranych ekspertów, usługi telekomunikacyjne związane z wykonywaniem mandatu poselskiego i przejazdy posła samochodami w związku z wykonywaniem mandatu. Ryczałt może być też przeznaczony na pokrycie wydatków bieżących, takich jak czynsz, opłaty za energię elektryczną i cieplną, gaz i wodę oraz prace porządkowe, konserwację i naprawę sprzętu technicznego biura, również koszty jego eksploatacji, drobne naprawy i remonty, meble na wymiar, podróże służbowe pracowników, zakup materiałów biurowych, prasy, wydawnictw, środków bezpieczeństwa i higieny, koszty obsługi rachunkowo-księgowej i bankowej biura.
Zobaczmy, na co wydawali pieniądze posłowie naszego okręgu. Od chwili zaprzysiężenia do końca ubiegłego roku mieli do dyspozycji dokładnie 205 593,33 zł. Kancelaria Sejmu właśnie opublikowała dane, jak publicznym groszem rządzili się przedstawiciele narodu. Także ci z Tarnowa.
Dbają o pracowników. To miłe
Chwalebną rzeczą jest, iż nasi parlamentarzyści dbają o zdrowie swoich pracowników i płacą za ich badania lekarskie. Urszula Augustyn (Koalicja Obywatelska) przelała do przychodni 295 zł, hojniejszy w tym względzie był Stanisław Bukowiec (Zjednoczona Prawica, Porozumienie). Sfinansował faktury na kwotę 740 zł. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz chyba sam bada swoich pracowników, bo na wizyty lekarskie dla nich nie wydał ani złotówki. Jego rodak z Powiśla szef struktur PiS w regionie Wiesław Krajewski „szarpnął się” na całe 60 złotych opłat za badania lekarskie swoich podwładnych. Była wiceminister zdrowia Józefa Szczurek Żelazko odżałowała na profilaktykę 167,56 zł, Piotr Sak z Solidarnej Polski – 146 zł. Medykom ani grosza nie dała zarobić Anna Pieczarka (PiS). Powód jest prosty: nikogo w swoim biurze nie zatrudnia na etacie.
Podziel się z bliźnim, może zapamięta?
Poseł tarnowski nie jest bezduszny. Rozmaite cenne inicjatywy potrafi nagrodzić. Na różny sposób. Oto Norbert Kaczmarczyk (Zjednoczona Prawica, Solidarna Polska) jako zapalony sportowiec i piłkarz – funduje puchary. Statuetek rozmaitej maści nakupił przez rok za 2,8 tys. zł. Na nutę duchową gra z kolei Stanisław Bukowiec. Poseł Porozumienia chwali się, że dba o rozwój intelektualny dziatwy i młodzieży. W formie nagród zakupił książek za prawie 3,7 tys. zł. Nie ma się co dziwić. Stanisław Bukowiec jest z wykształcenia polonistą. Ma dyplom Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalizował się w językoznawstwie.
Ale nade wszystko trzeba zadbać o siebie!
„Wyróżniaj się albo giń” – mówi stara zasada politycznego PR. O, w tej kategorii bryluje bez wątpienia Piotr Sak. Oto jego lista zakupów do biura poselskiego w ubiegłym roku: biurko za 370 zł, krzesło obrotowe warte 199,90 zł, krzesło „Nowy styl” – bagatela – dziewięć stówek. By być lepiej słyszalnym – mikrofon pojemnościowy za 80 zł, lepiej widzianym – kamera internetowa (700 zł), lepiej rozpoznawalnym – ścianka reklamowa (1105 zł) i strona internetowa za 8690 zł, aby intruzi nie podglądali i słońce nie raziło – żaluzja pionowa (1140 zł), dla oszczędności wzroku – lampa za 345 zł.
W multimedia inwestowali też inni posłowie. Dba o swój PR Norbert Kaczmarczyk. Zresztą kończył studia w tym kierunku. Chcąc uwiecznić swoją aktywność, nabył kamerę za 745 złotych.
