Wielokrotnie pisałem, że nie da się nie dostrzec tego wszystkiego, co w Polsce osiągnęliśmy. Także w okresie ostatnich kilku lat, które przypadły na, warto to za każdym razem podkreślać, największy w historii kryzys rynków finansowych i największy od osiemdziesięciu lat kryzys gospodarczy. Nie weszliśmy w recesję, nasza gospodarka się nie zwinęła, budowaliśmy autostrady, drogi szybkiego ruchu itd. itp. Mamy rekordowe wartości produkcji przemysłowej i eksportu. To wszystko prawda.
Ale jest też niestety druga strona medalu. Według „Diagnozy społecznej” profesora Czapińskiego, jedna piąta polskich rodzin żyje w ubóstwie. Mamy 13 procent bezrobotnych, nie licząc oczywiście tych, którzy z Polski wyjechali. I dwa razy wyższe bezrobocie wśród ludzi młodych. Minimalne wynagrodzenie jest na poziomie niewystarczającym na godne życie. Na domiar złego mamy fatalne perspektywy demograficzne, które mogą za kilkadziesiąt lat doprowadzić do załamania systemu świadczeń społecznych i finansów publicznych.
Oczywiście możemy mówić, że w niektórych państwach Unii Europejskiej jest jeszcze gorzej, pytanie tylko, czy to może tłumaczyć brak wystarczających działań w kierunku poprawy sytuacji. Nie może i to jest dla mnie jasne.
Co zatem proponuje PiS? Kilka kierunków. Odpisy dla przedsiębiorców związane z tworzeniem nowych miejsc pracy, aktywniejsze wparcie finansowe dla rodzin o niskich dochodach, 500 zł na dziecko w rodzinie, stypendia edukacyjne dla dzieci z biedniejszych rodzin, obniżenie VAT do 22%, zwiększenie budżetu służby zdrowia itd. itp. Z większością z tych pomysłów trudno się nie zgodzić. Tym bardziej że funkcjonują one w wielu państwach europejskich. Cały czas jest jednak jeden problem. Jak to wszystko sfinansować?
Na początek kwestia VAT. Obniżka tego podatku wcale nie musi prowadzić do istotnego spadku dochodów, jak mówią przeciwnicy tego pomysłu. Widzimy to wyraźnie, biorąc pod uwagę polską rzeczywistość, gdzie podwyżka stawki nie wpłynęła znacząco na wzrost dochodów. Obniżka za to zawsze trochę mogłaby ulżyć końcowemu nabywcy. Prawdę mówiąc poszedłby dalej, o czym mówię od wielu lat. Moim zdaniem, należy wprowadzić jedną stawkę na poziomie 15% – 17% i zlikwidować stawki preferencyjne, które ewidentnie prowadzą do nadużyć. A dla rodzin o niższych dochodach można by było wprowadzić system dofinansowania, bo, i tego nas uczą doświadczenia wielu państw, i tak w sumie będzie to mniej kosztowało. Jednak, tak czy inaczej, abstrahując już od problemu ewentualnego spadku dochodów z tytułu obniżenia VAT, pozostaje kwestia wskazania źródeł finansowania dla pomysłów, które oznaczają wydawanie pieniędzy przez budżet.
Wprowadzenie nowych składek? Ale dla kogo, w jakiej wysokości? De facto oznacza to podwyższenie podatków czy para podatków. Podatek od banków i sieci handlowych? Dobrze, ale jaki? Poza tym na przykład cały sektor bankowy wygospodarował w zeszłym roku 15 mld złotych zysku. Ile można z tego zabrać? Tym bardziej że nałożenie kolejnych podatków z pewnością zachęci do prób ich obchodzenia.
Cały czas nie mamy zatem programu, który precyzyjnie pokazywałby finansowanie różnych koncepcji i skutki wprowadzenia rozwiązań, które mają to finansowanie tworzyć. W programie PiS brakuje mi jednak głównie jednego: dlaczego wciąż nikt nie chce zaprezentować konkretnych rozwiązań mających na celu poprawę otoczenia gospodarczego? Czy ułatwienie życia przedsiębiorcom nie będzie prowadziło do przyspieszenia gospodarki, a w konsekwencji do większych środków w budżecie na istotne społecznie cele?
Kierunek dobry, ale jak to finansować?
REKLAMA
REKLAMA




