W zakupach środków trwałych Wiesława Krajewskiego zwraca uwagę jeden przedmiot. To „kolumna mobilna z mikrofonami 600 W”. Koszt? Osiem „stówek” bez złotówki. Fajnie brzmi rubryka „Rekwizyty na święta państwowe”. Ciekawe, co można było kupić w tym temacie za 1000 zł? Czy grosza w zestawieniu żałowała Anna Pieczarka? Na cateringi przy okazji spotkań z wyborcami, a tych w regionie ma wiele, wydała około 6 tys. zł, na rozmaite gadżety przeznaczyła natomiast dwa tysiące mniej.
Jak gniazdka biurowe wiją sobie posłowie?
Wracamy do Bochni, do Stanisława Bukowca. Naszą uwagę przyciągają „środki trwałe” zakupione ku komfortowi i bezpieczeństwu pracy parlamentarzysty i jego wyborców. Za całe 14 687 zł. I co tam mamy? Ano, krzesło biurowe (395 zł) i regał biały (326 zł). Żeby nie gnieździły się w dywanie jakieś pneumokoki, o porządek zadba odkurzacz (339 zł). Biuro musi jakoś wyglądać. Wszak „Jak cię widzą, tak cię piszą. Przydadzą się więc gustowne mebelki za 1780 zł.
Posłowi spojrzysz w oczy siadając w komplecie foteli o demonicznej nazwie „Mefisto” (814 zł). By wróg nie przejął tajnych dokumentów – konieczna jest niszczarka. Wystarczy taka za 429 zł. Gdyby dzwonił kochany wyborca, to przyda się dobry aparat. Na przykład Samsung za 1239 zł. Ludzie momentami to hieny i wilki, warto więc zadbać o bezpieczeństwo biura. Może więc monitoring? Czemu nie? To tylko 2,4 tys. zł za rok.
Co zobaczymy w biurze Anny Pieczarki przy placu Sobieskiego? Fotel (1,7 tys. zł), fotele obrotowe (2,1 tys. zł), lodówkę (1,05 tys. zł), telewizor (1,03 tys. zł), odkurzacz za ponad 1000 zł i szafę wartą półtora tysiąca.
Sterylnie i uczenie musi być w biurze posła Wiesława Krajewskiego, skoro na gazety i środki czystości wydał on w ostatnim roku 25 tys. zł.
A u byłej wiceminister Józefy Szczurek-Żelazko oko zawiesisz między innymi na klimatyzatorze za 1449 zł, nacieszysz wzrok iPhonem za 2199, kompletem mebli za 1240 PLN, netbookiem wartym 3660. Będziesz mógł podziwiać też „urządzenie wielofunkcyjne atramentowe” w cenie 789 zł.
Do którego parlamentarzysty warto pójść na kawę?
Zdecydowanie odradzamy biuro posłanki Urszuli Augustyn. U niej zawsze było ascetycznie, jeśli chodzi o poczęstunki. Woda i paluszki. „Spożywką” najstarsza stażem tarnowska parlamentarzystka nadszarpnęła budżet sejmu w ubiegłym roku na jedyne – bagatela – 430 zł.
Dla pocieszenia opozycjonistów warto powiedzieć, że pyszną kawę i dyskusję polityczną gratis w pakiecie oferuje Zbigniew Marczyk, dyrektor biura Władysława Kosiniaka-Kamysza. A skoro przy liderze PSL jesteśmy. To ewenement w polskim parlamencie. Z jego sprawozdania wynika, że porusza się po kraju i okręgu piechotą. Na paliwo nie wydał ani złotówki, gdy jego koledzy z ław sejmowych lekką rączką tankują rocznie za przynajmniej 30 tys. zł.
Ale wracamy do symbolicznej szklanki wody czy filiżanki gorącego napoju. Tu hojniej jest w partii rządzącej. Piotr Sak do parzenia kawy i herbatki nabył dwa czajniki za łączną kwotę 250 zł. A gdyby w zimie było zbyt chłodno w biurze – na ocieplenie atmosfery dokupił grzejnik za 159 zł.
Do posła Stanisława Bukowca koniecznie idziemy na kawę! Z ekspresu za 3439 zł musi być genialny w smaku napój. Nie gorzej będzie na Powiślu. Maszynka do mielenia i parzenia porannego espresso kosztowała sejm na rachunek posła Krajewskiego prawie 3 tys. zł. Do tego będzie chyba dobre ciasto, bo na zakup ciasteczek i kokosanek parlamentarzysta zaordynował prawie 6 tys. zł!
























